Zabezpieczone: Lideryzacja bloga prawniczego – Biuletyn klientów web.lex

przez Rafał Chmielewski dnia 18 września, 2011

Treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, proszę poniżej wprowadzić hasło:

{ 2 komentarze }

Któż nie chciałby być liderem w swojej dziedzinie…

Lider, czyli osoba wiodąca, oznacza nie tylko prestiż i zazdrosne spojrzenia innych, ale przede wszystkim większe zyski. Niekoniecznie zresztą związane bezpośrednio z materią, w jakiej się specjalizuje (wystarczy popatrzeć na liderów poszczególnych partii politycznych). Lider wyznacza kierunki i rozszerza horyzonty. Kreuje światopogląd, a z jego opiniami liczą pozostali. Jest wsparciem i kimś, na kim zdecydowanie można polegać w trudnej chwili.

Oczywiście nie można być liderem dla wszystkich. To nie jest możliwe. Ale też nie trzeba się starać być tym liderem dla ogółu. Wystarczy być liderem w swojej społeczności (jak właśnie lider partii politycznej, albo lider Wyścigu Pokoju, który nie jest przecież liderem wszystkich sportowców).

Czy można być liderem w naszej branży? Albo raczej w swojej specjalizacji?

Oczywiście!

Na pewno wiesz, kto jest takim liderem w Twojej specjalizacji (chociaż z drugiej strony, wcale może go nie być).

Czy mamy takie przykłady?

Tak!

Powiem więcej, mamy takie przykłady wśród osób, które prowadzą blogi prawnicze, i które stały się liderami, ponieważ z sukcesem realizują własne strategie e-marketingowe.

Popatrz na Leszka Malinowskiego i jego doskonały blog Remitent.pl Być może nie wiesz, ale Leszek nie jest prawnikiem, niemniej jego wiedza i doświadczenie w jego specjalności (weksle) dały mu tutaj miano fachowca. Leszek jest zapraszany na szkolenia dla dużych instytucji i robi to z ogromną pasją (niewątpliwie jako prawnik, Leszek byłby osobą, jak to się potocznie mówi, „na miejscu”).

Inny przykład to Kasia Przyborowska, autorka bloga Temida Jest Kobietą (oraz bloga Prawo Medyczne). Kasia jest zdecydowanie liderką w specjalnościach, które sobie obrała (np. prawo dla przedsiębiorczych kobiet, „ustawa żłobkowa”). Jest zapraszana na konferencje, szkolenia, wykłady, seminaria. Jeżeli chcesz ją spotkać w jej toruńskiej kancelarii, lepiej się wcześniej umów, bo na pewno jest w trasie.

Co decyduje o tym, że są oni (i może jeszcze kilka innych osób) uważani przez ich społeczności, za liderów?

Czy tylko specjalizacja? Czy pasja? Czy wiedza? Czy doświadczenie?

Nie.

Dlaczego nie?

Ponieważ w sieci mamy wielu autorów blogów prawniczych, którzy mają pasję, wiedzę i doświadczenie w tematach, o których piszą, i które są przedmiotem ich strategii e-marketingowych, a jednak ich społeczności nie traktują ich jak liderów. Goście często przychodzą na blog i odchodzą.

Gdzie zatem tkwi tajemnica sukcesu? Złoty środek?

Odpowiedź jest jedna i prosta: w charakterze treści.

Nie na darmo amerykanie mawiają Content Is King. Treść jest królową sieci, nie tylko dlatego, że jako jedyna jest elementem pozycjonującym się w wyszukiwarkach, ale głównie dlatego, że wywiera totalny wpływ na czytających.

Możesz więc pisać w blogu tak, aby nie budzić większych emocji, albo też w ten sposób, aby porywać serca jego gości.

Możesz w ten sposób tracić czas, albo wykorzystać w możliwie najlepszy sposób, aby Twoi czytelnicy nie tylko stawali się wiernymi czytelnikami, nie tylko dołączyli do Twojej społeczności, ale też aby zaczęli traktować Ciebie, jako lidera, osobę otwierającą im okna na świat i pokazującą kierunek oraz linię horyzontu. Aby chcieli się od Ciebie uczyć.

A na tym etapie, kiedy już będziesz „nauczycielem”, będą stawali się Twoimi wiernymi klientami.

Ok – powiesz – Rafał, do rzeczy, jak to zrobić? Jak pisać?

Mam więc dla Ciebie siedem wskazówek, które – uwierz mi – wiele Ci wyjaśnią. Otworzą przed Tobą zupełnie inny świat możliwości. Są banalnie proste do zastosowania.

Wolałbym coś bardziej naturalnego – powiesz.

Już Ci wyjaśniam: owe wskazówki wynikają z naszej natury. To, że ich nie stosujemy na co dzień wynika z tego, że pisząc od lat urzędowe treści w ograniczonej formie utraciliśmy naturalną zdolność swobodnej wypowiedzi, a kultura, wzorce i oczekiwania społeczne niestety dokonały reszty.

Pokażę Tobie więc dokładnie, co zrobić, abyś wypowiadając się w swoim blogu stawał się liderem dla Twojej społeczności. I przez to generował wyższe dochody dla Twojej kancelarii.

(Całość artykułu jest dostępna za opłatą SMS/przelew. UWAGA: Jeżeli nie masz jeszcze bloga prawniczego, albo co najmniej nie zamierzasz go prowadzić w najbliższej przyszłości, treść tego artykułu będzie dla Ciebie całkowicie bezużyteczna.)

Aby przeczytać ten artykuł w całości, musisz wykupić doń płatny dostęp. Do treści będziesz miał dostęp z tego komputera przez 7 dni.
Zapłać kartą lub przelewem. W tej opcji zakup będzie Cię kosztował 23.70 złotych
(z podatkiem VAT)


Możesz także zapłacić wysyłając SMS o treści AP.MVO3 pod numer 92578 (koszt jednego smsa: 30.75 PLN z VAT), a następnie w pole poniżej musisz wprowadzić kod otrzymany smsem zwrotnym:


Usługa płacenia SMSem dostępna jest w sieciach Era GSM, Plus GSM, Orange i Play i obsługiwana jest przez Dotpay.
Regulamin | Składanie reklamacji | Kontakt z właścicielem strony

{ 4 komentarze }

Po co kancelaria ma sprzedawać ebooki

przez Rafał Chmielewski dnia 8 września, 2011

Ostatnio wiele mówiłem o budowaniu relacji z klientem. Teraz przyszedł czas na odrobinę prawniczego biznesu w sieci (w zasadzie to temat na inny blog, zatem może i tak się stanie … zobaczymy:))

Z ust jednego z klientów web.lex usłyszałem niedawno, że miernikiem skuteczności strategii e-marketingowej w kancelarii jest finalny wynik w postaci honorarium. I oczywiście tak jest. Całkowicie zgadzam się z teorią, że jakiegokolwiek marketingu nie powinniśmy realizować, jako sztukę dla sztuki. Jeżeli już poświęcamy nań swój własny i drogi czas, to powinien on przekładać się na wyższy dochód.

Aby ów dochód się pojawił, możemy sprzedawać różne rzeczy: własne, lub cudze, usługi i produkty.

Takim produktem może być właśnie ebook, czyli elektroniczna książka.

Zapytasz więc, w jakim celu kancelaria ma sprzedawać coś, co jest i tak dość tanie – szkoda czasu, lepiej wykonać usługę.

Masz rację! 🙂

Ale sprzedaż ebooka jest czymś więcej, niż tylko sprzedażą ebooka, z czego mało kto sobie w ogóle zdaje sprawę…

Otóż:

Po pierwsze chcę obalić mit, że eBooki są tanie. Tutaj jest np. ebook za 25o $$, ale widziałem też ebooki kosztujące powyżej 10.000 zł. Wszystko zależy od unikalności wiedzy, jaką on zawiera. Nie ważny jest tutaj koszt produkcji takiej elektronicznej książki, ale wartość informacji, jaką ze sobą niesie.

A zatem ebooki bywają drogie.

Po drugie, ebook w doskonały sposób daje możliwość pogłębienia relacji z autorem. Jeżeli jego twórcą, jest autor bloga prawniczego, to dzięki tej pozycji ma on możliwość niejako budowania dalszej relacji „na odległość”. Taka relacja ma w efekcie dużo głębszy wymiar.

Klient, którego nie skłonisz do zakupu ebooka, będzie szukał informacji w innych miejscach sieci, czyli być może pójdzie do konkurencji, która będzie miała niższą cenę. Natomiast jeżeli przeczyta on e-książkę, to Twoja i jego relacja będą głębsze i w końcu…

Po trzecie – jest wielce prawdopodobne, że przyjdzie jeszcze po osobistą usługę, jako że ebook nie rozwiąże jego problemu.

Ja mam wielu „klientów podatkowych”, którzy po lekturze mojego ebooka przychodzili po usługę, gdyż nie tylko zaufali mi, czytając tego ebooka, ale też zbudowałem u nich – jego treścią – uczucie sympatii (ważne również w relacjach biznesowych) do siebie tak, że bardzo chcieli, abym tę usługę wykonał (w rzeczywistości robił to „mój” doradca podatkowy).

A zatem na ebooku możesz zarabiać podwójnie: raz z jego sprzedaży, a dwa – ze sprzedaży następczej usługi.

Czy zatem jest sens sprzedawać ebooki?

Jest!

Jak to robić?

Na pewno warto sprzedawać ebooka, aniżeli oddawać go za darmo. Nawet jeżeli jest niskiej wartości merytorycznej.

Dlaczego?

Ponieważ mamy tutaj do czynienia ze zjawiskiem przełamania u klienta mentalnej bariery zakupowej. Po tym pierwszym zakupie, dalszy zakup tego klienta w tym samym miejscu i czasie (także potem) będzie coraz łatwiejszy. Także, jeżeli chodzi o nabycie Twojej osobistej usługi. Usunięcie tej przeszkody ma więc ogromne znaczenie dla procesu dalszej sprzedaży (w którymś wideo pokazywałem Tobie – na pewno pamiętasz – jak to skłonienie do zakupu produktu podstawowego często prowadziło u moich klientów do dokupowania produktów czy usług dodatkowych. Podobnie jest, kiedy robisz zakupy w markecie: wkładasz do koszyka najpierw to, co miałeś kupić, ale dokładasz też jeszcze inne rzeczy, które przy okazji możesz kupić obojętnie, czy są potrzebne, czy nie – to się fajnie nazywa transem zakupowym. Identycznie działa to w naszej branży – pewnie trudno Ci w to uwierzyć, ale jeśli widziałeś wspomniane wideo to wiesz, że dowody to potwierdzają).

A zatem warto ebooki produkować i sprzedawać! Same z siebie dają czasem niewiele zysku, ale za to wiele można dzięki nim uzyskać – procentującą relację.

***

Jeżeli chodzi o mój biznes podatkowy to wiesz, że udało mi się sprzedać mojego ebooka o abolicji podatkowej za dużo więcej, aniżeli 10.000 pln i to w 2-3 miesiące (nie liczę dochodów ze sprzedaży usług następczych). Ebook może być więc też bardzo tani, ale za to sprzedawany masowo. W takim przypadku sprzedaż również daje odpowiednie zadowolenie :))

***

I teraz część końcowa…

Piszę o ebookach w kancelarii prawnej, gdyż nie tylko są one też źródłem dochodu, ale też tylko tkwi w nich utajony potencjał marketingowy.

Jak pisać ebooki szybko, nie marnując na nie zbyt wiele czasu, łatwo, jak je wydawać, jak na nich zarabiać wielokrotnie więcej, niż wynosi przeciętne honorarium ze sprzedaży?

Tę wiedzę zawarłem w szkoleniu o generowaniu pasywnych źródeł dochodu w kancelarii. I dlatego, że właśnie dodałem do niego tę czysto biznesową wiedzę, muszę podnieść jego wartość.

Obecnie kosztuje ono tylko 497 zł, ale już jutro zmienię ustawienia systemu i rozpocznę sprzedaż tego szkolenia za 997 zł (brutto).

A więc jeżeli jesteś osobą, która docenia swój czas i poszukuje nowych rozwiązań marketingowo-biznesowych dla swojej kancelarii, a przy tym lubisz mieć więcej wolnego czasu i więcej klientów, masz jeszcze szansę na nieco niższą cenę.

(Po prostu chciałem już dziś zmienić tę cenę, ale pomyślałem, że widocznie moja dotychczasowa nieudolna oferta nie przekonała Ciebie do wartości mojej wiedzy i doświadczenia na ten temat. Cenę szkolenia zmieniam więc jutro około 21szej.)

{ 11 komentarze }

Kancelaria prawna w chmurach

przez Rafał Chmielewski dnia 5 września, 2011

Ostatnio coraz więcej mówi się o cloud computing, czyli o pracy w chmurach obliczeniowych. Wydaje się, że ze względu na oczywiste oszczędności i wygodę użytkowania, trend ten będzie się umacniał.

Czym jest cloud computing?

Oto fajne wideo, które łopatologicznie wyjaśnia tę dość skomplikowaną materię 🙂

{ 19 komentarze }

Po co ta relacja z klientem

przez Rafał Chmielewski dnia 30 sierpnia, 2011

Tak się złożyło, że ostatnie wpisy tutaj dotyczyły budowy głębszej relacji z klientem. Opartej nie tylko na zaufaniu, ale też na sympatii.

Ale, zapytasz, po co to robić? Po co wzbudzać sympatię u klienta?

Ano po to, że kiedy już zbudujesz prawdziwą relację z klientem, to wiesz co się dzieje? To on przychodzi do Twojej kancelarii po to, abyś my wykonał usługę. Na tym etapie nie interesuje go Twoja kancelaria, gdzie się znajduje, jaką kawę podajesz, itd. Jego interesuje to, abyś mu pomógł.

TYLKO TY. NIKT INNY.

Jeżeli zbudujesz tę relację już w sieci, to ewentualne spotkanie w cztery oczy jest już zwykłą formalnością.

Wiesz co jeszcze?

Badania pokazują, że w tej sytuacji masz szanse na wyższe o 18% honorarium.

I wiesz co jeszcze?

Że te same badania dowodzą, że klient chętnie będzie ponownie korzystał z Twoich usług ponownie, jeżeli zajdzie taka potrzeba.

Dlatego więc warto pomyśleć nad tym, aby wdrożyć do swojej strategii biznesowej w kancelarii procedurę budowania relacji w sieci. Tym bardziej, że jest to tanie i ponadczasowe. To po prostu element dzisiejszego e-marketingu, który działa bardzo dobrze wówczas, jeżeli tę relację umiemy zbudować.

***

Nie piszę tego, bo tak sobie wymyśliłem 🙂 Mam na tym polu bogate doświadczenia, zarówno z branży podatkowej, jak i usług dla kancelarii prawnych.

Z klientami podatkowymi nigdy się nie spotykam (zresztą większość jest zlokalizowana za granicą – więc trudno by mi, albo mojemu doradcy podatkowemu, było jechać na przykład do Chin :)), ale nikomu to nie przeszkadza, że nie mam żadnej kancelarii. A maile z prośbą o wykonanie usługi są czasem dosłownie  „błagalne”. Jak się więc domyślasz, nie martwi mnie zbytnio konkurencja.

Natomiast zawsze chętnie spotykam się z prawnikami i ZAWSZE jest to rozmowa przyjacielska. Jeżeli już ktoś mnie zaprasza do siebie, to wie doskonale kim jestem. I ZAWSZE jest to konkretna rozmowa na temat, a nie w celu rozeznania, jaką mam wiedzę.

{ 0 komentarze }