Jak prawnik powinien używać Twittera

przez dnia 24 maja, 2010

Pamiętaj:

Na Twitterze follow’uj TYLKO te osoby, których informacje uważasz za wartościowe.

Resztę sobie odpuść, gdyż w przeciwnym razie „zakopiesz się” w nieważnych notkach, stracisz czas oraz zaufanie do Twittera, i – co gorsza – nie wyłapiesz tych wartościowych informacji.

{ 1 komentarz }

Dziś nieco lżej … Każdy powinien robić TYLKO to, co kocha 🙂 Prawnik również.

Zobacz: każdy z nas ma jakieś cechy indywidualne. Jest niemal niemożliwe znalezienie takiej samej osoby jak ty na świecie. Wszyscy się różnimy od siebie: ja, ty, nasi koledzy i koleżanki.

Co z tego wynika?

Ano to, że każdy prawdopodobnie ma do spełnienia w życiu jakiś swój cel. Każdy ma do realizacji jakąś swoją misję. Droga każdego z nas jest inna.

Jaka?

To TY powinieneś wiedzieć jaka!

Tymczasem zobacz: ile osób kończy studia prawnicze dlatego, że:

  1. nie mieli pojęcia co zrobić z życiem (to mój przypadek);
  2. tego oczekiwało od nich najbliższe środowisko (rodzina, znajomi, itp.);
  3. mieli błędne wyobrażenia co do zawodu prawniczego (życie na wysokim poziomie materialnym);
  4. taka była moda;
  5. mieli ambicje np. ukończenia trudnych studiów.

A ile osób ukończyło studia prawnicze z prawdziwej pasji?

Uwierz mi, znam dobrych prawników, którzy nie znoszą swojej pracy. Znam też takich, którzy nie wyobrażają sobie bez praktyki prawniczej życia.

Jeżeli należysz do grupy pierwszej i siedząc za biurkiem marzysz o innym zajęciu, to witaj w klubie! To była moja droga – dokładnie.

Najpierw poszedłem na studia, gdzie podczas zajęć logiki dowiedziałem się, że jestem tu, bo nie wiem, jak pokierować swoim życiem. Niestety to była prawda (jak się dowiedziałem później, nie tylko moja). W czasie studiów zapałałem miłością do prawa podatkowego (za sprawą prof. Modzelewskiego), a potem wyspecjalizowałem się w międzynarodowym prawie podatkowym. Od tego czasu moim marzeniem stała się praca w KPMG… co się spełniło w 100%.

Tutaj jednak dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy o sobie: po pierwsze – nie znoszę mieć szefa; po drugie – nie znoszę prawa podatkowego; po trzecie – chociaż nie znoszę podatków, to jednak pasjonują mnie podatki międzynarodowe (co należało do moich obowiązków jedynie w ograniczonym zakresie).

Ostatecznie grzebałem się w wacie (VAT-cie) marząc o własnej firmie – to nie miało żadnego sensu i odbijało się na mojej pracy (podobnych mi osób było tam więcej, niestety).

Wówczas nastąpił przełom. Zdałem sobie sprawę z dwóch rzeczy:

  1. zajęty pracą nie mam nawet czasu zaplanować własnego życia (dobrze, że chociaż miałem tego świadomość);
  2. jeżeli TERAZ nie wezmę mojego życia we własne ręce, to skończę jako trybik w machinie korporacji bez prawdziwej rodziny, prawdziwej przyjaźni, prawdziwego zadowolenia, prawdziwej realizacji własnego ja.

Nie mogłem sobie pozwolić na nagłe odejście z pracy: miałem ledwo co narodzone dziecko. Postanowiłem jednak zacząć organizację na nowo i w oparciu o własne cele i ideały. Najpierw poszukałem – tzn. naprawdę POSZUKAŁEM … z kartką i długopisem w ręku – siebie samego na mapie świata. Odkryłem, że to co chcę, to mi się TYLKO wydaje, że chcę. Że mojej prawdziwe pragnienia są ukryte, ale jednak są i mogę do nich dotrzeć.

Zrozumiałem, że gdzieś głębiej nie chcę wcale dużo zarabiać, ale że chcę pomagać innym ludziom. Nie ważne w jaki sposób i czego ta pomoc miałaby dotyczyć. Odkryłem, że jedyne, co ma dla mnie sens, to pomaganie i opuszczenie tego świata w stanie lepszym, niż się go zastało.

Co więc zrobiłem?

Założyłem blog i zacząłem pomagać w przedmiocie podatków międzynarodowych osobom fizycznym. Szybko się okazało, że dzięki mojej bezinteresownej pomocy zarabiam tyle samo, co w KPMG. Bez szefa, bez stresu i pracując znacznie mniej. Że jestem ekspertem w tej dziedzinie.

Niestety moje stosunki w pracy w tym czasie się zdecydowanie popsuły (czego się spodziewałem) i musiałem ją opuścić. Jednak zrobiłem to z radością i szczęśliwy, że podążam po własnych torach!

***

Jeżeli i ciebie dręczą takie myśli i wątpliwości, zrób to, co ja: nie porzucaj tego, co masz i na co pracowałeś, czy pracowałaś, przez tyle lat. Załóż blog w temacie prawnym, który NAPRAWDĘ ciebie pasjonuje, i daj się ponieść tej pasji. Będziesz o wiele szczęśliwszy/szczęśliwsza, niż teraz.

Kiedy się nagle okaże, że jesteś ekspertem w tej dziedzinie (a to jest pewne), zrób coś: przeorganizuj swoją ścieżkę zawodową. Albo zmień dział, albo firmę, albo załóż własną firmę prawniczą. Zrób to, co podpowie ci intuicja.

Nigdy nie idź tam, gdzie nie chcesz. Szkoda czasu.

***

Happy end…

Kiedy moja działalność rozwinęła mi się na dobre i zdobyłem masę klientów zobaczyłem, jakiego potężnego narzędzia marketingowego użyłem. Odkryłem, że firmy prawnicze nie znają go tak dobrze, albo w ogóle. Rozpoznałem rynek na świecie (głównie w USA) i postanowiłem założyć kolejną firmę: tym razem konsultingową w przedmiocie e-marketingu prawniczego, czego emanacją jest ten blog.

Teraz również pomagam ludziom. Pomagam prawnikom rozwijać ich biznesy dzięki narzędziom e-marketingowym. Robię to z pasją, bo to jest to, czego potrzebuję, jako człowiek.

——-

Jeżeli masz wątpliwość: pomagać, nie zawsze znaczy być wolontariuszem. Pomoc, to także oddanie się służbie drugiemu człowiekowi za sowite wynagrodzenie. Jednak takie wynagrodzenie nie będzie dla ciebie dostępne, jeżeli to,  co robisz, nie będzie wynikało z twojej PRAWDZIWEJ potrzeby spełniania się.

Koniec.

🙂

{ 5 komentarze }

Dziwnie to brzmi, czyż nie? Ale jak się przekonasz dalej, w pełni oddaje to, co mam  tobie do przekazania.

Jakiś czas temu pisałem o możliwości tagowania wizytówek prawniczych. Dzięki StickyBits możemy drukować na swoich wizytówkach kody kreskowe, które – zeskanowane smartphonem – spowodują wyświetlenie na jego ekranie np. filmu edukacyjnego (czytaj: reklamy). Nie trzeba przecież dodawać, jakie to ma ogromne znaczenie marketingowe!

Ale jest też i druga strona medalu.

Do kodu kreskowego każdy może dodać to, co mu się żywnie podoba. Np. opinię o prawniku. I jest to super proste, o czym opowiada poniższy film.

Ta druga strona medalu polega tutaj na tym, że muszę dbać o klientów, aby nie dodali do mojego kodu złej opinii o mnie i mojej kancelarii i tym samym odstraszyli innych klientów.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=f-vI3ZbPW9M]

{ 1 komentarz }

Musimy zrozumieć, że Internet nie zmienił sposobu, w jaki prawnicy zdobywają klientów. To, co uległo (ulega) zmianie, to miejsce, w którym ich zdobywają.

Wspominany tutaj wielokrotnie Kevin O’Keefe napisał niedawno:

… you know you need to get out of your law office to interact with the people you need to interact with to succeed as a lawyer. Same with the Internet, you need to get outside your website to interact.

To jest dokładnie TO, co w e-marketingu prawniczym jest istotą. Poszukując klientów nie siedzimy przecież w swoich kancelariach, ale wchodzimy z nimi w interakcje daleko od swoich dębowych biurek: podczas lunch’ów, spotkań towarzyskich, konferencji, szkoleń, itd.

Dokładnie tak samo postępujemy w sieci: nie możemy się trzymać swojej prawniczej strony firmowej, ale powinniśmy wyjść do klienta tam, gdzie on faktycznie przebywa.

A gdzie przebywa?

To już kwestia indywidualnego badania. Może na Facebooku, może na Twitterze, może na GoldenLine, czy LinkedIn, może na forach branżowych, może na innych blogach. Na pewno natomiast klient „kręci się” wokół twojego bloga prawniczego.

A więc oczekując na klientów, TAM właśnie powinniśmy ich szukać. Tam wchodzić w INTERAKCJE.

Sposób zdobywania klientów nie uległ zmianie. Zmianie ulega natomiast miejsce zdobywania naszych klientów. Z realu przenosi się do wirtualu. I podobnie, jak w realu, gdzie kancelaria nie jest miejscem do nawiązywania kontaktów, tak w wirtualu strona kancelarii nie jest miejscem do zacieśniania więzi z klientami.

Tego procesu nie da się zatrzymać. Nasi klienci są w Internecie i będzie ich tam coraz więcej. A zatem w tym kierunku powinniśmy skierować swoje wysiłki marketingowe.

Tego procesu nie da się zatrzymać …, ani odwrócić.

{ 4 komentarze }

Ostatnio brałem udział w bardzo ciekawym spotkaniu z prawnikami jednej z największych firm prawniczych. Rozmawialiśmy oczywiście o blogach prawniczych i e-marketingu prawniczym generalnie.

Okazało się, że najczęściej odwiedzaną podstroną ich bloga jest strona zatytułowana Redakcja, gdzie można znaleźć zdjęcia poszczególnych autorów bloga wraz z krótką notą wyrażającą elementy życiorysu.

Dlaczego właśnie ten fragment tego bloga prawniczego jest najpopularniejszy?

Dlatego, że w naturze człowieka tkwi chęć do nawiązywania relacji z człowiekiem, nie zaś z firmą.

Przecież bardzo często wraz z odejściem prawnika z firmy przenoszą się wraz z nim jej klienci. Nie dlatego, że nie mają oni zaufania do innych prawników z tej samej firmy, ale dlatego, że istnieje już relacja prawnik-klient. Relacja firma-klient NIE ISTNIEJE. Jako osoby społeczne preferujemy kontakty osobiste, zamiast kontaktów z jakimikolwiek podmiotami, dlatego interesujemy się innymi ludźmi. Jeżeli możemy się o nich dowiedzieć czegoś więcej (zdjęcie, informacje) to chętnie to czynimy.

Dlatego właśnie strona Redakcja jest najchętniej oglądaną stroną we wspomnianym blogu prawniczym.

Ale to dobrze! Ponieważ informacje o poszczególnych autorach bloga wpływają na bardziej osobisty odbiór treści tam zawartych i w efekcie budują zaufanie, co przekłada się wprost na liczbę klientów.

To jest powód, dla którego system e-marketingowy w firmie prawniczej jest tak skuteczny. Dzięki temu, że system taki odzwierciedla osobowość prawnika, klienci i potencjalni klienci chętnie nawiązują z nim relacje, i jeżeli muszą (oni sami, albo ich znajomi) skorzystać z usługi prawnika, to wtedy nikt inny nie przychodzi im do głowy tylko ten prawnik, z którym nawiązali już relację dzięki sprawnemu systemowi e-marketingowemu.

Dlatego właśnie e-marketing prawniczy jest tak skuteczny!

{ 1 komentarz }