Dlaczego, jeśli nie zmienimy podejścia do własnego marketingu, nie poprawimy swojego wizerunku w oczach naszego społeczeństwa…

przez Rafał Chmielewski dnia Styczeń 22, 2014

…. a przez to ludzie będą nas omijać szerokim łukiem, przychodzić do nas za późno, narzekać na nas, narzekać na wysokie stawki, nie ufać nam, targować się, szukać tańszej obsługi…

DLACZEGO?

******

Przez ostatnie dwa dni opowiedziałem Ci historię chłopca, który przywłaszczył sobie pączka, a potem skończył w rękach policji (a raczej milicji – fakt miał miejsce dawno temu). Początkowo poprosiłem Cię o opinię o tymże młodym złodzieju. Ale za drugim razem pokazałem Ci, że chłopiec ten mimo tego, że zachował się źle, po prostu nie mógł zrobić inaczej.

Tym samym usprawiedliwiłem jego zachowanie. Stało się jasne, że chłopiec ten nie jest zły. Jest tylko chory i to wymusiło na nim takie a nie inne, szybkie działanie.

Wiem dobrze, że Ty wiesz o tym, że chodzi mi o kontekst sytuacji.

KONTEKST

Pokazanie tła dla wydarzeń, zmienia ich ocenę. Powoduje, że lepiej je rozumiemy. Historia złego człowieka, zmienia się w historię człowieka dobrego.

TAK KOLOSALNIE WIELE ZALEŻY OD KONTEKSTU!!!

Co z tego wynika?

Że kontekst jest jednym z najważniejszych elementów marketingu i e-marketingu. Skoro kontekst kreuje wizerunek, a właściwe kreowanie wizerunku to cel strategii marketingowej, to wniosek jest właśnie taki.

Zadaj sobie teraz pytanie: jaki TY masz kontekst? Masz w ogóle jakiś?

Od razu Ci uproszczę zadanie: odpowiedź brzmi – MASZ!

Jaki?

Taki, jaka jest opinia Twojego potencjalnego klienta o prawnikach generalnie.

Nie napawa optymizmem prawda?

No,…. nie za bardzo.

Teraz przyjrzyj się swojej stronie internetowej. Oceń swój blog i zastanów się: jaki kontekst kreuje treść na tych witrynach? Czy ta treść dąży do zmiany kontekstu i kreuje nowy – lepszy?

Przyjrzyj się również niedawnym kampaniom promującym zawody adwokata i radcy prawnego: jaki kontekst one kreują? Czy w ogóle kreują nowy kontekst? Nowe tło? Powodują, że nasze społeczeństwo zmienia opinię? Że zaczyna nas rozumieć? Rozumieć to, kim jesteśmy, jak pracujemy, jakie są nasze obowiązki i odpowiedzialność?

Oczywiście nie!

Dopóki nie zadbamy o NOWY KONTEKST, dopóty będziemy narzekali na klientów.

Czy Ty możesz coś zrobić?

Jasne…

Na pewno możesz zrobić więcej, niż kolejne setki tysięcy i miliony wydawane na promocję zawodu.

******

Masz jakąś propozycję?

🙂

{ 22 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Karol Sienkiewicz Styczeń 22, 2014 o 10:47 am

Kiedyś obowiązywała zasada content is the king, a teraz królem zostaje kontekst. Oj, nie nadążam…

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Styczeń 22, 2014 o 11:03 am

Witaj Karolu! 🙂

Nic się nie zmienia, wszystko zostaje po staremu. Content cały czas jest King. Jedyne co się zmienia, to inne rozumienie kontentu. Inna filozofia.

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Maj 14, 2014 o 10:43 am

Ale ostatnio usłyszałem zdanie:

Content is king, but context is god.

🙂

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna Styczeń 22, 2014 o 11:02 am

Tempora mutantur Karolu :-).

Odpowiedz

Katarzyna Solga Styczeń 22, 2014 o 11:15 am

Ja próbuję. A Ty Karol może nie nadążasz, ale instynktownie wiesz o co chodzi, bo w mojej ocenie, Wasza komunikacja na zewnątrz pokazuje co trzeba…. Uwielbiam ten ciepły róż na Twoim blogu 🙂
Mam wrażenie, że Agnieszka Swaczyna zrobiła dobrą robotę tutaj: http://wyborcza.biz/biznes/1,100897,15306961,Dzis_adwokat_sam_szuka_listow.html
Dla mnie to wyraźny sygnał, że przejmuje się swoją pracą i dba o klientów (i listy w ich sprawach). Mimo to nie uniknęła kilku hejterskich komentarzy. Szczęśliwie większość osób rozumie problem.
Powracając do kontekstu. Musimy pokazać, że jesteśmy fajnymi ludźmi, którym zależy na tej pracy i naprawdę przejmują się sprawami klientów. Bo tak jest, tylko dotychczasowe normy kazały chować to za elegancką kancelarią, drogim garniturem i groźną miną.

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Styczeń 22, 2014 o 11:30 am

Hej Kasiu!

Masz rację mówiąc: „Musimy pokazać, że jesteśmy fajnymi ludźmi, którym zależy na tej pracy i naprawdę przejmują się sprawami klientów.”

Pytanie tylko jest takie: jak to pokazać? A drugie pytanie: jak to pokazać, aby ludzie to zrozumieli? A pytanie trzecie: jak to pokazać, aby ludzie temu zaufali?

Odpowiadając na te pytania nie sposób nie zagłębić się w „kontent” kontekstu. Czym on jest, albo lepiej: jaki powinien być, aby spełniał swoją funkcję.

To są niezwykle ciekawe zagadnienia i tutaj dotykamy istoty problemu, istotny skutecznego marketingu, czy e-marketingu prawniczego.

[Nawiasem mówiąc chodzi mi po głowie jakieś spotkanie w Krakowie, gdzie można by dokładniej takie zagadnienia poruszyć. Jeśli by się zabrała wystarczająca liczba chętnych (nie mam na myśli naszej Grupy, tylko w ogóle), to takie spotkanie bym zorganizował 🙂 … ale to na marginesie ….]

Odpowiedz

Łukasz Wilczkowski Styczeń 23, 2014 o 2:54 pm

Pani mecenas jakby był jeszcze grudzień 2013 to bym Pani przyklasnął bravo bravo !!!! ale mamy styczeń 2014 i już jestem bogatszy o jedno doświadczenie z dr Basenem 😀 Powiem tak nawet fajność już nie wystarcza jeansy i uśmiech też nie pomogą…

Hmmm ale może opowiem całą historię… wystawiłem fakturę, gość nie zapłacił, jakoś sobie o niej zapomniałem… (ciekawe co na to moja żona ;)), ale przeznaczenie chciało, że archiwizowałem papiery i puk puk kto tam? Cholera mam dłużnika… od razu telefon do kolegi radcy… gadka gadka… Dobra napisze Ci to, a do kiedy jest czas do wtorku następnego tygodnia… Sorrrki Łukasz, ale nie dam rady zawalony jestem – no zdarza się nie mam pretensji do kolegi mecenasa to wszak ja zapomniałem o fakturze i się obudziłem na tydzień przed przedawnieniem roszczenia…

Od razu drugi telefon do koleżanki żony Pani Sędziny w SR….. Cześć daj mi namiar na jakiegoś komu się chce popracować… No jest taki jeden zawsze jest u mnie na sali przygotowany nie zawala terminów itd… To dawaj – takiego przecież trzeba!!!. Trzeci telefon… Witam Pana mecenasa, kiedy można zastać w kancelarii… Jutro pomiędzy 15-17 – ok. no to do zobaczenia… Przychodzę do kancelarii w środku rodzinka…, Pan mecenas tłumaczy im jak się nie dać wyrolować deweloperowi… tłumaczy przez… 1,5 h! Za poradę kasuje 200 zł – wszystko słychać, drzwi co prawda w miarę grube, ale on się cicho nie zachowuje… Wchodzę ja… dwie stówki na biurku po lewej stronie, po prawej stronie kasa fiskalna, ale mimo, że stoi to nie zabrzęczała brdrbrdrrrbdrrrrrrr ja przynajmniej tego nie słyszałem, aby z niej paragon wyskoczył… ale ja ze skarbówki nie jestem więc nie moja brocha :D.

Witam Pana mecenasa mam fakturę na 610 zł i trzeba gościa pociągnąć w Sądzie… Pan mecenas na mnie, na fakturę, na mnie, na fakturę… Wie Pan co zwraca się do mnie… Dla mnie to jest 180 zł za koszty zastępstwa … Koszty obsługi kancelaryjnej, zrobienie ksero itd… będą wyższe niż moja gaża… ja tego nie wezmę… Poza tym według mnie ona jest przedawniona… Patrzę na gościa – 1,5h czekałem pod drzwiami! Fakt nie umówiłem się na konkretną godzinę, przez telefon dzień wcześniej zapytałem się go tylko czy będzie? Powiedział, że tak więc pretensje o zmarnowaną godzinę mogę mieć tylko do siebie…

Nie należę do ludzi których łatwo spławić… Pytam mecenasa, to może aplikantowi/antce/ Pan to da? Nie mam aplikanta odpowiada… NIE WCALE, jak przyszedłem i spocząłem na stołeczku to z pokoju z tabliczką „POKÓJ APLIKANTÓW” wyszła panienka i z twarzą o wyrazie „Czego?”, ale grzecznie spytała, a Pan do kogo? Ja do Pana mecenasa 😀 (a do kogo miałem być do proboszcza). Aha – wykrztusiła z siebie i schowała się w swojej norze… tj. pokoju aplikantów. Jako, że po 30 min czekania zaczęło mnie nosić… Więc rozpocząłem spacery po kancelarii od ściany do ściany i zagadnąłem znudzoną życiem aplikantkę, która w czasie oczekiwania na coś, co jej spadnie od Pana mecenasa z biurka klepała z nudów w Samsunga galaxy… Pytam czy w kancelarii macie wspólnego e-maila czy każdy sobie rzepkę skrobie…? Eeeee no i tak i tak… i znowu gapi się w Samsunga. No dobra to ja się Pana mecenasa zapytam pomyślałem i jak pomyślałem to jej powiedziałem, nie będę przecież ze znudzoną oderwaną od Samsunga aplikantką dyskutował (chyba że na nim pozew klepała – to przepraszam), bo nie ma o czym… z jej patronem zresztą też nie było o czym – może po prostu „jaki Pan taki kram”.

Wychodzę z kancelarii robię czwarty telefon – dzwonie do kolegi. Wiem nie masz czasu zróbmy inaczej wywal z pozwów dane osobowe i prześlij mi z dwa wzory zobaczę jak to klepiesz … Ja napisze ty mnie sprawdzisz… OK – słyszę w słuchawce. Kiedyś pracowałem w windykacji, ale to było 10 lat temu… jako że siedzę dziś w transportówce to się nie biorę za coś czego nie jestem pewien… ale życie chciało inaczej… Sobota rano klikam w kompa – JEST PRZYSŁAŁ – doby kolega pifko mu postawię :D. Odpalam pliki… Patrzę szablon pozwu… formularze to już były za moich czasów w windykacji zaczynam się smiać… :D. Zaraz to zrobię… przychodzi syn… TATO pobaw się ze mną… Hmmm no to już sobie ten pozew dzisiaj zrobiłem….

Mija chwila – dłuższa chwila 😀 tj. robi się wtorek 16:00 w międzyczasie polazłem do notariusza potwierdzić papiery jakoś nie ufam Poczcie Polskiej już mi nie raz zgubili papiery, pyzatym w Sądzie też mogą posiać… Więc potwierdziłem fakturę u rejenta tak dla pewności :D. Odpalam pliki z szablonami, czas start 30 min – pozew gotowy… Zapierdzielam na pocztę jest 14.01.2014 roku ostatni dzień na złożenie go w Sądzie albo na poczcie, podchodzę do poczty 21:03 (w Forum) qr… pipipipipi mać myślałem, że jest open do 22:00. Pani jeszcze w środku… więc stukam w szybę… kiwam… Pani kręci głową w lewo i prawo – o cholera to nie Grecja  to nie oznacza TAK, czyli nie otworzy… Pukam znowu pokazuje 20 zł hehehe to chyba była łapówa, albo premia motywacyjna :D. Pani znowu nie chce zostać Greczynką… albo zarabia na godzinę tyle, że jej się nie opłaca otworzyć – 20 zł za 5 min roboty. Jak dla mnie dobra kasa :D. Magia bilonu płatniczego NBP nie zadziałała, a są ponoć tacy, że za taką kasę zabili… o rzesz ty qr… pipipipipi jego mać.. %$#@)$^O wrrrrrrrrrrr. Nie ma lekko trzeba wskakiwać w furę i wiśta wio do Katowic tam jest ratunek POCZTA POLSKA OPEN 24H, żeby było lżej tłumacze sobie, że to wycieczka do NAZAR KEBAB na ulubioną PIZZE TURECKĄ – szkoda tylko, że to nie lipiec i nie mogę się tam karnąć motorem… a więc wiśta wio… W Katowicach na poczcie szybki szpil uffffff złożone 😀 mam tą pier… pipipi pieczątkę z właściwą datą. Mission impossible okazała się jednak wykonalna :D. Śmigam do NAZAR KEBAB na placu Andrzeja… no w mordę by strzelił – CLOSED  Ciekawe czy padli, czy się przenieśli do Galerii Katowickiej, czy chodzą wcześniej spać… W domu jestem 23:14 nic mi się już nie chce idę spać….

Podsumowując z kancelarii wyszedłem lekko wkur… pipipi (na siebie) oraz lekko rozbawiony (z dr Basena) – kancelaria zarąbista w starej kamienicy (taka mi się zawsze marzyła), odremontowana drzwi z starego litego drewna, sufit co najmniej 3,5 m w górę jest czym pooddychać… Pan mecenas wcale nie był w garniturze… jeansy, koszulka, pikowany bezrękawnik tak luz blusssss i orzechy :D. Dodatkowo jak dla mnie wyglądał jak dla mnie jak dr Basen z jednego śmiesznawego serialu chyba na POLSACIE… kto z Gliwic to już może wie o kim mowa… No i teraz co? Miś nawet był do mnie uśmiechnięty, był w koszulce, biuro też ok. – nie na tip top, ale takie jak ma być określmy lepiej niż schludne. Pan mecenas pokazał, że jest normalny, że też chodzi w jeansach, nawet się uśmiechał ale………. No burakiem go nazwać nie mogę, słoma mu też z butów nie wylazła był bardzo kulturalny… Dzień dobry, do widzenia ohhh ehhhh i takie tam…

Więc co? Co takiego? O co się czepiam? Ano Panu mecenasowi wyszedł Sęp z kieszeni… Jak sobie teraz przypomnę plakaty ORA wiszące po Katowicach z Sępami, Sową i sloganem „Wiemy. Nie skubiemy” to chce mi się śmiać… Pan mecenas – dr Basen też się na nie składał… buhahahaha Tak się dziś zastanawiam ile on musi zarabiać, że 180 zł przychodzi mu z ulicy, aplikantka klepie w Samsunga z nudów, a on mnie zlewa… Generalnie głównym celem mojej wizyty nie była ta faktura na 610 zł – bo od niej to już dawno temu zapłaciłem VAT i podatek – jak widać z tematem można sobie poradzić bez tzw. „licencjonowanego korporacyjnego” prawnika z prawnie chronionym tytułem ADWOKAT lub RADCA PRAWNY. Wiedza tego pana też pozostawia dużo do życzenia w zakresie przedawnienia roszczeń… ale może wysokość roszczenia nie „rozhuśtała” do prawidłowej pracy szarych komórek Pana mecenasa… może gdyby to było 6100 lub 61000 to efekt byłby szybszy niż sms i dokładniejszy niż zegar atomowy…

Te 610 zł miało być punktem nr 1 naszej rozmowy nr 2 miała być sprawa, która chcemy wytoczyć przeciwko WITD Kraków ale, że Pan mecenas spojrzał na kwotę i mnie odpowiednio ocenił to nr 2 nawet nie poruszyłem… Temat nr 2 do pozew przeciwko Skarbowi Państwa konkretnie przeciwko Wojewódzkiemu Inspektorowi Transportu Drogowego o odszkodowanie za poniesione straty oraz za utracone korzyści. Nie chodzi o jakąś wygórowaną kasę rzędu 1 mln zł chodzi przede wszystkim o sprawiedliwość, bo przewoźnika z Ukrainy potraktowano jak wielkie G…., a tak ponoć ich w Unii chcemy! Roszczenie rzędu od 5 tyś zł do 20 tyś zł – nie chcemy przesadzać bo opłatę tytułem wpisu trzeba uiścić 😀 Co można zyskać 1) sprawiedliwość 2) wejść na rynek ukraiński tj. jak przewoźnikowi zwrócą kasę za kare i jeszcze dostanie tyle samo albo 2 razy więcej do kieszeni w formie odszkodowania to wg mnie jest to niezły przyczółek na tamtym rynku… tj. aby obsługiwać ich sprawy u nas, a oni nie tylko przewożą… oni handlują budują itd…..

Morał z tego taki – SZCZEGÓŁY, SZCZEGÓŁY, SZCZEGÓŁY. Jak ważne są czasami szczegóły… Gdyby Pan mecenas powiedział wie Pan nie mam czasu, nie zdarzę przygotować bo mam rozprawy na karku zrozumiał bym… Albo będę pana musiał skasować dodatkowo bo termin na zapalenie płuc… – też bym zrozumiał, ale dr Basen wybrał argument – NIE LECĘ NA DROBNE… pokazał swoje ja między wierszami… poczułem się troszeczkę wtedy jak biedak dla mnie jak na razie 610 zł to fajny pieniądz… znam ludzi dla których to połowa wypłaty! Dla mnie to też była lekcja wszak sam mam klientów o których muszę dbać o których muszę walczyć, zabiegać, tolerować czasami żegnać a czasami prawie całować po rękach za to że są….. ale jak widać co niektórzy mają ich za dużo…

Ps. Sieraa Papa Czarli Tango orzeł wylądował powtarzam orzeł wylądował tj. mam zwrotkę biuro podawcze dostało pozew 16.01.2014 – a to był priorytet buhahaha miało być 15.01. Także nie chcem ale muszem – jak to powiedział jeden Pan.. a może bardziej nie chciałem ale musiałem przypomnieć sobie to, co tłukł mi do głowy jeden radca prawny 10 lat temu jak pracowałem w banku, ale później olałem KPC na rzecz KPA.. Wszystko przez dr Basena, a może bardziej przez jego maskotkę… tj. pluszowego małego Sępika, którego chował w kieszeni…

Pss. Wszyscy moi znajomi już wiedzą, że do dr Basena poniżej 50 patoli (wartość przedmiotu sporu) nie warto dreptać…

Psss. Koleżanka z Sądu dostała reprymendę i przykazanie, żeby następnym razem patrzyła także na wartość przedmiotu sporu od której mecenasowi się chce robić…

Pssss. Mam pytanie czy znacie kogoś komu chcę się popracować? Tylko proszę mi nie polecać kogoś w typie dr Basena :D.

A tak na samym końcu chciałem bardzo podziękować „dr Basenowi” za to, że dzięki niemu przeżyłem kupę emocji :D.

Odpowiedz

Tarczyńska Anna Styczeń 23, 2014 o 3:26 pm

Panie Łukaszu, a ten kolega co Panu pozew napisał ile wziął ? Nic ? A dlaczego ?

Odpowiedz

Łukasz Wilczkowski Styczeń 23, 2014 o 5:54 pm

Chyba się nie zrozumieliśmy ale wpis i tak był już masakrystycznieeeeeeeee długi więc może coś umknęło. Pozew napisałem sam :D, kolega tylko później wysłuchał mojej argumentacji przez telefon…. i powiedział VERY GOOD. Tak jak pisze długie wpisy u siebie na blogu, długie komentarze i z reguły długo gadam i tłumacze do ostatniego przecinka (tak mam po mamie) tak moje uzasadnienie było 4 razy dłuższe niż te które dostałem we wzorcu. Więc należy przyjąć, że je napisałem sam. Tak jak pisałem prawie 8 miesięcy pracowałem w dziale windykacji jednego z banków. Dlatego bardziej wdzięczny to mogę być jednemu radcy prawnemu mecenasowi Błażejowi K., który przez te 8 miechów męczył i „tłukł” mnie po głowie, tak, że pozwy i inne takie robiłem po 2 miesiącach jak Reksio pieczątki w bajce… Jeśli kolega by mi to napisał sam to by dostał honorarium z kosztów zastępstwa procesowego wg norm przypisanych :D. Pani Anno kwota główna 610 zł to sobie Pani wyliczy 😉 ja akurat tych tabelek nie znam dr Basen wyliczył 180 zeta. Czy to dużo? czy mało? Właściwość sądu miał w mieście w którym ma kancelarie. Więc mógł pójść na piechotę… zresztą w swoim pozwie napisałem, że rozprawę przeprowadzić także pod nieobecność powoda – mógł napisać tak samo… Kolega do tej pory poprowadził mi 2 sprawy właśnie na zasadzie ja płace wpis on robi pozew – jego wynagrodzenie płaci dłużnik w ramach kosztów zastępstwa… Jakby trzeba było zapłacić te 180 zł a nawet 360 zł z mojej kieszeni też bym zapłacił! Bo ja już wiem, że nie da się być extra hydraulikiem, kowalem, prawnikiem, lekarzem w jednej osobie… W całej historii chodzi o to, żeby uważać na SZCZEGÓŁY, bo co z tego że zrobi Pani extra bloga dzięki czemu klient przyjdzie do Pani… Będzie Pani wyluzowana nawiąże Pani relacje (o której ciągle pisze Rafał), a w pewnym momencie wyśle Pani nie ten sygnał, co trzeba! Dr Basen dostał od koleżanki żony rewelacyjne coś, to COŚ to POLECENIE on mnie nie musiał szukać to ja przyszedłem do niego, a on to olał… i schrzanił UZASADNIENIE, a JA w tym momencie jako – WYSOKI SĄD skazałem go na dożywotnie wykluczenie z potencjalnych pełnomocników, którzy mogą mi być potrzebni w życiu… a na dodatek dostał karę dodatkową… bo obsmarowałem go komentując sprawę z prawie każdym spotkanym znajomym… TAK WŁAŚNIE jak przekupa na targu :D. To jest najstarsze prawo marketingu jeden zadowolony klient powie o swoim szczęściu 1-2 znajomym, niezadowolony powie o tym wszystkim napotkanym… Jeśli Pani zrozumie co mam na myśli to będzie dla Pani lekcja warta 1000 zadowolonych klientów, którzy przyniosą kolejnych 10000… Jeśli w Pani pytaniu do mnie pomiędzy wierszami była zawarta obrona kolegów po fachu w kontekście „Wiemy. Nie skubiemy”. Ja nie twierdze, że każdy ma Sępa w kieszeni, tak jedna jaskółka wiosny nie czyni… Tylko jeśli od innego znajomego słyszę, że jedna Pani mecenas dostawała za sprawę pi razy drzwi 800 zł, spraw miała prawie 2000!!!!!! Sprawa jak najbardziej autentyczna, dostała te zlecenie poprzez związki zawodowe w jednej dużej firmie…. Pani mecenas robiła te sprawy na zasadzie kopiuj (ctrl+C) wklej (ctrl+V) czyli proste i dobrze płatne zlecenie… żyć nie umierać, a ona jeszcze miała czelność pewnego dnia zażądać zapłaty za obiad i dojazd na rozmowy… Jak dla mnie to już nie był Sęp maskotka w kieszeni to już była słoma z butów… Pani Anno ludzie są różni biali, czarni, duzi, niscy ale wszyscy według autorytetów w dziedzinie marketingu mamy to samo zachowanie o którym napisałem powyżej, chwalimy się rzadko, żalimy częściej a zwłaszcza w Polsce, gdzie robi się konkursy na to kto ma gorzej……….

Odpowiedz

Tarczyńska Anna Styczeń 23, 2014 o 6:09 pm

Panie Łukaszu, ok. nie komentuję. Tylko proszę nie szukać czasem sprawiedliwości w sądach – każdy praktykujący radca czy adwokat powie to Panu (a propos tego człowieka z Ukrainy) 😉

Rafał Chmielewski Styczeń 23, 2014 o 9:12 pm

Łukaszu, a może byś jeszcze jednego bloga pociągnął, co? Widzę, że masz ku temu wszelkie predyspozycje 🙂

Mikołaj Lech | Wzory Przemysłowe Blog Styczeń 22, 2014 o 12:12 pm

Ciekawe spostrzeżenie Rafale. Ja twoje słowa odbieram w ten sposób, że warto pokazać iż to co robimy zawodowo to nie tyle praca co pasja. I na blogu można to pokazać. Ludzie z pasją przyciągają choćby mówili o budowie silnika 🙂

Pozdrawiam

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Styczeń 22, 2014 o 12:20 pm

Witaj Mikołaju! 🙂 Na pewno pasja i pokazanie jej w blogu są pomocne! 🙂

Dzięki!

Odpowiedz

Tarczyńska Anna Styczeń 22, 2014 o 2:28 pm

spotkajmy się w Krakowie !

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Styczeń 22, 2014 o 3:30 pm

Czyli, że Annual web.lex meeting ’14 w Krakowie? 🙂

Odpowiedz

Karol Styczeń 23, 2014 o 8:14 am

Witam. Podoba mi się podejście autora, jak najbardziej chciałbym dowiedzieć się czegos więcej o usługodawcy. Nie tylko co ma do zaoferowania, a jakim człowiekiem jest. E-marketing świetna rzecz. Pozdrawiam

Odpowiedz

b2b-marketing.pl Styczeń 24, 2014 o 11:44 pm

Z kontekstem oczywiście masz Rafale rację. Ale mam odmienne zdanie nt. CZEGO ten kontekst dotyczy.

Moim zdaniem nie chodzi bynajmniej o budowanie kontekstu dla prawnika, firmy, zawodu, itd. Klient ma to serdecznie… w poważaniu. Nie obchodzi go, kim jesteś, wizerunek, CV, doświadczenie, dyplom, ani twoja pasja, itd. itp.

Klienta (mnie!) obchodzi JEGO WŁASNY KONTEKST, co JA będę z tego miał, jak to się odnosi DO MNIE, jak JA mogę na tym skorzystać, jaki MÓJ PROBLEM to rozwiązuje.

Po raz n-ty przywołuję tweet Joe Pulizzi, który jest wg. mnie absolutną kwintesencją roli marketingu:

„No one cares about your product or service, they care about themselves. Create content people care about.”
https://twitter.com/JoePulizzi/status/352107034457538560

Z resztą, jak rozmawiamy zupełnie szczerze, moim zdaniem większość prawników ma lekką obsesję na swoim punkcie (jest chyba gorzej niż konsultingu 😉 ). Gdzieś widziałem badanie dot. content marketingu w kancelariach, i była tam przytoczona wypowiedź Pani z marketingu, mniej więcej taka: będziemy inwestować w content i – punkt pierwszy – zrobimy wszystkim prawnikom super biosy. [facepalm]

Jasne, ten bios może odgrywać jakąś rolę, ale w najlepszym razie drugorzędną.

Wymyśliłem sobie taką analogię do kupna samochodu: Chyba nikt nie kupuje samochodu tak, że robi tabelkę z parametrami (wielkość bagażnika, czy ilość gwiazdek NCAP, itd.). Tylko emocjonalnie wybiera markę / model, a potem sprawdza czy twarde parametry są mniej-więcej spełnione (a jak emocje się duże to może pewnie i nie, i jeszcze budżet przekroczony 😉 ).

Dokładnie (w pełni zgadzam z Rafałem) grają emocję tutaj, a potem (być może) sprawdzam biosa.

Ale (i tutaj wpisuję do protokołu rozbieżności) emocje można budować tylko w kontekście klienta. Serce mocniej mi bije, bo ten samochód znaczy coś DLA MNIE, a nie dla prezesa BMW, czy Porsche. Mam go gdzieś.

Dokładnie tak samo z prawnikami. To JA mam być kontekstem. To JA mam być dowartościowany.

* * *

A zbaczając nieco z tematu. Chciałem się podzielić znaleziskiem. Liz Ryan oraz jej blog http://humanworkplace.com/blog-2/. Rzecz dotyczy budowania kontekstu dla mojej osoby (kandydata) w procesie rekrutacyjnym. Mistrzostwo świata!
(ale komu ja to mówię, wy prawie wszyscy na swoim 🙂 )

Pozdrowienia!
Igor

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Styczeń 25, 2014 o 12:17 am

Witaj Igorze! 🙂

Tak się zastanawiałem, kiedy się odezwiesz 🙂 Naprawdę! Wszak temat idealny pod Twoje zainteresowania 🙂

Przebrnąłeś przez wszystkie komentarze? 🙂

Zanim odpiszę na Twój komentarz jeszcze zadam Ci krótkie pytanie: przeczytałeś Delivering Happiness?

Odpowiedz

B2B Marketing | Igor Bielobradek Luty 4, 2014 o 10:14 am

Tak, komentarze śledzę, ale (ze wstydem przyznaję) książka jeszcze w trzecia kolejce do przeczytania.

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Luty 4, 2014 o 3:56 pm

W każdym razie dużo wyjaśnia: i w zakresie kontekstu, i w zakresie kontentu 🙂 I w ogóle jest świetnym drogowskazem dla przedsiębiorcy 🙂

Pozdrawiam Igorze! Serdecznie pozdrawiam!
Rafał

Odpowiedz

Wojtek | Umowaorobotybudowlane.pl Styczeń 29, 2014 o 12:36 pm

Rafał. Pamiętam, że nieraz mówiłeś o opisywaniu różnych historii. Ostatnio przeczytałem w jednej książce, że „ten kto opowie świat, ten nim rządzi”. Myślę, że krótkie ale treściwe. 🙂
Kto dobrze opowie historię lub jakieś zdarzenie to w najlepszy sposób przekaże odbiorcy komunikat.

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Styczeń 29, 2014 o 2:40 pm

Dobrze powiedziane Wojtku! 🙂

Dzięki! Właśnie o to chodzi 🙂

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: