Content marketing prowadzi do wojny cenowej!

przez Rafał Chmielewski dnia Listopad 17, 2012

Prawda to, czy fałsz?

o

o

o

o

O

{ 11 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Marcin Listopad 19, 2012 o 1:47 am

Pierwsze koty za płoty – spróbuję zacząć, jakoś odnieść się do tej kolejnej prowokacji 😉
Skłaniałbym się do odpowiedzi na „nie”. Konkurowanie ceną wiąże się z tym, że konsument wie, że może udać się zarówno do nas, jak i do „tamtych”. Działania content marketingu mogą pozwolić dotrzeć do klienta przed konkurencją (jeśli to na nas, np. nasz artykuł natrafi, szukając rozwiązania swoich problemów), stworzenie z nim więzi, która postawi nas przed innymi. Nie będziemy już wtedy jednymi z wielu, substytutami. Nie widzę wtedy potrzeby prowadzenia wojny cenowej. Jeśli klient jest „lojalny”, chodzi chyba bardziej o konkurowanie jakością, by nie zaczął szukać innych dostawców?
Trzeba też zwrócić uwagę, że odpowiedni artykuł czy np. white paper może nie tylko prezentować odpowiedzi na problemy konsumenta, ale także je tworzyć czy modyfikować, poprzez jego edukowanie. Może wcześniej nawet nie wiedział, że tak można, że mamy produkt, który lepiej odpowiada jego potrzebie?
Tyle moich teoretycznych rozważań, pewnie na koniec okaże się, że błądziłem, bo prowokacja była wielopoziomowa :)))
Pozdrawiam

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Listopad 19, 2012 o 10:58 am

Witaj Marcinie! Dzięki za komentarz i odwiedziny w blogu! 🙂

Tak, strzał w 10tkę! Jeśli chodzi o wielopoziomową prowokację ,… 🙂

Masz też całkowitą rację, jeśli chodzi o sferę meritum.

Ja tylko zadaję sobie i innym pytanie: co wtedy, kiedy czytelnik bloga widzi drugi blog o tej samej tematyce i tym samym poziomie merytorycznym? Wszak taki czytelnik, będący z reguły pot. klientem, nie jest w stanie ustalić, który kontent jest lepszy, a więc który z autorów ma większe doświadczenie i większą wiedzę.

W tej sytuacji może dojść do sytuacji, w której czytelnik będzie poszukiwał niższej ceny u obu prawników.

Być może, a w mojej opinii – na pewno – jest tak, że za twierdzeniem content is king kryje się jednak coś innego, niż myślimy…

Serdecznie Cię pozdrawiam Marcinie!
Rafał

Odpowiedz

Lech Listopad 19, 2012 o 11:19 am

Nawet wówczas, jak będą dwa blogi o tej samej tematyce, to uważam, iż jest spora szansa na to, że i wówczas klient nie będzie wybierał wedle ceny.

Wybór będzie odbywał się mimo wszystko zgodnie z mocą zbudowanej z czytelnikiem relacji.

Natomiast cena (czy inne nieistotne parametry, np. wygląd strony www) będzie pełniła co najwyżej rolę racjonalizowania wyboru. Jeśli klient wybierze niższą cenę, to uzasadni wybór niższą ceną. Jeśli wybierze wyższą cenę, to uzasadni wybór wyższa cena=wyższa jakość.

Przy okazji mała dygresja: tweetnąłeś ostatnio, Rafale, linka do bloga, w którym opisany był przypdek amerykańskiego prawnika zajmującego się odszkodowaniami za wypadki rowerowe. Oto jego strona: http://www.chicagobikeinjurylawyers.com/ i przyznam się, że mnie ona zafascynowała. Bardzo mi się podoba, a panu Jonatanowi niewątpliwie udało się nawiązać relację ze mną. Gdybym miał wypadek na rowerze w Chicago, z pewnością udałbym się do niego 🙂

Z drugiej strony zajrzałem co się dzieje pod domeną http://bikeinjurylawyers.com/ i… zostałem mocno rozczarowany. Nie wiem, jaka jest jakość tekstów na obydwu stronach, bo i znajomość angielskiego, i znajomość amerykańskiego prawa, nie pozwalają mi na pełną merytoryczną ocenę treści, niemniej jednak można obydwie strony podawać jako przykład tego, jak tylko i wyłącznie za pomocą wyglądu graficznego strony można budować relację.

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Listopad 19, 2012 o 10:38 pm

Dzięki Leszku! 🙂

Odpowiedz

Szymon Kwiatkowski Listopad 19, 2012 o 11:35 am

Oczywiście, że kontent marketing prowadzi do wojny cenowej. Tyle że ta wojna odbywa się między innymi podmiotami – agencjami, które sprzedają podobne, kontentowe rozwiązania 🙂

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Listopad 19, 2012 o 10:40 pm

Dzięki Szymonie!

Czy mógłbyś rozwinąć swoją błyskotliwą myśl? 🙂

R

Odpowiedz

Szymon Kwiatkowski Listopad 20, 2012 o 8:57 am

Rafał, to moje stwierdzenie o wojnie cenowej to oczywiście trochę na wyrost 🙂 Chodzi o agencje interaktywne, które w swoich usługach mają tzw kontent marketing. Sprzedają podobne rozwiązania, w podobny sposób, stąd możliwa konkurencja ceną.

Tak na poważnie, według mnie cena przy wyborze z kilku prawników prowadzących te same blogi nie jest głównym elementem decydującym. Na pierwszym miejscu zawsze jest doświadczenie i umiejętność nawiązania kontaktu. Dalej ważne są umiejętności sprzedażowe 🙂 Poza tym ceny usług będą na podobnym poziomie.

Odpowiedz

Marek Listopad 20, 2012 o 1:11 pm

Ja się domyślam, skąd to pytanie 🙂
I nie zgadzam się z przedmówcami. Cena ma zawsze znaczenie.
Tyle, że dochodzą jeszcze inne elementy: przecież może istnieć (a tak może być w 90 % przypadków) potrzeba kontaktu osobistego – wtedy ważna jest możliwość spotkania (np. Rzeszów-Szczecin); konkretna potrzeba – przecież samo uzyskanie konsultacji jest możliwe przez sieć, ale nie poprowadzenie procesu; i właśnie koszty dodatkowe. Wiele elementów decyduje o kontakcie i jeszcze więcej o zleceniu.
Pozdrawiam
MK

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Listopad 20, 2012 o 5:28 pm

Tak, czasem nie ma siły: nawet najlepsza cena i najlepsza relacja nie mają znaczenia, bo charakter zadania, które ma być wykonane, może zupełnie te czynniki unieważnić.

Dzięki Marku!

Odpowiedz

Marcin Listopad 20, 2012 o 5:03 pm

http://www.rynek.polskiprawnik.pl/jak-szefowie-departamentow-prawnych-w-firmach-wybieraja-kancelarie-do-obslugi,865/
Może trochę na boku tematu, ale nie odchodząc tak bardzo – wyłania się z tego artykułu bardzo wiele czynników związanych jest z relacją z klientem. Nawet cena jest nieco zepchnięta na bok. Ciekawe jest, że znalazła się też taka pozycja jak „słabe posługiwanie się nowoczesną technologią ” – a raport dotyczył ogólnie Europy Zachodniej. Zdawałoby się, że nie powinno być tam z tym problemu 🙂

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Listopad 20, 2012 o 5:41 pm

Dzięki za ciekawy link. Podobne badania robią na bieżąco Amerykanie. Szkoda, że u nas się nikt nie pyta in-houseów, nie robi badań, itp. Jakie by to były ciekawe informacje i użyteczne, także dla … nich samych.

Hej, no my wcale nie jesteśmy w ogonie europy z wykorzystaniem nowoczesnych technologii… 🙂

Dzięki Marcinie!

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: