Co się dzieje, kiedy blogiem zaczyna opiekować się web.lex

przez Rafał Chmielewski dnia 14 kwietnia, 2016

No to zobacz:

Bywa, że są kancelarie, które samodzielnie prowadzą sobie blog prawniczy. Poczytały nieco w tym blogu, poobserwowały, jak wyglądają blogi z web.lex, i wdrażają swój własny blog.

Po jakimś czasie jednak podejmują decyzję o tym, by wesprzeć się pomocą web.lex.

Jeden z takich blogów kilka miesięcy temu do nas dołączył. Dokładnie w połowie stycznia. I już w tym samym miesiącu zaczął rosnąć. Potem było tylko lepiej.

Zrzut ekranu 2016-04-14 o 13.56.16

Jak to było możliwe, żeby lekko umierający blog nagle zyskał kilkakrotnie większą popularność?

Czynników może być kilka. Ale w tym konkretnym przypadku źródłem sukcesu była promocja tego bloga w naszych portalach. Każdy z nich ma już ugruntowaną pozycję w wyszukiwarkach, zatem podłączenie bloga do LexMonitora, czy do Znam Swoje Prawo powoduje, że blog od razu ma ruch.

To powoduje jeszcze jeden pozytywny skutek: poprawę w wynikach wyszukiwania. 

A zatem efekt jest tutaj podwójny: przekierowanie ruchu do bloga i poprawa jego pozycjonowania.

Fajne? I to jak! 🙂

*****

UPDATE [02.05.2016]:

Jak wygląda sytuacja w tym blogu w kolejnym miesiącu? Dość stabilnie:

Zrzut ekranu 2016-05-02 o 17.33.10

W poprzednim miesiącu Autor tego bloga dodał tylko dwa posty. Zatem niewiele potrzeba, aby zachować świetne statystyki w blogu administrowanym przez web.lex.

„7 rzeczy zanim zaczniesz przygodę z blogiem prawniczym” – krótki poradnik

 

Zostaw mi swój adres e-mail. Przyślę Ci link do ściągnięcia Poradnika dotyczącego Bloga prawniczego, a dodatkowo otrzymasz wiele dokładnych informacji na ten temat! [Pobrało – 642 osoby]


Wpisz adres e-mail:

{ 2 komentarze }

Jak wspieramy nasze web.lex’owe kancelarie

przez Rafał Chmielewski dnia 9 kwietnia, 2016

Dzisiaj wspieramy setkę kancelarii w całej Polsce oraz 4 zagraniczne. Administrujemy 130 blogami prawniczymi i wspieramy ich autorów oraz ich blogi na przeróżne sposoby. Poczynając od portali (LexMonitor, Znam Swoje Prawo, zoo.Logia), których celem jest kierowanie większego ruchu na te blogi oraz poprawa naturalnego pozycjonowania w Google, przez wdrażanie mikro strategii e-marketignowych i PR, po organizowanie promocji ad hoc.

Jako że dysponujemy treścią, która może zawartością ustępuje tylko Bibliotece Kongresu USA, to możemy tworzyć genialne rzeczy, nie angażując czasu autorów naszych blogów.

Właśnie zrobiliśmy stronkę, która promuje niektóre nasze blogi w zakresie programu Rodzina 500 plus. Idea jest banalnie prosta: promujemy witrynę w różny sposób, przyciągając do niej ruch, a następnie ruch ten jest kierowany na wszystkie blogi, które współtworzą jej zawartość.

Korzyść? Blogi mają więcej ruchu, lepiej się pozycjonują, nasi Autorzy nie tracą czasu ani pieniędzy na generowanie dodatkowej treści.

Zrzut ekranu 2016-04-09 o 21.22.05

*****

„7 rzeczy zanim zaczniesz przygodę z blogiem prawniczym” – krótki poradnik

 

Zostaw mi swój adres e-mail. Przyślę Ci link do ściągnięcia Poradnika dotyczącego Bloga prawniczego, a dodatkowo otrzymasz wiele dokładnych informacji na ten temat! [Pobrało – 642 osoby]


Wpisz adres e-mail:

{ 6 komentarze }

Marketing szeptany – nie myśl o tym

przez Rafał Chmielewski dnia 5 kwietnia, 2016

Dlaczego?

Bo nie ma Polsce agencji, która by to zrobiła dobrze. 

Takie agencje zazwyczaj zasyfiają blogi prawnicze głupimi komentarzami, które kierują do stron internetowych ich klientów, czyli kancelarii prawnych. Chwalą się potem ruchem, jaki skierowały na strony, tylko że z tego ruchu nic nie wynika.

Na domiar złego ich działania są po prostu beznadziejnie bezmyślne, stawiające ich klientów w niekorzystnym świetle. Bo co ja mam sobie pomyśleć o kancelarii, w której imieniu jakiś, przepraszam, matoł spamuje mojego bloga? Ta kancelaria nie ma złych intencji, ale tak jakoś wychodzi. Nie może samodzielnie zweryfikować działań agencji, bo nie ma czasu sprawdzić tego, gdzie „matoł” zaspamował blogi.

Te sytuacje się nagminnie powtarzają, dlatego o tym piszę.

Kiedyś jakaś agencyjka po chamsku spamowała nasze Grupowe blogi. Napisałem do partnera kancelarii, klienta tejże agencyjki, i się okazało, że on o niczym nie wie, i że przeprasza, że więcej się to nie powtórzy. Bardzo niefajna sytuacja.

Wczoraj tutaj skasowałem komentarz niejakiej Katarzyny, a dziś pojawił się nowy od Mikołaja, tyle że wysłany przez tą samą osobę:

Zrzut ekranu 2016-04-05 o 17.06.14

Zaraz sprawdzę, czy ten sam adres e-mail oraz nr IP pojawia się na innych blogach z naszej Grupy. Jeśli tak, napiszę do panów mecenasów żeby tego więcej nie robili. Na pewno będą zdziwieni.

Marketing szeptany to droga impreza. Droga, bo do tego trzeba zatrudnić fachowców, którzy kumają jako tako prawo. Dalej, jeśli już do czegoś kierować, to do treści, a nie do strony głównej internetowej wizytówki, bo to nic, kompletnie nic nie daje. Zamiast wydawać pieniądze na nic nie wnoszący marketing, lepiej wydaj go na normalne narzędzie marketingowe. Np. na blog prawniczy, gdzie chociaż samodzielnie napiszesz coś wartościowego.

A jeśli masz 50 tys. wolnej gotówki, wtedy zainwestuj w marketing szeptany. Zrób półroczną kampanię. To ma wtedy sens.

„7 rzeczy zanim zaczniesz przygodę z blogiem prawniczym” – krótki poradnik

 

Zostaw mi swój adres e-mail. Przyślę Ci link do ściągnięcia Poradnika dotyczącego Bloga prawniczego, a dodatkowo otrzymasz wiele dokładnych informacji na ten temat! [Pobrało – 642 osoby]


Wpisz adres e-mail:

{ 8 komentarze }

Podróż sentymentalna

przez Rafał Chmielewski dnia 4 kwietnia, 2016

Wiem, że rzadko się odzywam ostatnio. Winowajcą jest Pamiętnik Adwokata i blog, który teraz prowadzę , aby promować tę książkę [tak, tak – jeszcze w trakcie jej pisania – nic tak dobrze robi sprzedaży książki, jak jej promocja zanim zostanie ona wydana).

Do tego jeszcze dziś mam wykład dla studentów na Uniwersytecie Gdańskim, do czego musiałem się solidnie przygotować – od jakiegoś czasu bowiem nie opowiadam na tle prezentacji, tylko wszystko z głowy [co wymaga jednak dokładniejszego przygotowania].

Jakby tego było mało ostatnio mamy szczególnie dużo pracy w web.lex. Niewątpliwie wiosna w tym roku sprzyja podejmowaniu różnorakich decyzji rozwojowych w kancelariach prawnych. Tak więc nowe blogi, nowych kancelarii. Ale też, zadziwiająco dużo blogów prawniczych w kancelariach, które już swoje blogi prowadzą.

Aktualnie siedzę w Pendolino i gnam do Trójmiasta.

Bardzo lubię podróże na północ do Wolnego Miasta Gdańsk. Kiedyś spędziłem tam 5 długich lat. Moje lata liceum, to właśnie Centrum tego miasta, ze swoimi kamienicami, Kościołem Mariackim (robi wrażenie zarówno spod, jak i znad), zimnymi wiatrami, żółtymi plażami i niebieską, słoną wodą, a także pewnym Zaporożcem. Znam więc prawie każdy kąt tego miejsca, rozróżniam też klimaty.

Mało kto wie, ale owo liceum nie było normalnym liceum, do jakiego Ty zapewne chodziłeś. Inne ono było, bo muzyczne. Tak, miałem być muzykiem. A nawet nim byłem przez jakiś czas. Zawodowo przecież grałem na klarnecie i zarabiałem w ten sposób pieniądze, zanim nie podjąłem decyzji o zmianie w swoim życiu. Kiedy poznałem świat muzyków, i kiedy dotarło w końcu do mnie, że zawsze będę jednym z setek wyrobników, nic nie znaczącym, ciężko harującym, ledwie wiążącym koniec z końcem, muzykantem, postawiłem wszystko na jedną kartę.

… i w roku 1995 podjąłem decyzję o studiach prawniczych. Bo wtedy to jeszcze było tak, że zawód ten wiązał się z poważnymi pieniędzmi niemal w każdym przypadku. Studia w Wawie na WPiA UW rozpocząłem (bo tam już mieszkałem) w roku 1996. Na pierwszych zajęciach z Logiki dowiedziałem się, że jestem tutaj, bo nie wiedziałem, co zrobić ze swoim życiem [w moim przypadku – a potem się dowiedziałem, że nie tylko w moim – było to trafione w 100 procentach].

Jak wiesz, teraz jestem w jeszcze innym miejscu – obserwacja świata, ale i poznanie siebie samego doprowadziło do kolejnej istotnej zmiany. Teraz jest web.lex i inne przedsięwzięcia. I dopiero teraz czuję, że jestem w miejscu odpowiednim dla siebie. Mam wrażenie, jakbym do tego czasu nieświadomie stale poszukiwał swoich torów [a propos Pendolino, które teraz gna na północ], po których mogę mknąć z większą prędkością, niż Intercity Premium.

Zatem… Gdańsk. Dziś Gdańsk. Zawsze powracam do tego miejsca z uczuciem spokoju, jakbym wracał do domu. Do mojego miejsca na ziemi, chociaż wcale tak przecież nie jest.

Zawsze, kiedy tam przyjeżdżam, zadziwia mnie to, jak wiele się zmieniło w moim życiu od tamtego czasu. Wielu moich przyjaciół od 20 lat robi wciąż to samo. To nie jest nic złego oczywiście – każdy z nas jest kompletnie inny, ma inne cele, dążenia i pasje. Nie każdy musi/może/powinien być taki zwariowany, jak ja. Ja zawsze byłem podróżnikiem i w pewnym sensie inny od reszty. Miałem jednocześnie to szczęście, że podążając za swoją osobowością, miałem dość odwagi, aby zmieniać. Nie zawsze były to zmiany na lepsze – popełniałem wiele głupich błędów, często bardzo kosztowych, ale lekcje te były niezwykle istotne w procesie poznawania siebie i świata. Po prostu 🙂

No dobra… kończę ten przydługi, kompletnie niemerytoryczny post 🙂

Słońca Ci życzę na cały długi tydzień!

[żółte słońce z promieniami w okół swojej tarczy]

{ 1 komentarz }

Jutro jestem na Uniwersytecie Gdańskim

przez Rafał Chmielewski dnia 3 kwietnia, 2016

… i opowiadam o Pamiętniku Adwokata podczas Dni Praktyk Prawniczych organizowanych przez tamtejszy oddział ELSA.

Wpadnij – na pewno się zmieścisz jeszcze na sali 🙂

Zrzut ekranu 2016-04-03 o 21.52.31

{ 1 komentarz }