Jak nauczyć własne dziecko przedsiębiorczości?

przez Rafał Chmielewski dnia 8 października, 2013

Przyznam szczerze, że do poruszenia tego tematu natchnęły mnie dwie osoby: Agnieszka Swaczyna (w komentarzu pod jednym z ostatnich postów), oraz Gary V. (w jednym ze swoich ostatnich tekstów).

Jak nauczyć?

No właśnie nie wiem. Jeśli masz jakieś przemyślenia, to napisz, ok?

Wiem tylko, że wolałbym, aby moje dzieciaki nie wpadły ten schemat: dobre studia – dobra praca. Wolałbym drogę: dobre doświadczenie – dobry biznes.

 

 

{ 14 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Lech Malinowski 8 października, 2013 o 11:06 am

To chyba musi wynikać z charakteru. No i nie da się chyba „nauczyć” przez rodzica, bo zwykle wychodzi na odwrót 🙂 Trzeba raczej dyskretnie naprowadzać, piętnować złe zachowania (zobacz, ciocia X całe życie na etacie pracowała i ma 1500zł emerytury:), nagradzać za podejmowanie ryzyka, karać/nie nagradzać za asekuranctwo itp.

Odpowiedz

Rafał Chmielewski 8 października, 2013 o 11:38 am

Jakby ciocia X miała 1500 pln emerytury, to jeszcze nie byłoby tak źle, bo to by oznaczało, że zarabiała około 4 tys. Czyli ponad średnią krajową. Mogłaby więc zdążyć zaoszczędzić w jakimś funduszu ze 100 tys. 🙂

Pewnie tłumaczenie nie ma sensu, kto wie (Leszku, ocenimy to pewnie obiektywnie w miarę, jak nasze dzieciaki dorosną :)). Ale może przykład: kiedy jedno z rodziców jest na etacie, a drugie ma swoją firmę. Różnica jest diametralna i dzieciak może w jakiś sposób wybierać to, co chce robić, w jakim być położeniu.

Dzięki Leszku!
R

Odpowiedz

Lech Malinowski 8 października, 2013 o 11:45 am

Tak naprawdę bycie przedsiębiorcą (lub w szerszym sensie: bycie przedsiębiorczym, bo ja na przykład przedsiębiorcą w myśl ustawy nie jestem, ale daleko mi do pracy „na etacie”) to zadanie dla mniejszości. Przede wszystkim należy zatem sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jest sens w konkretnym, znanym nam dziecku, wzmagać przedsiębiorczość i czy jest co wzmagać. Trudno nie zauważyć, że chłopcy mają większą akceptację do zmian i ryzyka, podczas gdy dziewczynki są bardziej konserwatywne
(choć generalnie istnieje reguła, że dziecko jest bardzo konserwatywne w swoim charakterze).
A co do pomocy, to myślę, że przedsiębiorczość może wzmagać gra w pokera na pieniądze. Po trochu można wówczas ocenić na ile mały/a ma w sobie żyłkę przedsiębiorczości 🙂

Odpowiedz

Rafał Chmielewski 8 października, 2013 o 11:51 am

Dla mniejszości? … No może? Jasne, że nie każdy może być przedsiębiorcą, bo ktoś jednak u przedsiębiorców pracować musi 🙂

Odpowiedz

Igor 9 października, 2013 o 7:31 am

Jakkolwiek podzielam twoje odczucia, że „studia i praca” < "doświadczenie i biznes", to myślę, że należy zrobić krok w tył i zadać sobie pytanie, czy przypadkiem nie ryzykujemy popełnienie odwiecznego błędu rodziców: czyli wtłaczania dzieci w realizację własnych ambicji.

Jak każdy rodzić oczywiście chcę aby moje dziecko odnosiło sukcesy , ale nade wszystko chcę aby było szczęśliwe. Doskonale mogę sobie wyobrazić mojego potomka szczęśliwego w (prawie) każdym zawodzie i zdecydowanie nie każdy musi być przedsiębiorcą aby być szczęśliwym.

(Swoją drogą ciekawe, czy są jakieś badania pokazujące czy poziom szczęśliwości przedsiębiorców vs. reszta populacji).

Nie mam gotowej odpowiedzi co na pytanie, co zatem zrobić, chciałbym tylko wskazać na ten aspekt.

Odpowiedz

Rafał Chmielewski 9 października, 2013 o 10:47 am

Panie Igorze, zgadzam się: często jest tak, że to nasze ambicje staramy się wtłoczyć w dzieci. Jest też tak, że myśląc, iż trawa u sąsiada jest bardziej zielona, nie mając szerszej perspektywy, staramy się pchnąć latorośl w tę stronę, o której my sami marzymy, ale której nie sprawdziliśmy.

Pułapki, pułapki … 🙂

Dzięki!
R

Odpowiedz

Igor 9 października, 2013 o 7:34 am

Dyskusja nt. wychowania dzieci jest oczywiście ciekawa, ale jeszcze ciekawsza byłaby dla mnie dyskusja o tym, co wpis o wychowaniu dzieci robi na blogu dot. marketingu? 🙂
Rafale, zdekonstruujesz swój post? 😉

Odpowiedz

Rafał Chmielewski 9 października, 2013 o 10:54 am

Ha, ha … 🙂

Może kiedyś napiszę o tym, dlaczego w ogóle poruszam taki temat 🙂

Natomiast na pewno będę poruszał nieco więcej tematów związanych z przedsiębiorczością jako taką. Myślałem nad założeniem drugiego bloga na ten temat (przedsiębiorca w kancelarii prawnej, czy coś podobnego), ale chyba nie będę mnożył witryn… No nie wiem jeszcze, pomyślę. Natomiast nie mam ambicji uczyć biznesu prawniczego, bo sam doświadczenia w tym nie mam. Ale kilka przemyśleń, jako przedsiębiorca posiadam i tym właśnie mam nieprzebraną chęć się dzielić.

Serdecznie pozdrawiam Panie Igorze!
Rafał

Odpowiedz

Igor 9 października, 2013 o 1:07 pm

Panie Rafale,

Nie udało mi się pociągnąć Pana za język, więc sam sobie spróbuję odpowiedzieć ;-).

Raczej bliższe mi jest podejście: czysta merytoryka, nie baw się w osobiste wycieczki, bo klient chce abyś mu pomagał w biznesie, bo jest konkretny problem do rozwiązania, a nie czas na pogaduszki i tematy poboczne.

Z drugiej strony muszę przyznać, że złapałem się, że mocno emocjonalnie zareagowałem na ten wpis. No ale, akurat jestem młodym ojcem, temat mi bliski. Gdybym nie był to reakcja mogłaby wahać się między: „nie interesuje mnie to” a”po cholerę ja to subskrybuję?!”.

A może uda mi się Pana sprowokować do dyskusji ;-)?
Igor

Odpowiedz

Rafał Chmielewski 9 października, 2013 o 2:12 pm

To jest w ogóle temat na odrębny wpis 🙂

Odpowiedz

Anna Tarczynska | Intercyza Blog 10 października, 2013 o 6:23 am

Na pytanie „jak nauczyć nasze dziecko przedsiębiorczości” nie ma oczywiście jednej odpowiedzi. To proces i wiele zależy od dziecka. A także od rodzica.
Z doświadczenia wiem, że wielkie pokłady przedsiębiorczości u nastolatków wyzwala brak kieszonkowego (lub kieszonkowe dosłownie symboliczne). A także powściągliwość rodziców w zaspokajaniu ciągle to nowych „potrzeb” – typu nowy model tego czy owego, większy abonament na rozmowy czy smsy, setna gra, bluzka itp.

Odpowiedz

Lech Malinowski 10 października, 2013 o 6:24 am

Byleby nie było to wyzwolenie przedsiębiorczości w „złą” stronę 🙂

Odpowiedz

Anna Tarczynska | Intercyza Blog 10 października, 2013 o 6:47 am

Osobiście mam wyłącznie dobre doświadczenia i obserwacje w tym temacie. Ale takie działanie rodzica (w zasadzie zaniechanie) musi być podparte szeregiem jeszcze innych działań, w szczególności rozmów 🙂

Odpowiedz

Rafał Chmielewski 10 października, 2013 o 8:12 am

Dzięki Aniu! Zapewne tak, jak mówisz. Moje małe też wiecznie czegoś chcą, a jeszcze nie dorosły do etapu kolejnej gry, bluzki, itd. 🙂

Kieszonkowe umiarkowane to też na pewno dobry pomysł.

U mnie Jaś co jakiś czas wpada na pomysł, aby zrobić rodzaj „wystawki” na podwórku. Wystawki swoich zabawek, aby sprzedać innym dzieciakom. Sam nie wiem, czy mu na to pozwolić, czy nie. Ma dopiero 5 lat z kawałkiem. Ale może kiedyś to zrobimy 🙂

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: