Doradcy Podatkowi niemal już doczekali się zniesienia zakazu reklamy w ich branży. W mojej opinii, ta grupa zawodowa tylko na tym straci (o czym dokładniej pisałem tutaj), gdyż istniejąca już konkurencja wymusi na nich wydatki na reklamę, która jest droga i … nieskuteczna. W efekcie, zamiast podnosić poziom swoich usług (inwestując w wiedzę, lepsze zarządzanie, itd. ) będą oni wydawali pieniądze na reklamę.

To samo czeka inne zawody prawnicze, jeżeli tylko zakaz reklamy ich usług przejdzie do historii (a tego należy się wcześniej, czy później, spodziewać).

Jak to wygląda (i wyglądało) w USA?

Zakaz reklamy dla wszystkich grup prawniczych został tu zniesiony już w 1970 roku orzeczeniem Sądu Najwyższego w sprawie Bates versus State Bar of Arizona. Od tego momentu rozpoczęło się „bombardowanie” reklamami prawniczymi, które nawet często stawały się przedmiotem kabaretów i komedii. Dlaczego? Ponieważ wszystkie były takie same w treści (np. Have you been injured in an accident? If so, call me ….. no, niewielkie różnice dało się zauważyć), i ogromnie nudne.

Nie wszyscy prawnicy jednak korzystali z tej formy reklamy. Niektórzy uważali bowiem, że uwłacza to ich godności i godności zawodu, który wykonują, i wciąż poszukiwali swoich klientów w sposób tradycyjny: chodząc z nimi na lunch’e, grając w golfa, wymieniając się wizytówkami, itp. W tym samym czasie ich koledzy prężnie wdrażali „dobre” rady speców od marketingu, kierując strumienie naprawdę GRUBEJ gotówki w reklamę telewizyjną, radiową, prasową, i bilboardy. Wielu z ówczesnych prawników nawet nie było stać na taki luksus… ci często zostawali przy Yellow Pages.

Na początku ery internetu wszyscy rzucili się na produkcję własnych stron internetowych. Początkowo były one skromne i marketingowo … amatorskie. Nikt jeszcze nie wiedział, co i gdzie należy na stronie napisać. Nawet owi spece od marketingu, którzy i tutaj znaleźli dla siebie działkę do poprawienia własnego statusu majątkowego. Ceny stron prawniczych były astronomiczne i miały jedną OGROMNĄ wadę – wszystkie były takie same (hm…, z niewielkimi zmianami) podobnie, jak reklamy na nośnikach tradycyjnych i na podstawie ich lektury nie można było ustalić, którego prawnika wynająć.

Wraz z pojawieniem się Google oraz usług pozycjonowania, do kosztów utrzymania stron prawniczych doszły koszty związane z utrzymywaniem wysokiej pozycji w wynikach wyszukiwania. Każdy zdawał sobie sprawę z ceny, jaką płaci za istnienie na pierwszej stronie wyników, ale konkurencja deptała (i depcze) po piętach. Nie można więc było sobie pozwolić na nieistnienie w sieci.

Obok tego wciąż funkcjonowały tradycyjne formy reklamy (reklama telewizyjna, trwająca 30 s., kosztowała nie mniej niż 25,000$), wciąż chętnie wykorzystywane przez mniejszych, średnich i dużych graczy na rynku usług prawniczych.

Tak było (i jeszcze po części jest obecnie) do momentu otwarcia nowej ery Internetu, nazywanej Web 2.0.

Zanim wyjaśnię o co chodzi, skonkludujmy: uwolnienie możliwości reklamy usług przez prawników spowodowało, że nagle pojawił się w ich budżetach kolejny wydatek, i to dość duży (proporcjonalnie do dochodów firmy). Prawnicy w obliczu konkurencji nie mieli wyjścia. Problem był jednak taki, że reklama ta była, i jest, nieskuteczna, ponieważ nie wyróżnia ona reklamodawcy od jego konkurenta. W oczach odbiorców (widzów), każdy prawnik był taki sam. Nie było żadnego powodu, aby zlecić usługi właśnie tej a nie innej firmie prawniczej.

Wszystko się zmieniło po roku 2001, kiedy weszliśmy w fazę Web 2.0. Co to jest? To, potocznie rzecz ujmując, możliwość wpływania osób trzecich na kształt i treść serwisów internetowych. Emanacją Web 2.0 są na przykład serwisy społecznościowe i blogi, gdzie każdy może w miarę swobodnie ingerować w ich treść bez znajomości języka programowania.

Ok. Jak Web 2.0 wpłynęło na reklamę prawniczą? Diametralnie! Przede wszystkim reklama tradycyjna jest jednorazowa: jedno wyświetlenie w telewizji (i 25,000$ idzie w eter…), jedno wydanie gazety, jedna kampania billboardowa, itd. Reklama w świecie Web 2.0 jest nieograniczona czasowo. Reklama tradycyjna jest droga. Reklama w Web 2.0 – niemal bezpłatna.

Obecnie w USA prawnicy coraz częściej korzystają z zalet, jakie daje prowadzenie bloga (czy video-bloga). Można nawet spotkać się z opinią, że jest to powrót do „starych dobrych czasów”, gdzie o popularności prawnika nie decydowała reklama i ilość wydanych nań pieniędzy, ale fachowość i profesjonalizm świadczonych usług. Owa opinia wynika z faktu, że ideologiczną podstawą e-marketingu prawniczego w świecie Web 2.0 jest edukacja klientów, a więc pokazanie posiadanej wiedzy. Dzięki temu każdy prawnik może się wyróżnić z tłumu swoich konkurentów.

Z tego punktu widzenia, przechodząc na polski grunt, uważam, że tradycyjna reklama doradców podatkowych tak naprawdę wydrąży ich kieszenie. Nie spowoduje ona np. zwiększenia liczby klientów, kosztem biur rachunkowych, czy innych osób, parających się świadczeniem quasi usług doradztwa podatkowego. Tym bardziej, że reklama w formie Web 2.0 jest dostępna nie tylko dla doradców podatkowych, ale dla wszystkich, którzy mają zwykłą ochotę zająć się  choćby rozliczaniem deklaracji podatkowych (np. ja, nie będąc doradcą podatkowym, mam grupę blisko 2500 klientów, których obsługują „moi” doradcy podatkowi).

W mojej opinii, jedynym rozwiązaniem dla tej grupy zawodowej (ale i dla reszty zawodów prawniczych) jest nowoczesny e-marketing prawniczy – reklama w świecie Web 2.0

***

Pisząc ten artykuł w dużej części korzystałem z publikacji How Really Smart Lawyers are Using Video on the Web (to Get More Cases), autorstwa Gerry Oginski’ego.

{ 1 komentarz }

Tym razem w dziale Blogosfera Prawnicza opis jednego z najciekawszych polskich blogów prawniczych: Antitrust In Poland.

Jak sama nazwa wskazuje, głównym tematem tego bloga jest szeroko pojęte prawo ochrony konkurencji (chociaż  nie tylko). Na stronie About autorzy (gdyż jest ich kilku) wskazują, że: Tematyka Antitrust in Poland oscyluje wokół polityki antymonopolowej, ochrony konkurencji, ekonomicznej analizy prawa i codziennych problemów biznesowych.

Kolejne wpisy ukazują się od kilku do kilkunastu razy w miesiącu. Ostatni (z 8 marca 2010) dotyczy orzeczenia amerykańskiego sądu w sprawie zgodności porozumień patentowych z federalnym prawem antytrustowym.

Co jest godne naśladowania:

1. świetny, tj. czytelny, design bloga – blog ten nie przyciąga czytelnika wystrzałowym wyglądem, ale treścią. TREŚCIĄ! Najważniejsza jest zawsze treść. Poza tym blog prawniczy powinien nawiązywać do powagi zawodu, i ten blog właśnie taki jest.

2. wyszukiwarka treści bloga – doskonale ułatwia użytkownikom poruszanie się po blogu (z tego punktu widzenia wydaje mi się, że zbędny jest widget zawierający chmurkę tagów: często czytelnicy nie wiedzą, jak z niej korzystać, a poza tym chmura tagów wprowadza tutaj lekki nieporządek, burząc harmonię strony).

3. specjalizacja – omawiany blog jest skupiony na jednej gałęzi prawa, co daje mu duży „plus” dla maszyny wyszukiwarki i postrzegania jego autorów, jako fachowców w tej dziedzinie. O konieczności specjalizacji (nie tylko blogów, ale również poszczególnych „biznesów” prawniczych) pisałem już tutaj wielokrotnie. Skupienie się na jednej gałęzi prawa powoduje, że blog staje się naszpikowany słowami i frazami kluczowymi. Ich duże zagęszczenie daje Google sygnał, że strona jest wartościowa, a wtedy wyszukiwarka jest bardziej skłonna do wyświetlania strony wyżej w wynikach wyszukiwania. To prowadzi oczywiście do większej ilości klientów.

4. współpraca autorów bloga – omawiany blog prowadzony jest przez czwórkę autorów, na stałe związanych z różnymi firmami prawniczymi (wg mnie jest to wspaniała inicjatywa!). W tej sytuacji wpisy pojawiają się częściej, gdyż nad treścią nie czuwa tylko jedna osoba, jak to jest w większości przypadków. Owa częstotliwość dodatkowo pomaga w pozycjonowaniu bloga. Poza tym w tym blogu wpisy jednego z autorów działają dodatnio na obiegową opinię o pozostałych twórcach tego bloga.

5. możliwość subskrybcji treści (RSS) – subskrybcja (np. za pomocą czytnika Google) pozwala na łatwy dostęp do treści wielu interesujących stron w jednym miejscu.

6. odnośniki do stron firm prawniczych, w których pracują autorzy bloga – o dużym znaczeniu bloga pracowniczego dla pracodawcy pisałem w artykule Blog prawniczy pracownika kancelarii. Mogę tylko dodać, że linki z bloga do poszczególnych stron prawniczych powodują ich lepsze pozycjonowanie w Google.

Co można by zmienić:

1. omawiany blog pisany jest w dwóch językach – wydaje mi się, że taki zabieg nie tylko ogranicza dostępność treści, ale jest zbędny i również nieco szkodliwy. Ogranicza dlatego, że nie każdy zainteresowany będzie mógł przeczytać wszystkie wpisy: jeżeli czytającym jest polak, to zapewne poradzi sobie z tekstem angielskim, jednak przeciwnie – już gorzej. Zatem, skoro tekstu polskiego nie przeczytają wszyscy, to może warto się skupić tylko na wpisach w języku angielskim, tym bardziej, że wysoce specjalistyczny charakter artykułów sugeruje, że blog skierowany jest do specjalistów, którzy w większości przypadków z pewnością znają ten język obcy. Zbędny, gdyż gośćmi bloga są zazwyczaj osoby pochodzenia polskiego, więc pisanie dla nich w obcym języku jest niepotrzebne.  Szkodliwy – ponieważ Google ma problem z identyfikacją treści i ciekawe wpisy w języku angielskim nie będą pojawiały się w wynikach wyszukiwania, jeżeli w polu wyszukiwania fraza kluczowa wpisana była w języku polskim.

2. zamiast sybskrybcji RSS lepiej byłoby dodać możliwość subskrybcji kolejnych artykułów wprost na skrzynkę e-mail, co jest dostępne w systemie WordPress, na bazie którego blog jest zbudowany. Subskrybcja RSS ma tą wadę, że wymaga zaglądania na kolejną stronę Internetową (np. w moim przypadku do czytnika Google), czego się często nie robi. Sybskrybcja do skrzynki e-mail powoduje, że nie ma konieczności odwiedzania dodatkowych stron i w ten sposób żaden nowy wpis w blogu nie umyka uwadze osoby zainteresowanej.

3. subskrybcja komentarzy – warto zastanowić się nad dodaniem funkcji umożliwiającej śledzenie kolejnych komentarzy pod konkretnymi artykułami. Blogi obecnie są miejscem prowadzenia ciekawych dyskusji, które toczą się w komentarzach, i gdzie często jest więcej treści, niż w samym artykule. Zazwyczaj osoby komentujące chętnie wracają do bloga, aby dodać jeszcze swoje 3 grosze, ale do tego muszą wiedzieć, że pod ich komentarzem pojawił się kolejny. To prowadzi oczywiście do większego ruchu na blogu i do lepszej pozycji w wynikach wyszukiwania.

4. linkowanie – artykuły w blogu nie zawierają linków do siebie nawzajem. Linkowanie wewnętrzne ma znaczenie dla pozycjonowania. W ogóle każda strona bloga dobrze, jeżeli zawiera linki, gdyż dzięki temu robot wyszukiwarki nie zatrzymuje się na tej stronie, ale podąża dalej, dzięki czemu dana strona zyskuje na wartości w wynikach wyszukiwania. W omawianym blogu znajdują się czasem linki wychodzące, jednak brak jest – jak wspomniałem – linków wewnętrznych. Dodatkowo linki wewnętrzne służą lepszej nawigacji w blogu.

5. tagowanie – w kodzie strony nie widać tagowania (keywords), pomimo tego, że tagi, jako takie, są widoczne w bocznym pasku bloga. Tagi pomagają opisać wpis w blogu i jeżeli treścią nawiązują do słów i fraz kluczowych, są niezwykle pomocne w pozycjonowaniu.

6. słowa kluczowe w tagach – w opisywanym blogu tagi lepiej pasują do bloku „kategorie” bloga, aniżeli „tagi”. Tagi powinny opisywać dany artykuł, do którego zostały przypisane a tutaj tego nie czynią. Np. Tag Pharma może dotyczyć wielu różnych problemów związanych z przemysłem farmaceutycznym, ale najmniej na myśl przywodzi zagadnienia prawa konkurencji. Również wyszukiwarka nie kojarzy tego tagu z konkurencją, co niekorzystnie wpływa na pozycjonowanie. Znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby na przykład zastosowanie frazy prawo konkurencji w przmyśle farmaceutycznym co od razu jasno wskazuje na przedmiot artykułu. Nie wspominam już o tym, że w tagach powinny być używane słowa i frazy kluczowe, a zatem takie, które są najczęściej przedmiotem wyszukiwania w wyszukiwarkach (można to ustalić dzięki darmowemu narzędziu Google KeywordsTool).

7. słowa kluczowe w jednym języku – w związku z tym, że blog jest dwujęzyczny, jego autorzy również stosują dwujęzyczne tagowanie. W ten sposób dochodzi do tego, że np. powyższy tag Pharma przypisany jest artykułom w języku polskim, co wpływa negatywnie na pozycjonowanie, gdyż Google nie rozpoznaje związku tego tagu z artykułem w języku polskim.

8. powielanie słów kluczowych – idealna sytuacja to taka, kiedy tytuł artykułu zawiera w sobie najczęściej wybierane w Google słowa kluczowe, a potem słowa te są powielane (ale bez przesady!)  w treści artykułu. Zagęszczenie słów i fraz kluczowych ma znaczenie dla wyszukiwarki ponieważ pomaga jej ustalić dokładny przedmiot wpisu w blogu. Np. w tytule artykułu USA: porozumienia patentowe nie naruszają prawa konkurencji znajdują się dwie frazy kluczowe: porozumienia patentowe oraz prawo konkurencji. Potem w treści tego wpisu jedynie raz pojawia się fraza druga. Oczywiście poprawny stylistycznie tekst nie może używać stale tych samych określeń, jednak powtórzenie ich przynajmniej dwukrotnie nie zaburzyłoby jego odbioru a zdecydowanie pomogło w pozycjonowaniu.

9. marketing społecznościowy – w mojej opinii jesteśmy już na takim etapie rozwoju mediów społecznościowych, że warto dodać do każdego wpisu funkcję umożliwiającą szybkie przesyłanie i dzielenie się jego treścią ze znajomymi (np. ShareThis, DodajDo, itp.)

Podsumowując…

Powyższe, to jedynie najważniejsze rzeczy omówione w dużym skrócie. Nie wspomniałem tam o innych narzędziach e-marketingowych, takich jak inteligentny autoresponder, lista mailingowa, utylizacji serwisów społecznościowych (Facebook, Twitter, Wykop, itp.) i grup dyskusyjnych, a także o systemach wymiany artykułów. Przyjąłem bowiem założenie, że autorzy bloga Antitrust in Poland nie są zainteresowani gromadzeniem wokół siebie klientów, ale ich celem jest przedstawienie obecnego stanu oraz zmian w szeroko pojętym prawie ochrony konkurencji na świecie i w Polsce. W tej sytuacji, być może, stosowanie innych narzędzi e-marketingu prawniczego byłoby zbędne (chociaż można by się zastanowić nad stroną bloga w Facebook’u, co od razu poszerzyłoby krąg osób odwiedzających Antitrust in Poland).

Czytając powyższą analizę, można zapewne dojść do wniosku, że cały e-marketing prawniczy sprowadza się jedynie do pozycjonowania bloga w Google. Jednak byłby to wniosek błędny, gdyż jak już wielokrotnie mówiłem, e-marketing w wydaniu XXI wieku to raczej sposób na podążanie za klientem i utrzymywanie z nim głębokiej relacji przez wiele lat, czego nie da się osiągnąć tylko dzięki pozycjonowaniu w wyszukiwarce. Jednak skuteczne wypozycjonowanie bloga to klucz do sukcesu – a raczej do znalezienia potencjalnego klienta i utrzymania go. Poza tym żaden bloger nie pisze bloga dla siebie, to byłoby bez sensu. Dlatego warto postarać się o przemyślenie tego, co i jak się pisze, aby umożliwić innym ludziom dotarcie do tych treści za pomocą wyszukiwarki. Jeżeli w ten sposób nie trafią oni na blog, to w inny będzie im dużo trudniej.

Tymczasem omawiany blog ma zdecydowane trudności w pozycjonowaniu. Przykładem niech będzie tytuł ostatniego wpisu USA: porozumienia patentowe nie naruszają prawa konkurencji, który po wpisaniu do paska wyszukiwarki daje rezultat taki, że link do tekstu tego artykułu (w wynikach wyszukiwania) pojawia się, ale…. w blogu Mikołaja Barczentewicza – domyślam się, że twórcy i pomysłodawcy omawianego obecnie bloga. Natomiast próżno szukać linku do tego tekstu w blogu Antitrust in Poland. Skoro tak jest, to warto przemyśleć jakieś zmiany (choćby wskazane powyżej), które by pomogły blogowi w uzyskaniu lepszego pozycjonowania i pozyskania większej widowni. W przeciwnym razie blog będzie służył jedynie ich autorom, co – w mojej opinii – byłoby dużą stratą, gdyż jest on bardzo wartościowy merytorycznie.

Ogólnie rzecz biorąc blog Antitrust in Poland jest bardzo dobrym blogiem prawniczym (szczególnie doceniam tutaj specjalizację, co niezwykle rzadkie wśród polskiej blogosfery prawniczej), pisanym z pasją i dużym profesjnalizmem (szczególne słowa uznania dla Mikołaja Barczentewicza). Pomimo tego, że autorzy nie korzystają z pełnego wachlarza narzędzi e-marketingowych, blog ten spełnia swój cel, czyli stanowi omówienie zagadnień związanych z prawem konkurencji. Dużą wadą bloga są jednak trudności z pozyskaniu szerszej widowni, co można by zmienić stosując proste, opisane wyżej, sposoby zwiększające jego szanse „w oczach” wyszukiwarek, a także dodając społecznościowe funkcje umożliwiające dzielenie się streścią.

{ 2 komentarze }

Google w e-marketingu prawniczym

przez dnia 11 marca, 2010

Wielokrotnie w tym blogu mówię o wyszukiwarkach, mając na myśli wyłącznie wyszukiwarkę Google. Skąd taki skrót myślowy? Ano stąd, że tylko ta wyszukiwarka ma znaczenie w polskim Internecie. Reszta to skromny margines.

Oto wiarygodne dane firmy Gemius do grudnia 2009 roku:

Widzimy tutaj totalną przewagę Google nad innymi wyszukiwarkami. Dzięki temu mamy ułatwione zadanie i możemy się skupić wyłącznie na badaniu kryteriów ustalania rankingu stron jednej tylko firmy, tj. Google.

W e-marketingu prawniczym pozycjonowanie bloga ma ogromne znaczenie, jednak sama idea tego marketingu nie sprowadza się jedynie do poprawiania sobie miejsca w wynikach wyszukiwania. Jeżeli ktoś tak uważa (a takich firm prawniczych jest wiele), to robi ogromny błąd i mija się z samą istotą tej formy reklamy.

A co jest tą istotą?

Przyciągnąć klienta i zbudować z nim trwałą relację, która będzie owocowała przez lata.

Jednak przyciąganie klienta może mieć swój początek w wynikach wyszukiwania… Google. Dlatego temu tematowi poświęcam wiele miejsca.

{ 0 komentarze }

Nie raz mówiłem o tym, że prawidłowo prowadzony blog ma wielką siłę w kształtowaniu wizerunku prawnika, jako autorytetu w danej dziedzinie. Ja nie uważam siebie za autorytet w dziedzinie międzynarodowego prawa podatkowego, jednak na bazie artykułów mojego bloga PodwójneOpodatkowanie.pl wiele osób uznało mnie za jednego z liderów w tej właśnie materii. Skutkiem tego są wywiady i opinie w prasie ogólnokrajowej, itp. A teraz jeszcze dostałem zaproszenie do udziału w pierwszej edycji Przewodnika po polskich prawnikach. Oto treść zaproszenia:

Szanowny Panie Mecenasie,

NATIONAL LEGAL INSTITUTE, wydawca Przewodnika po polskich prawnikach, monitorując rynek prawniczy w poszukiwaniu specjalistów, na podstawie pozytywnej opinii naszych ekspertów dla Pana działalności zawodowej, chciałby zaprosić Pana do udziału w Przewodniku po Polskich Prawnikach, jako specjalistę w dziedzinie prawa podatkowego.

Naszym celem jest zebranie w jednej publikacji osób wyróżniających się wiedzą i doświadczeniem na rynku usług prawnych. Z tego też względu w każdej specjalizacji w danym regionie wpisujemy tylko 10 osób, których wiedza, doświadczenie i poziom merytoryczny są polecane przez zadowolonych klientów, sędziów lub innych radców prawnych i adwokatów. W naszym Przewodniku znajdą się zatem osoby o zweryfikowanej reputacji zawodowej, zarówno indywidualni specjaliści, jak i prawnicy z dużych warszawskich kancelarii.

Przewodnik, którego pierwsza edycja ukaże się w 2011 r., będzie funkcjonować w dwóch wersjach: papierowej i internetowej. Po publikacji będzie rozsyłany do wielu instytucji, m.in. do redaktorów czasopism biznesowych np. Pulsu Biznesu, Forbes, telewizji oraz do różnych podmiotów gospodarczych i potencjalnych klientów, w tym do 500 największych przedsiębiorstw z listy Rzeczpospolitej.

Podkreślamy, że nasz Przewodnik od 8 do 28 lutego promowany był na łamach Rzeczpospolitej, w szczególności w internetowym wydaniu gazety. Po wydaniu Przewodnika w 2011 r. będziemy promować go na stronach ekonomicznych Rzeczpospolitej, by dotrzeć do klientów kancelarii prawnych i poinformować ich o wyróżniających się specjalistach.

Jeśli Pan Mecenas zdecyduje się na wpis to prześlemy Panu formularz zgłoszeniowy. Koszt wpisu to 500 zł +22% VAT. Kwota ta ma pokryć koszty druku, dystrybucji i promocji Przewodnika.

Nie ukrywamy, że bardzo zależy nam na osobach bardzo dobrych merytorycznie, stąd udział Pana w Przewodniku po polskich prawnikach jako specjalisty z prawa podatkowego.

Zachęcam Pana Mecenasa do zapoznania się ze stroną naszej firmy, gdzie znajdzie Pan więcej informacji: www.przewodnikpoprawnikach.pl

Jeśli Pan Mecenas będzie mieć jakieś pytania to jesteśmy do dyspozycji pod numerem
telefonu: 512 285 348, lub e-mailem: przewodnikpoprawnikach@home.pl

Z poważaniem,

Iwona Kącik
Marketing Manager & Publishing Coordinator
National Legal Institiute Sp. z. o o
Tel. 512 285 348
e-mail:przewodnikpoprawnikach@home.pl
http://www.przewodnikpoprawnikach.pl

Tak właśnie działa blog! Blog zrobi z ciebie eksperta, prawniku! – napisałem kiedyś.

Nawiązując jednak do zaproszenia uważam, że kwota 500 pln netto na taką reklamę jest stratą pieniędzy. Jak zawsze, ten sposób promocji nie różni się niczm od zwykłej wizytówki i zwykłej strony internetowej. Wśród dużej konkurencji w branży każdy musi (powinien) się czymś wyróżnić, aby być dostrzeżonym przez klienta. Takiego efektu nie da profil w nawet najlepszym przewodniku po polskich prawnikach, ponieważ każdy jest taki sam.

{ 0 komentarze }

Jeden z moich znajomych nie tak dawno wyraził swoją opinię na temat konieczności pozycjonowania w Google swojego bloga prawniczego.

Mnie jest to nie potrzebne – uznał.

Zatem po co mu ten blog? Aby zaspokoić swoje ambicje? Aby uciszyć własne sumienie, że nic robi w kierunku rozwinięcia swojej działalności? Przecież blog ten nie ma niemal żadnych odwiedzin i pozostawia wiele do życzenia z punktu widzenia e-marketingu i w ogóle dobrej praktyki prowadzenia bloga. To jest pisanie dla samego siebie. Bez sensu tracony czas.

A tymczasem wystarczy niewielki wysiłek, aby blog był maszynką do przyciągania klientów.

***

Pisząc „pozycjonowanie bloga” nie mam na myśli płacenia za taką usługę – to najgorsze z możliwych rozwiązań. Najlepiej robić to naturalnie, o czym piszę np. tutaj>>

{ 0 komentarze }