I znowu odezwała się do mnie pani redaktor z Dziennika Gazety Prawnej, abym wyraził swoją opinię na temat … tym razem death tax, czyli podatku od śmierci.

Oto mail:

Witam Panie Rafale!

Na wtorek potrzebna mi opinia na 1200 znaków nt.

Koalicyjny rząd Zjednoczonego Królestwa ujawnił, że bierze pod uwagę możliwość wprowadzenia ostro krytykowanego pomysłu Partii Pracy na wprowadzenie tzw. podatku od śmierci („death tax”). Według pierwotnego pomysłu Partii Pracy, osoby w wieku emerytalnym miały zostać obciążone zryczałtowanym podatkiem od śmierci w wysokości ok. 20 000 GBP, płatnym w chwili przejścia na emeryturę lub w chwili śmierci, który miałby pokrywać wydatki ponoszone na opiekę nad nimi w podeszłym wieku.

Czy to dobry pomysł na wprowadzanie takiego podatku?

Pozdrawiam i czekam na informacje czy mogę liczyć na taka opinię.

EM

DGP

Pomijam mroczny problem tego rodzaju świadczenia publicznego 🙂

Natomiast jeszcze raz przypominam, że e-marketing prawniczy jest tak skuteczny, iż dzięki niemu można zaistnieć w prasie. Nawet takiej, jak Gazeta Prawna, czy Rzeczpospolita. To z kolei przekłada się na lepsze – przychylniejsze postrzeganie przez klientów i w rezultacie na dochody.

To jest koło, które samo się nakręca. Warto zacząć od bloga!

***

Ostatni raz pisałem w tym temacie tutaj.

{ 6 komentarze }

O AdWords i specjalizacji w kancelarii prawnej

przez dnia 20 sierpnia, 2010

Wciąż wiele nowo powstałych kancelarii (zresztą tych starszych również) wspiera się linkami sponsorowanymi w Google AdWords. Wspominałem już nie raz, że w mojej opinii ten sposób marketingu jest nieskuteczny, chyba że spełni się jeden istotny warunek.

Koniec końców zdecydowanie odradzam jakiekolwiek kampanie e-marketingowe w AdWords, ponieważ:

  • są one, jak wspomniałem, nieskuteczne (słaba konwersja gościa na klienta),
  • są coraz częściej pomijane przez użytkowników Internetu,
  • zdarza się, że budżet kampanii jest wyklikiwany przez konkurencję.

Jest jednak jeszcze jeden czynnik, który w mojej opinii powoduje, że o Google AdWords spokojnie możemy zapomnieć. O co chodzi? O cenę tej reklamy i jej stałe podnoszenie, aby być na pierwszej stronie wyników wyszukiwania.

Jak wiemy, albo i jak nie wiemy … 🙂 obecność na pierwszym miejscu wyników wyszukiwania w formie reklamy Google AdWords zależy od kilku czynników. Jednym z nich jest wysokość ceny, jaką jesteśmy skłonni zapłacić za kliknięcie w link prowadzący do naszego miejsca w sieci. Im cena jest wyższa, tym lepsze miejsce zajmujemy. Jeżeli konkurencja podbije cenę, to nasza reklama spadnie. Niekoniecznie na drugą stronę, ale z góry – niżej.

Pytanie: jak długo można w ten sposób konkurować?

Powiedzmy sobie szczerze, na razie konkurencja jest niewielka, ale będzie coraz większa i stawki reklam Google będą rosnąć. W USA sięgają kilkudziesięciu dolarów za kliknięcie.

Na dłuższą metę tak się nie da. Odbije się to na naszych kieszeniach i to podwójnie, gdyż wyższe stawki na reklamę nie zlikwidują konkurencji, która będzie obniżała ceny swoich usług, aby przechwycić klienta. Koło zamknięte. A pamiętajmy, że zawsze znajdzie się ktoś, kto zapłaci więcej i wykona usługę za mniej. Zawsze ktoś coś zrobi lepiej i taniej od nas.

Czy można inaczej? Czy można wysiąść z tego zaklętego koła konkurencji? Czy można spokojnie odetchnąć powietrzem wolnym od stresu z powodu depczącej po piętach kancelarii z drugiego końca ulicy?

A może w ogóle zlikwidować stan konkurencji?

Utopia?

No pewnie. Sam próbowałem coś takiego utworzyć w kręgu doradców podatkowych, których znam. Ale żaden się nie odważył na strategiczny krok w swoim biznesie.

A gdyby każdy z nich obrał sobie specjalizację? Wówczas bez konkurencji zgarniałby jedynie klientów wg tego kryterium. Innych odsyłałby do kolegi, który wypłacałby mu prowizję od własnego honorarium… i na odwrót. W takiej sytuacji nikt by się nie stresował konkurencją, bo każdy miałaby własne poletko do zaorania.

Nikt by nie wydawał pieniędzy na Google AdWords, mając świadomość, że kolega i tak przyśle mu jego klientów.

Szczególnie dziś jest dobry moment na rozwój kancelarii ze specjalizacją. Dzisiaj mamy Internet i narzędzia e-marketingowe, które precyzyjnie wyłapią klientów z naszej specjalizacji. Jeszcze kilka lat temu było to zupełnie nie możliwe.  A zasadzie wystarczy blog, aby po nich sięgnąć i utrzymywać z nimi relacje. Inne narzędzia tylko dodatkowo wzmocnią ten proces.

Zapomnij o AdWords. Szkoda pieniędzy. Weź się za blog i wyjdź z pogoni za konkurencją!

{ 8 komentarze }

Blog o prawie wekslowym

przez dnia 19 sierpnia, 2010

Wśród polskich blogów prawniczych jest jeszcze jeden, warty uwagi (tj. wszystkie są warte uwagi, ale ten jest w pewnym sensie wyjątkowy, o czym poniżej).

Jest to blog skupiający się na prawie wekslowym Remitent.pl

Dlaczego jest wyjątkowy?

Ponieważ jest prowadzony przez osobę spoza branży prawniczej. Jest nią Lech Malinowski, często „występujący” w moim blogu jako Liwiusz.

Poza tym, że Leszek jest to bardzo sympatyczny i rzeczowy facet (mieliśmy okazję spotkać się przy okazji Beer for Bloggers), to jeszcze ma dużą wiedzę w zakresie weksli i umie (oraz CHCE) ją przekazać w formie bloga.

Warto zajrzeć na jego blog: Remitent.pl

{ 7 komentarze }

Polskie blogi prawnicze po angielsku

przez Rafal Chmielewski dnia 19 sierpnia, 2010

Polskich blogów prawniczych jest 24. Może nawet więcej, ale tyle udało mi się znaleźć (część dzięki Mikołajowi Barczentewiczowi). Wśród nich są aż 4 blogi pisane w języku angielskim:

{ 3 komentarze }

Jak zbudować relacje za pomocą Twittera

przez dnia 18 sierpnia, 2010

Mikroblogi…

W USA wszyscy szaleją na ich punkcie. U nas … nieco rzadziej 🙂

Najpopularniejszym mikroblogiem w Polsce jest nasz rodzimy Blip (takie aspiracje miał Naszo-Klasowy Śledzik, ale pomysł nie wypalił – choć miał ogromne szanse powodzenia – gdyż użytkownicy tego portalu nie mieli pojęcia, do czego on służy i w efekcie bojkotowali to narzędzie), ale coraz więcej osób, szczególnie zaangażowanych w usługach profesjonalnych,  korzysta z amerykańskiego Twittera.

Co to jest mikroblog? Pisałem o tym w artykule Dlaczego prawnicy nie blogują – mikroblogi.

A dlaczego amerykanie tak szaleją na punkcie Twittera? Ponieważ jest to doskonała maszynka do biznesu i pieniędzy. Ale… trzeba wiedzieć, jak z niej korzystać. To jest dość tajemnicze narzędzie, ale zaręczam: jeżeli poznasz ideę i wejdziesz w jego specyficzny klimat, będzie ono służyło również tobie.

Parę słów na ten temat napisałem właśnie w bazie wiedzy webilex. Zobacz zatem dokładnie, jak zbudować zaufanie dzięki mikroblogowi.

Jeżeli zastanawiasz się nad założeniem swojego prawniczego profilu w Twitterze (albo Blipie), koniecznie przeczytaj! Dowiesz się, jak zaprząc mikrobloga do własnych celów… do celów twojego prawniczego biznesu, a więc jak zbudować zaufanie za pomocą „140 znaków”.

{ 0 komentarze }