Poprzednio napisałem o tym, że na e-marketing prawniczy jest miejsce w momencie:

1. kiedy klient nie ma jeszcze świadomości swojej potrzeby (nie uświadamia sobie, że ma problem natury prawnej), oraz

2. kiedy już wie, że potrzebuje fachowej pomocy i poszukuje sposobu rozwiązania swojego problemu.

To jest właśnie czas na nawiązanie relacji z klientem. Jak wspomniałem w ostatnim artykule, wejście w klientem w interakcję w jednej z tych dwóch faz kontaktu powoduje, że późniejszy kontakt osobisty jest już tylko formalnością (przeciwnie do tradycyjnej formy kontaktu, gdzie nawiązywanie relacji i budowanie marki w świadomości klienta ma miejsce głównie dopiero w trakcie pierwszego spotkania face to face).

Jednak fazy kontaktu z klientem nie kończą się na etapie wykonania usługi, o czym mało który biznesmen – również prowadzący firmę prawniczą – wie. Niestety większość przedsiębiorców „znika” klientowi z oczu zaraz PO sprzedaży. Tymczasem okres „po wykonaniu usługi” jest niezwykle ważny! Dlaczego?

Bo to jest czas, w którym możemy nadal budować i pogłębiać relację z naszym klientem. Po co?

Po to, żeby o nas nie zapomniał, kiedy znowu będzie potrzebował pomocy prawnej, albo kiedy tej pomocy będzie potrzebował jego znajomy.

Nie jest tajemnicą, że obsługa obecnego klienta jest dużo tańsza, niż obsługa klienta potencjalnego. Osoba będąca już naszym klientem nie zadaje pytań, nie waha się, nie dąsa, nie narzeka i … jest skłonna zapłacić więcej niż potencjalny klient, który wymaga przede wszystkim czasu, ale również pieniędzy.

Tak samo, albo bardzo podobnie będzie zachowywała się osoba z polecenia. Autorytet jej znajomego, czyli naszego klienta, przeważnie wystarczy, aby skorzystała z usług naszej kancelarii.

Dlatego niezwykle ważna w biznesie jest świadomość, że klienta mamy na wieczność, i że stale możemy przy nim  być po tym, jak już wykonamy dla niego usługę prawną.

I tutaj również świetnie przysłużą się nam narzędzia e-marketingowe, a głównie inteligentny autoresponder. Dzięki niemu bowiem możemy doskonale zautomatyzować wszystkie czynności związane z obsługą naszych klientów – nawet kiedy jest ich milion, czego każdemu życzę 🙂 (albo może i nie, bo taka ilość klientów może zabić nawet średniej wielkości biznes).

Z mojego doświadczenia

Moja lista mailingowa obecnie składa się z ponad 2700 adresów. Część z tych osób, to moi klienci potencjalni (a więc osoby będące w pierwszej i drugiej fazie kontaktu z firmą), ale druga cześć, to już moi faktyczni klienci, znajdujący się obecnie z fazie ostatniej. Wysyłając do nich wszystkich biuletyn (chociaż łatwo mógłbym rozdzielić owe grupy i wysyłać zupełnie inny biuletyn do każdej z nich) utrzymuję z nimi stały i bieżący kontakt. Po upływie roku podatkowego raczej nie są oni skłonni do zlecenia swojego rozliczenia podatkowego innej firmie, aniżeli moja. Jeżeli jednak nie korzystają już z moich usług, to chętnie je polecają znajomym.

***

Zobacz, dzięki systemowi e-marketingowemu:

1. „wyłuskuję” z tłumu osoby – potencjalnych klientów;

2. nawiązuję z nimi relację;

3. tą relację utrzymuję PO wykonaniu usługi.

To wszystko niemal za darmo, i z niewielkim nakładem czasu.

Pamiętaj: najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić dla swojej konkurencji, to zniknąć z pola widzenia klienta zaraz po jego obsłużeniu 🙂

{ 0 komentarze }

Uczestnicząc w różnych rozmowach z klientami, dotyczących strategii e-marketingowej ich firm prawniczych, często słyszę:

„W zasadzie wystarczą nam wizytówki, kiedy się spotykamy z klientem”.

Wynikać by z tego mogło, że e-marketing jest zbędny. Ale czy na pewno?

Przede wszystkim powinniśmy sobie zdać sprawę z tego, że podejmowanie decyzji o skorzystaniu z usług danej firmy, składa się z wielu etapów. Pierwszym z nich (1) jest uświadomienie sobie potrzeby nabycia takiej usługi. Potem (2) następuje proces poszukiwania oferty, następnie (3) rozmowy i negocjacje, i na końcu dopiero (4) zakup (zauważcie, że faza (4) nie koniecznie wynika z (3), gdyż rozmowy z prawnikiem mogą zadecydować o wyborze jego konkurencji). W zasadzie więc przekazanie klientowi wizytówki podczas spotkania ma miejsce dopiero podczas trzeciego etapu, kiedy klient posiadł już świadomość potrzeby i wybrał taką a nie inną firmę do wstępnej konsultacji.

Oczywiście w tym trzecim etapie nie ma już miejsca na e-marketing. A gdzie ono jest?

Otóż jego miejsce jest na etapie drugim, a czasem nawet na pierwszym! Zobaczmy…

Faza (2)

Kiedy klient wie już, że ma określoną potrzebę (ma jakiś problem natury prawnej), zaczyna od poszukiwania informacji albo o odpowiedniej dla niego firmie prawniczej, albo o innej możliwości rozwiązania swojego problemu. Najczęściej w takich sytuacjach korzysta z Internetu, albo prosi swoich znajomych o polecenie znanej im kancelarii.

Jeżeli korzysta z Internetu, to najczęściej poszukuje interesujących go informacji za pomocą Google. Oczywiście z reguły wyszukiwarka pokaże mu wyniki z treścią, natomiast raczej nie znajdzie w wynikach wyszukiwania  stron kancelarii prawnych, chyba że te korzystają z systemu płatnych reklam AdWords (jednak takie reklamowanie kancelarii jest nieskuteczne, o czym pisałem w artykule Pozycjonowanie – czy warto reklamować kancelarię  w Google). Jeżeli w danym temacie będzie istniał blog prawniczy, to z pewnością klient taki do niego trafi, zapozna się z zakresem wiedzy prawnika-autora, nabierze do niego zaufania (zostanie nawiązana relacja – o czym niżej), i ostatecznie skontaktuje się z nim (przy czym jest wielce prawdopodobne, że nie będzie już szukał innej kancelarii, bo wie już z lektury bloga, że trafił na osobę, do której ma zaufanie,  że jest w stanie rozwiązać jego problem prawny).

Natomiast jeżeli potencjalny klient korzysta z pomocy swoich znajomych, to wówczas jest szansa, że ów znajomy, nawet nie mając kontaktu z naszą firmą prawniczą, wie o niej i ma o niej dobrą opinię ze względu na wartościowy blog prawniczy.

Faza (1)

Proces uświadamiania sobie potrzeby może trwać kilka chwil, ale również może się przeciągać w czasie. W każdym przypadku jednak klient może już wiedzieć wcześniej, że w razie wystąpienia takiej albo innej potrzeby, skorzysta z usługi tej, a nie innej firmy. Tutaj właśnie e-marketing prawniczy sprawdza się znakomicie, jako instrument nawiązywania relacji z potencjalnym klientem, który – kiedy już wystąpi u niego określona potrzeba (problem prawny) – nie będzie szukał jego rozwiązania nigdzie indziej, tylko w naszej kancelarii.

Z mojego doświadczenia

Moja lista subskrybentów biuletynu jest narzędziem, którym buduję relację z potencjalnymi klientami (obecnie ponad 2700 osób). Dostarczam im bardzo wartościową merytorycznie wiedzę, ale czasem również dodaję coś od siebie, albo pytam o ich sprawy (np. gdzie lubią jeździć na wakacje). W ten sposób, kiedy przychodzi do rozliczenia dochodów zagranicznych, nawet do głowy im nie przychodzi, że mogą skorzystać z usług innej firmy. Oczywiście są i tacy, którzy sami sobie poradzą z trudnym rozliczeniem, ale nawet mimo tego są oni moimi wiernymi adwokatami i chętnie polecają mój blog prawniczy PodwójneOpodatkowanie.pl.

A zatem gdzie jest miejsce e-marketingu prawniczego? Daleko wcześniej, zanim dojdzie do pierwszego kontaktu z klientem.

Zauważcie, że dzięki e-marketingowi możemy zbudować relację z klientem zanim do nas przyjdzie. Jeżeli budujemy relację dopiero podczas spotkania z nim, to trzeba się nieźle namęczyć, aby sobie nie poszedł do konkurencji z braku właśnie nawiązania relacji. Jednak jeśli tę relację nawiążemy wcześniej, to kontakt z klientem face to face jest już bułką z masłem (może nawet wizytówka jest już nie potrzebna :))

{ 1 komentarz }

E-marketing prawniczy w USA

przez dnia 22 kwietnia, 2010

Dane dot. wykorzystania e-marketingu przez firmy prawnicze z USA >>

{ 0 komentarze }

e-Marketing Prawniczy – co to jest

przez dnia 21 kwietnia, 2010

[slideshare id=3808090&doc=generale-marketingprawniczy-prezentacja-100421163209-phpapp02]

{ 0 komentarze }

Geolokacja w e-marketingu prawniczym

przez dnia 21 kwietnia, 2010

To, o czym dziś napiszę, to temat z pogranicza Science Fiction, jednak jesteśmy jego świadkami. W końcu to już XXI wiek!

Amerykanie w e-marketingu wyznaczają horyzonty i oni rozdają tutaj karty. Niedawno pisałem o możliwym wykorzystaniu StickyBits przez prawników, a tutaj mamy kolejny „wynalazek”. Chociaż ów „wynalazek” znany jest już od jakiegoś czasu (i w tym sensie jest starszy od StickyBits), to jednak znaleziono dla niego nowe zastosowanie. Czy przyjmie się w branży usług prawniczych? Kto wie…

Chodzi o GEOLOKACJĘ. Dzięki małej usłudze w telefonie komórkowym, możemy np. poznać opinie o miejscu, w którym się obecnie znajdujemy (komórka jest lokalizowana w przestrzeni i łączy się z odpowiednim systemem internetowym, który dostarcza jej żądaną treść).

A nowe zastosowanie? Gary Vaynerchuk i jego VaynerMedia wpadli na pomysł, aby geolokację wykorzystać do rozdawania biletów na eventy, np. na mecze koszykówki. Całość wyglądała tak, że niesprzedane bilety na mecz rozdano za pomocą specjalnych smsów. Osoby, które otrzymały taki sms mogły się zgłosić do kasy i pobrać papierowe odpowiedniki wirtualnych biletów (dodatkowo otrzymały klubowe koszulki).

Całym clou tego eventu było to, że owe smsy otrzymały osoby w dokładnie wybranych miejscach (kluby fitness, bary, itp.), co pozwoliło na dotarcie do odpowiedniej grupy docelowej, a więc osób potencjalnie najbardziej zainteresowanych ligą piłki koszykowej w USA.

Gdzie tutaj zysk?

Choćby na samej sprzedaży napojów, hotdogów, itp. Lepiej zarobić przecież parę dolarów na takich dodatkach, aniżeli mieć pustki na miejscach i mniej kasy w „kasie”. Dodatkowo akcja zyskała oddźwięk w mediach społecznościowych (np. Twitter), dzięki czemu wzrosła świadomość marek biorących udział w evencie.

Czy tego rodzaju geolokację można wykorzystać w branży usług prawniczych?

Ależ tak!

Przede wszystkim mamy już tutaj do czynienia z geolokacją, ale w formie „analogowej”. Ostatnio widziałem pod jednym z sądów różnorakich „rozdawaczy” ulotek reklamujących usługi prawne. Jak powiedział jeden z członków naszej grupy na GoldenLinePaweł Sikora: „Czasami bywa śmiesznie, a czasami strasznie”, ale jednak bywa. Usługi prawnicze są tam reklamowane w miejscu, gdzie przebywa najwięcej potencjalnych klientów. Wyobraźmy sobie zatem takiego potencjalnego klienta, który wychodząc z sądu dostaje smsa (mmsa), że jeżeli teraz skontaktuje się z taką a taką kancelarią, to pismo procesowe zostanie mu sporządzone za darmo (albo z rabatem). Albo np wyświetli mu się reklama kancelarii.

To samo może dotyczyć („strzelam”): cmentarzy w sprawach spadkowych (trochę ponury przykład), albo domów publicznych w sprawach rozwodowych (już lepszy, ale wciąż ponury), giełdy w sprawach podatkowych (najlepszy przykład), nieruchomości w sprawach obrotu nieruchomościami, rozliczeń podatkowych PIT (np. wirtualny kupon rabatowy na usługę wypełnienia deklaracji podatkowej w kancelarii X do wykorzystania w ciągu 24h), … itd. Przykłady można by mnożyć.

Jak zatem widać, zastosowanie dla geolokalizacji można znaleźć również w e-marketingu prawniczym.

Gary Vaynerchuk, osoba będąca futurystą w przedmiocie e-marketingu mówi, że geolokacja w marketingu internetowym odniesie sukces porównywalny do marketingu społecznościowego, którego obecnie jesteśmy świadkami. Skoro to mówi Gary, to jestem przekonany, że tak będzie. Czy przyjmie się w Polsce? Czas pokaże, ale jedno jest pewne: nasze globalne społeczeństwo jest coraz bardziej zinformatyzowane i proces ten już nigdy się nie cofnie.

Źródła:

  1. Early Proof That Geolocation Marketing will Succeed
  2. Wirtualne notki w rzeczywistym świecie

{ 4 komentarze }