przez Rafał Chmielewski dnia 29 kwietnia, 2010
Wiele osób mówi mi, że mogą przecież pozycjonować swojego bloga sztucznie i nie muszą się w związku z tym starać o jego prawidłowe prowadzenie (tj. przyjazne dla wyszukiwarki).
Błąd!
Powtórzę raz jeszcze:
BŁĄD!
Po pierwsze, sztuczne pozycjonowanie jest zawsze ryzykowne. Google może zwietrzyć technologię pozycjonera pozwalającą na nie-organiczne wyniesienie danej strony na pierwsze miejsca wyników wyszukiwania.
Po drugie, algorytm Google stale jest unowocześniany, aby dostarczać swoim klientom najtrafniejszych wyników wyszukiwania. Dana technika pozycjonera może więc z dnia na dzień stracić skuteczność i blog taki znajdzie się nagle poza konkurencją.
Po trzecie, naturalne wypozycjonowanie strony daje gwarancję bliską 100%, że treść w blogu jest wartościowa dla osoby, która doń zajrzała. Przeciwnie, jeżeli taka osoba zajrzy na stronę wypozycjonowaną sztucznie, to jest raczej pewne, że nie znajdzie tam wartościowych dla siebie informacji i ją opuści. W rezultacie być może wiele osób będzie na taki blog zaglądało, ale równie wiele będzie go szybko zostawiać dla konkurencji. A nie chodzi przecież o ilość odwiedzin, ale o zysk, który można osiągnąć z faktu wejścia na stronę potencjalnego klienta.
*****
Update 13.09.2012
Po ponad dwóch latach od napisania tego artykułu, mogę potwierdzić jego tezy. W szczególności tę, że Google zmieniając algorytm może spowodować wypadnięcie z pierwszej strony wyników wyszukiwania. Tak właśnie stało się ze stroną jednej z moich klientek: z dnia na dzień skończyło się źródło klientów.
Trzeba zatem być ostrożnym i nie polegać tylko na obecności w Google za pomocą sztucznego pozycjonowania. W Google warto być, to oczywiste, ale najlepiej niebanalną treścią i mądrą strategią e-marketingową znaleźć się na czołowych miejscach w wynikach wyszukiwania.
przez dnia 28 kwietnia, 2010
Nie tak dawno temu pisałem o możliwościach wykorzystania narzędzi wideo w e-marketingu kancelarii prawnych. Raz wskazałem również wpis w blogu pana Ryszarda Sowińskiego, gdzie można znaleźć całkowicie nieskuteczną (w gruncie rzeczy szokującą i odrażającą) reklamę usług pewnego amerykańskiego adwokata. Niestety w Stanach tego typu reklam ukazało się ówcześnie bardzo wiele, ale na szczęście ten czas odchodzi już powoli w niepamięć.
Obecnie za oceanem mamy do czynienia z trendem reklamy wideo, która w zasadzie nią nie jest. Chodzi bowiem o to, że osoba, która ogląda dane wideo wie dokładnie, że ma do czynienia z prawnikiem, który może jej pomóc w rozwiązaniu jej prawnego problemu, jeżeli go tylko ma. Wszelkie zachęty do sięgnięcia po słuchawkę są więc tutaj zbędne i mogły by wywołać skutek dokładnie przeciwny. Stąd tamtejsi prawnicy powstrzymują się od sloganów typu Call me now before they’ll kill you.
Co więcej, dzisiejsze wpisy wideo pojawiają się blogach, a nie zaś na stronach internetowych, jak to było w przeszłości. A blog, to narzędzie społecznościowe, z którego informacja łatwo podlega dzieleniu i szerzeniu w sieci, niczym wirus. Warunek jest jednak jeden: blog (ani też konkretny wpis) nie może być firmową reklamówką. Jeżeli tak będzie, to niestety nici z wiralnego charakteru bloga. Dlatego wpis wideo musi być wyważony w treści, musi zawierać wiele wartościowych informacji, i nie może stanowić reklamy kancelarii. A więc w tym przypadku najlepsza reklama to jej brak!
Na koniec świetny przykład z bloga RushOnBusiness.com
[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=9XZCaA2Q4Vk&feature=player_embedded]
przez dnia 28 kwietnia, 2010
Pisałem już o tym chyba ze sto razy: dzięki strategii e-marketingowej w twojej firmie prawniczej klienci, przyszli klienci, a także osoby, które nigdy się twoimi klientami nie staną, nie będą mogli się doczekać, aby promować twoją kancelarię. Bez proszenia i namawiania sami z siebie przejmą tę inicjatywę. I TO jest właśnie NAJLEPSZA reklama dla ciebie!
Właśnie otrzymałem takiego oto maila w związku w moim blogiem prawniczym PodwojneOpodatkowanie.pl. Mail nadszedł w odpowiedzi na biuletyn wysyłany przeze mnie do niemal 2800 subskrybentów:
Rafale,
Dziękuję za Twoją wiadomość!
Jestem zafascynowana Twoją wiedzą. Jesteś PROFESJONALISTĄ w tym, co robisz. Gratuluję !!! Jestem zainteresowana Twoim blogiem z racji ze parę lat temu miałam marzenie, aby mieć profesjonalne biuro doradcy od rachunkowości. Pozwoliłam na to, żeby marzenia zostały niezrealizowane. Kochałam swoją pracę, bardzo. Przeszłam na emeryturę
I z przyczyn rodzinnych pożegnałam się z biznesem. Obecnie interesują mnie zupełnie inne zagadnienia. Dobrze jest wiedzieć, że zajmujesz się podwójnym opodatkowaniem.
Będę mogła Cię polecać moim znajomym. Wiem, że Gross ludzi ma problemy ze zrozumieniem zawiłości podatkowych.
Pozdrawiam Cię serdecznie i żyzę SUKCESÓW
OSOBISTYCH I ZAWODOWYCH.
Zofia Kxxxxxxx
Jak widać, system e-marketingowy w firmie prawniczej działa. Jest on tani, prosty i diabelnie skuteczny 🙂
przez dnia 27 kwietnia, 2010
RSS to po polsku, w swobodnym tłumaczeniu, możliwość subskrybcji treści z ulubionych witryn internetowych. Innymi słowy mówiąc, jeżeli podoba mi się taka a taka strona, to zamiast codziennego jej odwiedzania i sprawdzania, co nowego tam się pojawiło, mogę skorzystać z RSS i spowodować, aby nowa treść z tej strony trafiała wprost na moją skrzynkę mailową, albo do specjalnego czytnika (np. Google Reader). Oszczędza to mój czas i pośrednio pieniądze 🙂
Każdy blog powinien zawierać możliwość subskrybcji treści przez RSS. Dotyczy to również blogów prawniczych. Co więcej, RSS jest również istotną częścią każdej strategii e-marketingowej.
Wkrótce napiszę o tym więcej, gdyż temat ten jest w Polsce szerzej nie znany, natomiast poniżej wklejam ciekawy filmik instruktażowy, który idealnie wyjaśnia, co to jest RSS.
[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=0klgLsSxGsU&feature=player_embedded]
przez dnia 27 kwietnia, 2010
Kilka dni temu napisałem taką oto puentę w jednym z artykułów:
Zauważcie, że dzięki e-marketingowi możemy zbudować relację z klientem zanim do nas przyjdzie. Jeżeli budujemy relację dopiero podczas spotkania z nim, to trzeba się nieźle namęczyć, aby sobie nie poszedł do konkurencji z braku właśnie nawiązania relacji. Jednak jeśli tę relację nawiążemy wcześniej, to kontakt z klientem face to face jest już bułką z masłem.
Przypominam te zdania, bo wydaje mi się, że bardzo dobrze odzwierciedlają sposób, w jaki e-marketing prawniczy „działa” na rzecz kancelarii prawnej, a w zasadzie jej prawnika. Najważniejszą korzyścią z wdrożenia systemu e-marketingowego jest bowiem to, że klient poznaje nas – prawników – zanim się do nas zgłosi po usługę. A kiedy już się zgłosi, to nie po to, aby się targować o cenę, czy aby poznać zakres naszego profesjonalizmu, ale po to, aby POPROSIĆ o wykonanie dla niego usługi.
I to jest tutaj genialne!
… i osobiście sprawdzone!