Blog lektura

przez Rafał Chmielewski dnia Lipiec 30, 2015

To będzie tekst o jednej z największych niespodzianek tego miesiąca, a może i dwóch miesięcy.

***

Poprzednim razem pisałem o kilku książkach, które jako prawnik-przedsiębiorca, powinieneś przeczytać. Bezwzględnie. To są pozycje czysto biznesowe.

I w sumie teraz zdałem sobie sprawę z tego, że nigdy w historii tego bloga nie wspominałem słowem o książkach dotyczących blogowania….

Hm… nie jest to jednak dziwne, bowiem nigdy – na szczęście – żadnej na ten temat nie przeczytałem. Gdybym przeczytał, to zapewne zamiast własnym doświadczeniem i potrzebą testowania różnych rozwiązań, kierowałbym się czyimiś spostrzeżeniami, które w przypadku bloga prawniczego nie muszą być trafne. I z reguły nie są. Inna sprawa, że kiedy zaczynałem swoją przygodę z blogowaniem siedząc jeszcze za biurkiem korpokracji, to nie było chyba w tym czasie niczego na rynku dotyczącego blogowania, a już tym bardziej bloga prawniczego.

Niemniej coś, a może nawet całkiem sporo, w tym przedmiocie się zmieniło 🙂 Otóż siedząc teraz na wakacjach dosłownie jednym tchem (528 stron) wciągnąłem książkę Tomka Tomczyka, czyli znanego pewnie Tobie – Kominka.

***

O tym, że Kominek napisał był wiekopomne dzieło wiedziałem już dawno temu. Dlaczego zatem nie kupiłem go wcześniej? Dlaczego zwlekałem mimo tego, że masa osób mówiła mi, że tę książkę po prostu trzeba przeczytać?

Powód był prosty: nigdy nie czytałem blogów Kominka. Nie czytam rzeczy, które nie wnoszą NICZEGO do mojego życia. Lubię np. Stevena Kinga, ale nie czytam go, bo nie mam czasu na zmyślone bzdury – w tym czasie mogę przecież poczytać Simona Sinka, czy Garego Vaynerchuka.

Dodatkowo kiedyś z jakiegoś powodu na blog Kominka trafiłem. I przeczytałem, że jestem… debilem. 🙂

I to była ostatnia moja wizyta w blogach tegoż. Utwierdziłem się w przekonaniu, że szkoda jest mojego czasu na lekturę faceta, który uważa, że jego czytelnicy, poświęcający dla niego z resztą czas, to półgłówki. Może, gdybym czerpał jeszcze dla siebie coś wartościowego z jego przemyśleń…, ale w obliczu wydarzeń werdykt był jeden i bezwzględny.

To dlaczego Rafał kupiłeś tę jego książkę? – zapytasz.

A no właśnie … Jeśli mnie znasz, to wiesz, że moje myśli biegną zawsze daleko naprzód. Widzę bowiem kilka nowych możliwości, które po prostu wymagają najpierw szeregu konsultacji, zanim bieg wydarzeń nabierze nowego rozpędu. I kiedy zwierzałem się z jednej idei, która od dawna chodzi mi po głowie, Maćkowi Gnyszce, powiedział on tak:

Rafał, czytałeś Kominka? Nie? To przeczytaj.

Jak tak powiedział Maciek, to zrobiłem hurtowy zakup wszystkich kominkowych książek.

I co?

***

Jest mało ludzi, którzy gnani młodzieńczymi marzeniami, mają tyle wiary, energii, siły i motywacji, aby je realizować pomimo, że cały świat im mówi, że to się nie uda, albo że tego się nie da. A Tomek Tomczyk jest właśnie takim człowiekiem. Jego historia to opowieść z serii tych od pucybuta to milionera.

Kominek od zawsze marzył o pisaniu książek. Pisał je do szuflady. Pisał nawet wtedy, kiedy różnej maści wydawcy spuszczali go na bambus. Po prostu robił swoje.

Potem (od 2005 roku) Tomek zaczął prowadzić pierwszy blog, aż stał się w końcu chyba najpopularniejszym blogerem w Polsce. Osobą wpływową, zapewne kimś w rodzaju celebryty. Napisał dwie książki o blogowaniu: Bloger i social media (którą właśnie przeczytałem) oraz Blog, a teraz na dniach ukazała się nowa: THORN. Spełnił więc, na pewno w jakiejś części, swoje marzenia.

Ale do rzeczy…

***

O ile w blogu – teraz pod tytułem Jason Hunt – wciąż nie mam czego za bardzo szukać (być może z Tobą jest inaczej), o tyle mogę Ci z czystym sumieniem i pełnym przekonaniem polecić Blogera i social media. W szczególności, jeśli prowadzisz swojego bloga prawniczego, albo co najmniej masz taki zamiar. Musisz jedynie uważać na to, że blog prawniczy różni się od lifestylowego tak, jak BMW Z4 od Johna Deer. Więc nie wszystko, co Kominek napisał, można zaszczepić do bloga w kancelarii prawnej. Natomiast pewne idee są uniwersalne i trzeba o nich wiedzieć. Na pewno warto, byś je poznał.

Osobiście cieszę się, że mam podobne doświadczenia do Tomka Tomczyka i wiele z tego, co jest w książce, po prostu już gdzieś napisałem, jako wynik moich przemyśleń i doświadczenia prowadzenia własnych blogów oraz współtworzenia ponad setki blogów z naszej Grupy.

Najlepszym przykładem niech będzie to, co napisałem kilka lat temu o tym, czym jest blog:

Zrzut ekranu 2015-07-30 o 13.01.50

W Blogerze zaś Kominek napisał (tłustym drukiem):

Zrzut ekranu 2015-07-30 o 16.00.33

Książkę Kominka czyta się dosłownie jednym tchem: jest napisana dobrym, potocznym językiem.

Awersja do Kominka mi skutecznie przeszła 🙂

***

IMG_4206

Poprzedni wpis:

Następny wpis: