Blog pracownika firmy prawniczej

przez dnia 4 marca, 2010

Nie tak dawno temu mówiłem w artykule Blog pracownika kancelarii – korzyść dla obu stron o tym, że pracodawca powinien zezwolić, a nawet wspierać inicjatywę prowadzenia blogów prawniczych przez swoich prawników. Korzyści bowiem wynikają z tego dla obu stron.

Tym razem chcę tylko dodać, po przemyśleniu tego tematu, że swoje stanowisko w tym zakresie nieco zmieniłem. Otóż w mojej opinii, bardzo sensowną i niemal strategiczną decyzją pracodawcy może być – wręcz – nakłanianie do blogowania pracowników – prawników, i służenie im pomocą w tej działalności.

Dlaczego?

Wyśmienity blog pracownika zdecydowanie podniesie rangę i prestiż firmy prawniczej.

Kropka!

Nie tylko blog prowadzony przez samą firmę da jej wymierne korzyści finansowe, ale również blog pracownika, który służy jego dobru i pośrednio również marce firmy prawniczej.

***

Zdaję sobie sprawę z tego, iż niktórzy mogą myśleć,  że mówię tutaj o „gruszkach na wierzbie” 🙂 Ok, może mam nieco wizjonerskie podejście do e-marketingu prawniczego, jednak według mnie już za rok sceptycy spojrzą na moje słowa zupełnie inaczej!

{ 0 komentarze }

Kilka razy wspominałem tutaj o tym, że narzędzia e-marketingowe mogą być doskonale wykorzystywane przez studentów studiów prawniczych, w celu gromadzenia klientów – swoich przyszłych wiernych klientów.

2 marca (2010) w New York Times ukazał się artykuł o studencie prawa z uniwersytetu w Georgetown, który z pasją („… he has an obsession with it …”) obserwuje, i następnie opisuje w swoim blogu, rozprawy toczące się przed amerykańskim Sądem Najwyższym.

Mike Sacks – bo tak brzmi jego imię – postawił sobie jeden cel: chce być pierwszą osobą, która prześle światu informacje o najważniejszych rozprawach sądowych. Jego pasja nie tylko spowodowała, że jest o nim mowa w NY Times, ale również wieści z jego bloga są publikowane w periodyku ABA Journal, poświęconym wiadomościom ze świata szeroko pojętego prawa, oraz innych miejscach. Mike wierzy, że w dłuższym okresie czasu jego działalność przyniesie mu szersze możliwości w zakresie kariery zawodowej oraz, że jego blog ostatecznie pozwoli mu wybić się ponad ogromną konkurencję. Dodaje również, że obecnie studenci studiów prawniczych nie mają wyboru: jeżeli chcą coś znaczyć na rynku pracy – muszą myśleć niekonwencjonalnie.

Mike Sacks, oprócz bloga, nie korzysta z innych narzędzi e-marketingowych. Nie interesuje go gromadzenie klientów, których możliwości finansowe wykorzysta po wejściu do zawodu. Niemniej zwróćcie uwagę na fakt, jaki potencjał marketingowy tkwi w jego blogu. Doskonale prowadzony, przejrzysty i – co najważniejsze – wyspecjalizowany (mający konkretny cel) blog Mike’a daje mu rozgłos nie tylko w USA, ale również dalej (czego dowodem jest to, że o nim piszę a wy czytacie). Dlatego uważam, że w dobie rosnącej konkurencji wśród prawników w naszym kraju, prowadzenie bloga przez studenta studiów prawniczych jest rozsądnym i godnym polecenia rozwiązaniem. Obojętnie, czy zamierza on gromadzić wokół siebie przyszłych klientów, czy też nie, blog pozwoli mu już wcześniej zaistnieć w świecie stosowania prawa przez zbudowanie swojej własnej i unikalnej marki.

***

Na polskim podwórku znalazłem ostatnio bardzo ciekawy blog quasi prawniczy, prowadzony przez studenta Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych Uniwersytetu Warszawskiego, Mikołaja Barczentewicza. Mikołaj ma bardzo szerokie zainteresowania, stąd blog porusza tematy prawno-filozoficzno-ekonomiczno-socjologiczne. Zwrócił on moją uwagę, ponieważ jest to blog niezwykle profesjonalny (i dość już „wiekowy” – świadczy to o otwartości umysłu jego autora), co stanowi wyśmienitą wizytówkę dla tego młodego prawnika, pracującego obecnie w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Mikołaj Barczentewicz jest również twórcą bloga skupionego wokół prawa ochrony konkurencji Antitrust in Poland, któremu poświęcę niebawem osobny artykuł.

{ 1 komentarz }

Kilka dni temu w artykule Wideo w marketingu prawniczym pisałem o tym, że wideo prawnicze buduje ZAUFANIE do prawnika i bezpośrednio prowadzi do większej ilości klientów (dodajmy, że zaufanie jest kluczowym czynnikiem w każdym biznesie, nie tylko prawniczym). Dlaczego tak się dzieje?

Obraz przemawia do nas wieloma kanałami, inaczej niż tekst. Widzimy tutaj nie tylko osobę, ale słyszymy barwę jej głosu, obserwujemy sposób ubierania się, poruszania, mimikę i wszystkie elementy, które odbieramy nieświadomie, i które nazywamy szeroko językiem ciała. W efekcie oglądając wideo nabieramy przekonania – wrażenia – że osobę oglądaną znamy dostatecznie dobrze. Jeżeli wideo to przeglądamy kilkukrotnie, albo zapoznajemy się z kolejnymi odcinkami nagranymi przez tą samą osobę, efekt ten zostaje spotęgowany. A kiedy dodatkowo odpowiada nam charakterystyka i autentyczność osoby oglądanej, to zaczynamy taką osobę darzyć dużą sympatią.

I właśnie tak stajemy się jej klientami…

Jednak, aby wideo prawnicze odniosło ten skutek, musi spełniać kilka warunków, z których najważniejszy to: EDUKACJA. W poprzednim artykule pisałem o tym, że mówienie o sobie w blogu prawniczym prowadzi donikąd. W ten sposób jedynie odepchniemy klientów, zamiast ich przyciągnąć. W zamian powinniśmy ich edukować.

Na czym owa edukacja powinna polegać? Na przekazywaniu wiedzy w przedmiocie własnej specjalizacji. Innymi słowy mówiąc, w każdym wideo należy omawiać poszczególne zagadnienia prawne, z którymi potencjalni klienci mogą mieć problem (jedna wzmianka o sobie samym może zniweczyć całość doskonałego nagrania). W ten sposób pokazujemy, że jesteśmy profesjonalistami i specjalistami w danej materii. Specjalistami (tutaj kłania się konieczność specjalizacji w ramach swojej firmy prawniczej), to znaczy, że w tym temacie mamy dogłębną wiedzę, i że trudno szukać na rynku osoby z podobnym zakresem wiedzy prawniczej.

Konkludując, pokazanie siebie i właściwe edukowanie oglądających wideo, skutkuje faktycznym wzrostem poziomu ich zaufania do prawnika. Takiego efektu nie można osiagnąć w inny sposób, i trudno to zrobić nawet podczas spotkania w cztery oczy.

Tymczasem główną i największą zaletą e-marketingu prawniczego jest to, że najpierw budujemy zaufanie klienta (nawet za pomocą zwykłego bloga pisanego), a potem odbieramy od niego maila albo telefon z PROŚBĄ o wykonanie usługi. Tak to działa…

{ 0 komentarze }

Blog w biznesie prawniczym

przez dnia 1 marca, 2010

Wczoraj rozmawiałem z kolegą z branży prawniczej. Oczywiście zeszliśmy na temat e-marketingu prawniczego. Nie wydawał się jednak zainteresowany tym tematem. W końcu powiedział:

– Wiesz co Rafał, jakoś nie czuję, abym był do tego wewnętrznie przygotowany, a poza tym nie bardzo chce mi się mówić o sobie w blogu.

Jego twierdzenia poddały mi myśl, że niewiele osób w Polsce wie, do czego służą blogi, a już w ogóle, co to jest e-marketing. Potoczne rozumienie bloga w naszym kraju ogranicza się jedynie do tego, że jest to pamiętnik pisany przez nastolatków dla nastolatków.

NIC BARDZIEJ BŁĘDNEGO!!!

Blog, to przede wszystkim narzędzie marketingu, dzięki któremu można rozreklamować (łatwo, szybko i za darmo) każdą rzecz i każdą usługę. Dzięki blogowi można skierować strumień klientów wprost z bloga do firmy. Ludzie – potencjalni klienci – szukając odpowiedzi na swoje wątpliwości w Internecie – wpisują w Google właściwe hasło, po czym „lądują” na blogu firmowym i – po zapoznaniu się z fachowością firmy – zamawiają towar. Tak działa blog, chociaż to bardzo wielki skrót.

To samo dotyczy branży prawniczej. Tak to działa na świecie (w USA są tysiące blogów prawniczych) i tak to działa w przypadku mojego bloga prawniczego PodwójneOpodatkowanie.pl (o czym pisałem już wielokrotnie).

Blogi są dla nastolatków, ale są one również dla innych ludzi. Można dzięki nim pisać opowiadania, albo zarabiać pieniądze. Ja wybrałem ten drugi sposób utylizacji bloga.

Zajmijmy się teraz wypowiedzią mojego kolegi….

” …nie bardzo chce mi się mówić o sobie w blogu”.

No właśnie… Taki sposób prowadzenia bloga gwarantuje, że nikt nie będzie nim zainteresowany. Dlaczego? Ponieważ NIKOGO nie interesuje fakt, kim jesteś, i jakie masz wykształcenie, i jaką aplikację, i jakie szkoły zagraniczne skończyłeś! Być może się z tym nie zgadzasz, ale taka jest prawda. Gdybym miał problem prawny, to jeżeli pomógłby mi mój sąsiad – Jurek, po zawodówce – to bym skorzystał z jego pomocy, niż z pomocy prawnika z wieloletnim stażem za granicą. Dlaczego? Bo mnie nie interesuje kim jest ten, który mi pomaga, ale interesuje mnie skutek. SKUTEK! Jeżeli Jurek mi pomoże, to mi to odpowiada. Potencjalny klient nie chce wiedzieć, jaką szkołę skończyłeś, bo to normalne, że musiałeś skończyć prawo, skoro jesteś prawnikiem. Nie interesują go też inne fakty z twojego życia tak samo, jak ciebie nie interesują fakty z jego życia.

To co nas interesuje? Rozwiązanie naszego problemu prawnego. Zatem w blogu nie możesz mówić o sobie, ale o tym, co wiesz w danej materii. Jeżeli jesteś specjalistą od umów cyw-pr., to wypowiadaj się na ten temat. EDUKUJ gości twojego bloga. Pokaż, że masz wiedzę. Skoro ją masz, to zapewne pomożesz osobie, która właśnie czyta artykuł w twoim blogu. Pamiętaj: EDUKUJ!

Na marginesie… To dlatego strony internetowe kancelarii prawnych, nawet najpiękniejsze, są tak mało skuteczne. One nic nie mówią potencjalnym klientom. Każda jest taka sama, jak takie same są wizytówki prawników.

Mój znajomy powiedział jeszcze…

„…jakoś nie czuję, abym był do tego wewnętrznie przygotowany…”

Ok. Taką wypowiedź zwalam na garb faktu, że nie wie on, czym jest e-marketing prawniczy i blog. Jednak każdy przedsiębiorca (prawnik to też przedsiębiorca, …. biznesmen) powinien brać pod uwagę KAŻDĄ możliwość zwiększenia dochodowości swojego przedsiębiorstwa. Nie chodzi mi o to, że powinien łapać się każdej możliwości zarobienia pieniędzy (bo to też jest błąd), ale o to, że powinien on rozpatrywać, czy dany fakt, okoliczność, informacja, itd.  pomoże mu zwiększyć obroty w firmie. Jeżeli dojdzie do wniosku, że nie, to powinien dać sobie z tym spokój. Ale To dopiero po zweryfikowaniu informacji w tym temacie.

Zatem „czucie” i „wewnętrzne przygotowanie” nie jest właściwą postawą i podstawą podejmowania decyzji w firmie. Prawniczej również. Ok, mój znajomy może uznać, że e-marketing jest mu nie potrzebny. Być może nie jest. Ale taką decyzję powinien podjąć po analizie zagadnienia. Bo być może w toku takiej analizy dojdzie do przekonania, że to jest strzał w dziesiątkę, albo jeszcze wyżej.

***

Wiem, że nikt nas nie uczy prowadzenia biznesu. Szkolimy się wyłącznie w zakresie wiedzy merytorycznej. Ok, to są podstawowe zagadnienia. Jednak ten styl nauki był „na miejscu” wcześniej.  Przecież co innego wiedza merytoryczna, a co innego wiedza o tym, jak kierować firmą. Teraz, kiedy konkurencja rośnie, powinniśmy zacząć postrzegać swoje praktyki, jako biznes, który wymaga rozmyślnego prowadzenia, przy zastosowaniu różnorakich technik i narzędzi. Jednym z tych narzędzi jest właśnie e-marketing.

{ 4 komentarze }

Skoro już jesteśmy w kręgu tworzenia filmów w celach reklamy swoich usług prawniczych, to zapewne wszystkich interesuje to, jaki sprzęt będzie tutaj odpowiedni. Wszak wachlarz jakościowy i cenowy jest tutaj, jak się każdy domyśla, niemal nieograniczony.

Jednym z największych plusów e-marketingu generalnie jest jego niska cena. Czasem nawet może być on darmowy. Nie inaczej jest w przypadku tworzenia video.

W mojej TelewizjiPodatkowej.tv do nagrywania obrazu i dźwięku używałem jednego urządzenia, tj. aparatu cyfrowego Canon PowerShot S2 IS. Nie jest to ani drogi sprzęt (ok. 1.170 zł), ani też bardzo profesjonalny, ale wystarczy, aby zrobić nagranie średniej jakości.

Przy obróbce filmu natomiast korzystałem z programu Pinnacle Studio Ultimate. Jest to program do obróbki amatorskiej, więc również nie jest zbyt zaawansowany, ani drogi (ok. 300 zł).

To w zasadzie cały sprzęt, jaki służył mi do tworzenia kolejnych odcinków Telewizji Podatkowej. Oczywiście można sobie wyobrazić lepsze jakościowo nagrania, niż moje. Niewątpliwie przydałby się mikrofon zewnętrzny oraz lepsze światło. Co prawda pociągnęło by to za sobą dodatkowe koszty, jednak efekt byłby nieco lepszy. Na pewno niebawem „wyposażę się” w te urządzenia, jednak póki co te, z których obecnie korzystam, w zupełności wystarczą.

Oczywiście każdy może od razu wyposażyć swoje biuro w znacznie lepszy sprzęt i wydać nań krocie, jednak pytanie brzmi: do jakiej wysokości będą to wydatki racjonalne.

Pamiętajmy o tym, że jak w całym e-marketingu (również prawniczym) tak i tutaj, Królem jest Treść (Content is the King). Nie forma jest najważniejsza, ale to, co mamy do przekazania. Potencjalny klient szuka odpowiedzi na swoje problemy i wątpliwości, nie interesują go doznania artystyczne wywołane tym, czy innym video. Jest on gotów nawet podpisać cyrograf byleby jego problem został rozwiązany. Z tego punktu widzenia w e-marketingu prawniczym nie powinniśmy dążyć do nadmiernego technicznego profesjonalizmu. Jeżeli treść przekazana w video jest wyśmienita,  to na pewno spełni ono swoje zadanie, natomiast forma ma tutaj zdecydowanie znaczenie drugorzędne.

Pod kątem mojej TelewizjiPodatkowej.tv słyszałem uwagi, że nagrania powinny być bardziej dopracowane. Ok, zgadzam się, ale uwagi te pochodziły tylko od moich znajomych. Natomiast od klientów słyszałem jedynie pozytywne opinie, i nigdy nie słyszałem słów negatywnej krytyki o charakterze technicznym (i merytorycznym również, chyba że wpis video miał charakter bardziej publicystyczny, niż prawniczy).

***

Pisząc ten artykuł nasunęły mi się jeszcze inne tematy dotyczące tworzenia video dla potrzeb e-marketignu prawniczego. Po kolei będziemy tutaj wszystkie omawiać.

{ 0 komentarze }