Dlaczego ważne jest generowanie źródeł dochodów pasywnych dla kancelarii

Pamiętaj: napisz mi poniżej, czego nie wiesz i czego chcesz się dowiedzieć o tworzeniu źródeł dochodów pasywnych dla Twojej kancelarii. Twoje pytanie pomoże mi lepiej dopasować się Twoich potrzeb!

Zapraszam!

hj

Swoje pytanie proszę wpisz poniżej:

{ 21 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Błażej Sarzalski Kwiecień 26, 2011 o 9:23 pm

Rafał, świetnie – ale jak to umiejętnie zrobić, jak wygenerować ten pasywny dochód, step by step? 🙂 Czy może jest to już wiedza tajemno-płatna? 🙂

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Kwiecień 26, 2011 o 10:08 pm

Dzięki Błażeju za komentarz i gratuluję refleksu! 🙂

Gdybym miał o tym opowiedzieć od razu, to nic by z tego nie wyszło zapewne. Mnie zależy na tym, aby to co przekażę miało swój skutek w postaci faktycznego zastosowania tej wiedzy w praktyce. Dlatego leję fundamenty. Na ściany, i w końcu zwieńczenie, przyjdzie jeszcze pora 🙂

Dziękuję Ci,
Rafał

Odpowiedz

Liwiusz Kwiecień 27, 2011 o 11:40 am

Naprawdę wysłanie emaila do klienta 10 lat temu to był taki afront?

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Kwiecień 27, 2011 o 2:38 pm

Wiesz, ja tych czasów nie pamiętam, wtedy jeszcze na stojąco wchodziłem pod własne łóżeczko 🙂 Ale czytałem o tym i słyszałem kilka razy 🙂

Rafał

Odpowiedz

przemek olek Kwiecień 27, 2011 o 3:00 pm

Witam Cię Rafał. Do tej pory czerpałem z Twojego bloga incognito:), ale za tę półgodzinną, wartościową prelekcję wypada już osobiście serdecznie podziękować, co czynię. Z większością Twoich spostrzeżeń, zwłaszcza co do diagnozy rynku usług prawniczych i prognoz, zgadzam się w 100% Ale co do niektórych fragmentów mam wątpliwości. Jest taki bardzo ważny – moim zdaniem – aspekt doradzania, poprzedzający wykonanie usługi właściwej. Mianowicie: wysłuchanie. Pozwala ono nie tylko rozeznać się w sytuacji klienta, ale także zaspokaja jego psychologiczną potrzebę bycia wysłuchanym. Oczywiście nie każdy taką potrzebę przejawia. Ale to właśnie ten etap chyba tworzy tę więź, do której często się odwołujesz. Oczywiście w przypadku skomplikowanych wieloaspektowych zleceń wykonywanych dla dużego korporacyjnego klienta faza rozpoznania problemu przybierze często postać metodycznego audytu procesów czy praktyk, nie zaś terapeutycznej rozmowy. Zaś co do potrzeby bycia wysłuchanym – cóż, za wielkimi firmami też stoją pojedynczy ludzie. Co do drobniejszego Klienta – obawiam się, że cała misternie budowana więź runie, jeśli pozostawisz go ze standardowym gotowcem ściągniętym ze strony, a ten produkt/ usługa nie wpisze się w jego potrzeby i nie będzie on wiedział co z tym dalej zrobić. Chyba że obok tanio kupionego „pasywnego” produktu zaproponujesz równocześnie odpowiednio skalkulowaną komplementarną usługę jego indywidualnego dostosowania, ale to już – sam przyznasz – trochę nie fair. Interesuje mnie, co na ten temat myślisz.
Przy okazji, cieszę się z każdych odwiedzin mojego początkującego bloga http://www.PrawoB2C.pl, poświęconego tematyce: reklamacji, jakości produktów i usług, standardów ochrony konsumenta, w tym klauzul niedozwolonych, a także tworzenia ram prawnych dla e-biznesu.
Zapraszam do lektury i komentowania. Pozdrawiam serdecznie Prelegenta i Audytorium 🙂 przemek olek

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Kwiecień 27, 2011 o 10:01 pm

Witaj Przemku!

Dziękuję za regularne odwiedziny i za miłe słowa, a także za obszerny komentarz!

Po kolei:
„Jest taki bardzo ważny – moim zdaniem – aspekt doradzania, poprzedzający wykonanie usługi właściwej. Mianowicie: wysłuchanie. Pozwala ono nie tylko rozeznać się w sytuacji klienta, ale także zaspokaja jego psychologiczną potrzebę bycia wysłuchanym.”

Są klienci, którzy na pewno będą chcieli wygadać się przed prawnikiem ze swoich problemów. Są też inni, którzy mają od tego psychologa, albo inną osobę 🙂 Jeżeli kierujesz swój przekaz marketingowy do emeryta, to na pewno będziesz miał zagwarantowane długie godziny „rozmów niedokończonych”. Przemku, chodzi o to, że dziś klienci coraz częściej nie potrzebują bezpośredniego dialogu z prawnikiem. Interesuje ich wyłącznie sprawny i tani „serwis”.

Co do rozeznania się w sytuacji klienta. To Ty, jako prawnik – biznesmen musisz wiedzieć, jakie są potrzeby Twoich klientów. Jeżeli będziesz je poznawał na bieżąco, to zajmie Ci to zbyt wiele czasu (to jeden z powodów, dla których prawnicy mają mało czasu wolnego). Dlatego właśnie strategia e-marketingowa (i w ogóle kancelarii, ale to nieco inny temat) powinna być zfokusowana na wąskiej grupie docelowej. Tylko wtedy możesz poznać potrzeby ludzi, do których kierujesz swój przekaz marketingowy. Ludzie w takiej grupie mają bardzo podobne problemy i dlatego możesz ich obsługiwać masowo, nie tracąc czasu na spotkania i pogaduchy 🙂

Istotą generowania dochodów pasywnych jest właśnie poznanie potrzeb klientów, a potem stworzenie produktu/usługi, który możliwie dobrze zaspokaja owe potrzeby.

„Ale to właśnie ten etap chyba tworzy tę więź, do której często się odwołujesz. ”

Masz rację! Tyle, że dziś ten etap ma miejsce w sieci (coraz częściej) i może być zautomatyzowany. – To jakieś banialuki – powiesz 🙂 No, nie zupełnie. To jest właśnie element tej rewolucji, która ma miejsce, a której nie dostrzegamy: relację nawiążesz w sieci szybciej, taniej i w sposób zautomatyzowany. W realu jest to dużo trudniejsze do wykonania. Gdybym Ci pokazał, jakie e-maile do mnie ludzie piszą, to byś nie uwierzył. A ja nawet nie wiem, kim są, bo w takiej masie, która się przewija przez mój blog podatkowy nie mam szansy na poznanie każdego z osobna.

„Co do drobniejszego Klienta – obawiam się, że cała misternie budowana więź runie, jeśli pozostawisz go ze standardowym gotowcem ściągniętym ze strony, a ten produkt/ usługa nie wpisze się w jego potrzeby i nie będzie on wiedział co z tym dalej zrobić. ”

No, to trzeba zrobić tak, aby on był zadowolony (zachwycony) i wiedział, co z tym zrobić 🙂

„Chyba że obok tanio kupionego “pasywnego” produktu zaproponujesz równocześnie odpowiednio skalkulowaną komplementarną usługę jego indywidualnego dostosowania, ale to już – sam przyznasz – trochę nie fair.”

Pomysł nie jest zły 🙂 ale to będzie fair, jeżeli klient będzie tego świadom na samym początku.

Przemku, wszystko o czym mówię, nie opiera się na chęci wyciśnięcia za wszelką cenę kasy z klienta, ale na zapewnieniu mu maksymalnie dobrej usługi w inny sposób. Sposób, który przystaje do świata, w jakim przyszło nam żyć i który idzie w tym kierunku nieubłaganie szybko. Naszym celem powinien być klient i jego zadowolenie, bo tylko takie prowadzenie biznesu i kancelarii ma sens. W ten sposób buduje się silne marki.

Gratuluję bloga! 🙂

I serdecznie dziękuję Tobie za komentarz!
Rafał

Odpowiedz

Renata Świgońska Kwiecień 27, 2011 o 4:48 pm

Rafał!
A ja mam takie pytanko: dlaczego umieściłeś nagranie w VIMEO, a nie YOU TUBE. Znając Ciebie to nie jest przypadek :). Dla mnie to jest zagadka, bo od strony marketingowej You Tube jest lepsze – tak mi się przynajmniej wydaje, chyba, że się mylę…

Renata
http://www.TlumaczeniaPrawnicze.com.pl

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Kwiecień 27, 2011 o 10:08 pm

Witaj Renato!

You Tube ma faktycznie większe znaczenie dla marketingu: po prostu filmiki te się dobrze pozycjonują w przeciwieństwie do vimeo. Ale mnie nie chodzi tutaj o to, aby wisieć w Googlach 🙂 Vimeo ma nieporównywalnie lepszy serwis i daje możliwość wgrywania filmów bez ograniczeń w ich długości (trzeba się jednak zmieścić w 5GB na tydzień).

RCH+

Odpowiedz

Renata Świgońska Kwiecień 27, 2011 o 5:15 pm

Rafale!
Napisz proszę na blogu parę słów o tym narzędziu e-marketingowym, który właśnie tak inteligentnie i umiejętnie wprowadziłeś, mianowicie ‚squeeze page’. Słyszałam, że to świetnie wspiera budowanie wartościowej listy subskrybentów (patrz
http://www.implesite.pl/a/33_Squeeze_page,_czyli_jak_b%C5%82yskawicznie_zbudowa%C4%87_list%C4%99_adresow%C4%85Z.html).

Czy i jak to w rzeczywistości przekłada się na budowanie strategii e-marketingowej?

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Kwiecień 27, 2011 o 10:20 pm

„‘squeeze page’. Słyszałam, że to świetnie wspiera budowanie wartościowej listy subskrybentów”

Lista klientów (potencjalnych klientów) to złoto dla każdej firmy (nie każdy to rozumie). W e-biznesie ma ona formę listy mailingowej. Nie ma dobrego biznesu bez listy mailingowej (dobrej listy, bo można mieć listę do kitu). To dlatego Majewski razem z Michalakiem zarabiają po setki tys. złotych – mają listy i wiedzą, jak z nich korzystać.

Aby zbudować dobrą listę, potrzebna jest prawidłowa strategia (przede wszystkim specjalizacja). Elementem tej strategi jest właśnie squeeze page, czyli strona mająca zadanie wyłącznie zachęcenia do zapisu na listę (czyli „wyciśnięcie” z gościa adresu e-mail). Jeżeli jest do dobrze zrobione, to „wyciskacz” sprawnie gromadzi adresy.

Lista i squeeze page to główne elementy strategii w budowaniu źródeł pasywnych dochodów. To może brzmi skomplikowanie, ale w rzeczywistości takie nie jest.

Dziękuję Renato za komentarze!
Pozdrawiam Ciebie serdecznie!
Rafał

Odpowiedz

Renata Świgońska Kwiecień 28, 2011 o 9:25 am

Bardzo dziękuję Rafale za odpowiedź!
Pozdrawiam Ciebie serdecznie!
Renata

Odpowiedz

Rudolf Kwiecień 29, 2011 o 8:39 am

Rafale,

a możesz podać konkretne przykłady zestandaryzowanych pasywnych usług/produktów, które są w stanie przynieść realny dochód? Wzory pism, umów, e-booki? Czy jest coś jeszcze?

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Kwiecień 29, 2011 o 9:44 am

Witaj Rudolfie!

Dziękuję, że do mnie zajrzałeś! 🙂

Generalnie rzecz biorąc, forma zależy tylko od naszej wyobraźni. Dziś można przecież stworzyć niemal wszystko, biorąc pod uwagę Internet i programowanie.

Ja korzystam z:
– eBooków (poradniki, zestawienia, raporty, itd.)
– usług, które wykonują na rzecz moich klientów kancelarie zewnętrzne
– filmów instruktażowych

Co jeszcze może wchodzić w grę:
– dostęp do baz wiedzy
– wszelkie abonamenty
– szkolenia on-line
– aktywne formularze (np. generujące pozwy, umowy, weksle, itp.)
– inne, które można jeszcze wymyślić 🙂

Można również łączyć poszczególne formy.

Ale, Rudolfie, stworzenie produktu/usługi to jedno, a jego sprzedaż to drugie. Prawda? Stworzenie produktu jest proste i tanie, trudniejsza jest potem jego sprzedaż. I dlatego większość czasu zamierzam poświęcić właśnie na ten aspekt generowania dochodów pasywnych. Bo tutaj są właśnie fajne rozwiązania, które podwajają i potrajają dochody ze źródła 🙂

Pozdrawiam!
Rafał

Odpowiedz

swaczyna Kwiecień 30, 2011 o 2:08 pm

Dziękuję jeszcze raz za kolejny odcinek szkolenia. W końcu udało mi się go obejrzeć :-). Poczytałam komentarze poniżej i jestem trochę zagubiona. Prowadzę masę spraw rozwodowych, rodzinnych itp. i wykonuję przy tym pracę adwokata-terapeuty. Tak więc bliskie mi są uwagi przemka olka. Z drugiej strony, po ubiegłorocznym szkoleniu z marketingu prawniczego podchodzę z większą ciekawością (a nuż coś z tego wyjdzie) do nowych dla mnie pomysłów. Tak więc przyczaiłam się i śledzę z niecierpliwością co z tego będzie dalej 🙂

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Kwiecień 30, 2011 o 10:24 pm

Witaj Agnieszko!

Dziękuję za komentarz i cieszę się, że znalazłaś chwilę na przesłuchanie tego, co miałem tym razem do powiedzenia!

Rozumiem Twoją rolę w prowadzeniu spraw rodzinnych i innych. Mam niestety masę znajomych, którzy często właśnie w „rękach” adwokata odnajdowali spokój ducha we własnych procesach rozwodowych.

Odnosząc się do Twego komentarza….

Nie próbuję narzucić punktu widzenia takiego, że teraz rzucamy się na budowanie automatycznych kancelarii, pozostawiając dotychczasowy sposób wykonywania zawodu 🙂 Nie. W mojej opinii budowanie systemu źródeł dochodów pasywnych jest niejako rozciągnięciem zakresu działania kancelarii, albo inaczej – oddziaływania prawnika. Dodaje ten aspekt jego działalności, który dotyka POTRZEB coraz większej liczby naszych klientów. Bo na pewno w ramach Twojej grupy docelowej znajdują się osoby, które z jakiegoś wycinka szerokiego zakresu Twoich usług wolałyby skorzystać w inny sposób, niż podczas spotkania w cztery oczy.

Dam sobie rękę uciąć, że są takie problemy w ramach Twojej „specjalizacji”, które ćwiczysz z każdym, albo niemal każdym klientem. Pomyśl o tym, że z Twojej wiedzy, doświadczenia, rady i POMOCY chętnie skorzystałoby więcej osób. Ty nie możesz ich obsłużyć, nawet w jakiejś części swojego meritum, wszystkich jak leci, bo fizycznie to nie możliwe. Ale możesz im pomóc w ten właśnie sposób, dostarczając im usługę w innej formie, np. jako instrukcję wideo, ebook, czy coś innego. Pomagając im dokładasz kolejną cegiełkę do worka, który oznaczono „Tu mieszka szczęście wszystkich ludzi na Ziemi”. Jeżeli Ty im nie pomożesz, to zrobi to źle sąsiadka, czy koleżanka w pracy.

Poza tym musisz wiedzieć, że w jakimś procencie klient, który korzysta z usługi elektronicznej (lub podobnej), często przychodzi po indywidualne konsultacje. Więc i tak jest jeszcze miejsce na rolę „terapeuty”.

Podsumowując: tradycyjne świadczenie usług, a także świadczenie ich w sposób, o jakim tutaj mówimy, nawzajem się uzupełniają.

Pozdrawiam Ciebie serdecznie i raz jeszcze dziękuję!
Rafał
PS.: Ciekaw jestem, na jakim szkoleniu z marketingu prawniczego byłaś?

Odpowiedz

Grzegorz Maj 26, 2011 o 7:36 pm

Witam Panie Rafale,

Tak z ciekawości 🙂

1. ile Pan czasu poświęca tygodniowo na blogi?
2. od kiedy Pan prowadzi tego bloga?
3. Czy samodzielnie administruje Pan swoimi stronami ( czy zleca innym osobom)?

Zastanawia mnie to jak czasochłonna jest taka praca.

Odpowiedz

Rafał Chmielewski Maj 26, 2011 o 10:17 pm

Witam Panie Grzegorzu!

Ciekawość to ostatni stopień do Nieba! 🙂

1. Na blog e-marketingowy: może 2 godziny (ale czasem znacznie mniej), a na blog podatkowy to prawie w ogóle, gdyż nie mam już na niego czasu. Czasem coś skrobnę w nim w okresie rozliczeń podatkowych: może raz w miesiącu, ale w nim i tak jest tak wiele treści, że sam działa bez zarzutu.

2. Od grudnia 2009. A więc ponad rok.
3. Samodzielnie. To jest proste. Nawet moją małpę bym tego nauczył, gdybym ją miał 🙂

Nawet rakieta, aby wystartować, zużywa na starcie najwięcej paliwa. Tak samo samochód. I tak też jest z blogiem. Potem wystarczy już tylko korekta kursu.

Panie Grzegorzu, blog to jest przyjemność. Każdy, kto ma własnego bloga to Panu powie. Zresztą to jest tak świetne narzędzie marketingu, że nawet, gdyby był czasochłonny, to warto ten czas poświęcić.

Pozdrawiam i serdecznie dziękuję za pytanie!
Rafał

Odpowiedz

Agnieszka Swaczyna Maj 27, 2011 o 9:07 am

Co do przyjemności z blogowania, to potwierdzam. To naprawdę cieszy.

Odpowiedz

Liwiusz Maj 28, 2011 o 8:20 pm

„blog podatkowy to prawie w ogóle, gdyż nie mam już na niego czasu. Czasem coś skrobnę w nim w okresie rozliczeń podatkowych: może raz w miesiącu, ale w nim i tak jest tak wiele treści, że sam działa bez zarzutu.”

Zatem można wydzielić okresy istnienia bloga:
1. Szybki zryw – dużo wpisów, mało odwiedzających, ale ich liczba szybko wzrasta, wiele blogów jest porzucanych na tym etapie 🙂
2. wiek dojrzały-męski 🙂 – wpisy z umiarkowaną częstotliwością, liczba czytelników wzrasta już trochę wolniej? (szybciej ilościowo, ale wolniej procentowo?). Pojawienie się chęci stworzenia nowego bloga.
3. Faza plateau – osiągnięcie maksymalnej liczby użytkowników, ewentualnie ich niewielki, systematyczny wzrost. Wpisy – wedle uznania – umiarkowanie rzadkie, bardzo rzadkie. Bardzo silna chęć stworzenia nowego bloga

😉

Odpowiedz

Katarzyna Maj 29, 2011 o 9:55 am

Liwiusz – prawie masz rację.
Prawie – bo jesteś niepoprawny politycznie 🙂

Odpowiedz

Liwiusz Maj 29, 2011 o 10:00 am

🙂 Miałem takie skojarzenie jak pisałem:

Polały się łzy me czyste, rzęsiste
Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na moją młodość górną i durną,
Na mój wiek męski, wiek klęski;
Polały się łzy me czyste, rzęsiste…

Odpowiedz

Dodaj komentarz