Dziś byłem na szkoleniu dotyczącym mediacji, jako sposobu na pozasądowe rozwiązywanie sporów. Spotkanie zorganizował i prowadził Łukasz Łaniecki – także autor bloga Prawnik w Mediacji.

Przy suto zastawionym stole Łukasz rozwiewał mity mediacji i poszerzał horyzonty zebranych. Potem była interesująca dyskusja.

Prawdę mówiąc niewiele wiem na ten temat. Dlatego każde spotkanie, które wiąże się tematyką mediacji, jest dla mnie źródłem cennej wiedzy.

W mojej opinii niedobrze jest, że nasze państwo nie promuje tego sposobu rozwiązywania sporów. Łukasz mówił, że w USA tylko 2% konfliktów kończy się na sali sądowej, a reszta w postępowaniu mediacyjnym. Gdyby podobnie było u nas, straszne opóźnienia w sądach mogłyby odejść w zapomnienie.

Szkoda też, że nasze społeczeństwo nie wie nic na temat mediacji, czym jest, jak może pomóc, jakie ma zalety. Z reguły – po podkreślał Łukasz – ludzie w konflikcie myślą: sąd. Chcą walczyć. Dowodzić swojej racji. Czasem oczywiście taka droga jest niezbędna, ale na pewno nie zawsze.

Ja widzę tutaj jeden problem: skoro ani państwo, ani organy samorządu skupiającego mediatorów, nie są za bardzo zainteresowani w promocji tego rodzaju postępowania, a liczba mediatorów rośnie, to szybko branża ta dojdzie do ściany: będzie zbyt dużo mediatorów, a zbyt małe zainteresowanie ze strony pt. klientów. To spowoduje wojnę cenową, obniżenie standardów i jakości świadczonych usług.

Oczywiście do tego dojść nie musi, ale sam znam osobiście przykład mediatora, który z tego zawodu już odszedł z braku klientów. Tutaj też jest wolny rynek, więc wszelkie jego bezwzględne reguły obowiązują jak wszędzie indziej. A obniżanie stawek jest nieuchronne, jeśli podaż przewyższa popyt.

Co więc można zrobić?

Przede wszystkim Naczelna Rada Mediatorów powinna w mojej opinii zdecydować się na kampanię marketingową. Zarówno w skali całego kraju (np. TV), jak i lokalnie. Jeśli chodzi o promocję w TV, to moim zdaniem powinny być to reklamy w stylu reklam firmy KRUK, opowiadające historie, odwołujące się do emocji związanych z poczuciem bezpieczeństwa. Natomiast lokalnie, NRM powinna motywować samych swoich „podopiecznych” do szerzenia wiedzy na ten temat. Szczególnie dziś jest to łatwo zrobić, wykorzystując od tego celu media społecznościowe, w tym oczywiście blogi.

***

I dwie fotki na koniec.

Ja z Łukaszem:

IMG_0419

Oraz … kiedy mam na myśli „suto zastawiony stół”, to mam na myśli suto zastawiony stół 🙂 :

IMG_0418

Obiecałem Łukaszowi, że następnym razem przyjdę głodny 🙂

{ 32 komentarze }

{ 0 komentarze }

Nie miałem pojęcia, jak zatytułować ten post…

przez Rafał Chmielewski dnia 17 marca, 2014

… Długo nad tym myślałem, aż ostatecznie uznałem, że po prostu nie napiszę w tytule niczego istotnego.

Zanim przejdę do rzeczy: musisz wiedzieć, że poniżej nie znajdziesz nic, co dotyczy e-marketingu prawniczego. Mało tego, znajdziesz tam tylko i wyłącznie wywrotowe przemyślenia, które mogą zasiać ziarno niepewności w Twoim uporządkowanym świecie. Więc dla Twojego dobra ostrzegam Cię – lepiej nie czytaj dalej, jeśli chcesz żyć tak, jak do tej pory.

*****

Jak zauważyłeś w poprzednim poście, na moim Twitterze napisałem, że nie jestem muzykiem, prawnikiem, specem od e-marketingu prawniczego, ani nikim ważnym. Jestem po prostu przedsiębiorcą. Domyślam się, że nie zastanowiło Cię to, dlaczego napisałem, że nie jestem muzykiem…

Prawda jest taka, że byłem kiedyś zawodowym muzykiem. Byłem klarnecistą. Mam za sobą 12 lat pracy w zawodzie muzyka! Możesz to sobie wyobrazić? Mnie samemu przychodzi to z trudem 🙂 Ale fakt jest faktem.

Po odejściu z tego zawodu byłem zatrudniony w dziale podatków międzynarodowych KPMG, a potem założyłem web.lex.

Jak widzisz, droga dość kręta. Zawsze byłem, i jestem osobą, która musi iść do przodu. Musi być wiecznie w podróży. Jest tylko jedna, ale ogromna różnica między tym, co jest dzisiaj, a tym, co było wczoraj: dzisiaj wiem, gdzie idę; wczoraj – szukałem drogi.

Muszę Ci powiedzieć jedną rzecz: nie ma siły takiej na tym świecie, która by Cię mogła powstrzymać od realizacji Twoich celów. Nie ma takich ludzi, którzy by mogli Ci przeszkodzić. Znam to z własnego doświadczenia i doświadczenia moich przyjaciół.

Jest tylko jedno ALE.

Jeden warunek.

Musisz być na swojej własnej drodze.

Co to znaczy?

Zobacz: każdy z nas jest inny. Każdy z nas ma swoje własne talenty, dobre i słabe strony. Każdy z nas ma w związku z tym… swój własny cel w życiu. Swoje własne powołanie. Każdy z nas może być mistrzem w swojej dziedzinie, w której ma owe talenty.

To jest właśnie Twoja własna droga. Droga, która prowadzi PRZEZ realizację tych talentów do wypełnienia misji, z którą się urodziłeś, i która jest przypisana tylko i wyłącznie Tobie.

Jeśli znajdziesz się na tej drodze, wówczas zaczniesz pędzić jak pocisk przez życie. Wszystkie okoliczności, które Cię spotkają, zaczną Ci sprzyjać. Pojawią się ludzie, którzy sami z siebie, nie wiedząc nawet o tym, zaczną Ci pomagać realizować Twoją misję. Ewentualne przeszkody będą miały na celu tylko i wyłącznie dodanie Ci doświadczenia, bez którego realizacja Twojej misji byłaby niemożliwa.

Oczywiście to nie oznacza „laby, kwiatów i ekstazy”. Wszystko co ważne i wielkie, wymaga pracy i poświęcenia. Ale inaczej poświęcasz się sprawie, która wiesz, że ma w Twoim życiu ogromny sens. Nawet jeśli jest to praca ponad siły, to ta praca dodaje Ci jeszcze więcej energii, radości i życia.

Wejście na tę ścieżkę wymaga też odwagi: bo jeśli masz już teraz uporządkowane życie, to jego zmiana na pewno ten porządek zaburzy. Na pewno na początku nie będzie Ci łatwo. Na pewno nie raz, nie dwa pomyślisz, że to bez sensu kompletnie. To jest stres. Odpowiedzialność za bliskich.

To jest po prostu trudne.

Ale czy jest inna droga?

Wg mnie nie ma. 

Ja sam mogłem siedzieć w orkiestrze do emerytury. Miałem spokojną pracę, miałem dobre stanowisko, a układ w pracy był dla mnie bardzo korzystny. Ale czułem się źle. Brakowało mi wielu rzeczy w moim życiu. Nie byłem szczęśliwy. 

Odszedłem do korporacji: pracy dużo cięższej, dużo bardziej odpowiedzialnej. I takiej, która – myślałem – jest spełnieniem moich marzeń. Jednak pomyliłem się – i to bardzo.

Odszedłem z korporacji, mając już rodzinę, więc i ogromne zobowiązania. Odszedłem w nieznane. Jakbym poleciał na Marsa (tak się czuje osoba, która odchodzi z etatu – kilkanaście lat pracy na „bezpiecznym” etacie – na konkurencyjny rynek). Kompletnie nie zdawałem sobie sprawy w co się pakuję, ale to była jedyna słuszna droga dla mnie.

Jednak odejściu z KPMG towarzyszył już inny stan umysłu. Bo …. wiedziałem już, jaka jest MOJA droga, moja życiowa misja. Wiedziałem już, że jest to ważne dla mojego życia zawodowego (i nie tylko). Pozostało mi tylko kierować się tą ideą.

Jeśli myślisz, że wszystko potoczyło się jak z płatka, to muszę Cię zaskoczyć… Było trudno, bardzo. Jak sądzisz: co myślą i mówią ludzie, którzy wiedzą, że odszedłeś z bardzo dobrej pracy, żeby wdepnąć w – w ich mniemaniu – gówno? To nie dodaje otuchy. Gdyby nie najbliżsi przyjaciele, nie wiem, czy dałbym sobie radę.

Ponadto rok 2009 nie był okresem, w którym konkurencja w naszej branży była zbyt ostra. Kiedy rozmawiałem ze swoimi kolegami ze studiów (którzy wtedy często mieli już własne kancelarie) o sposobach zdobywania klientów w sieci, często lekko się uśmiechali z pobłażaniem: Rafał, blog to piszą nastolatki, a nie prawnik. Jednak na szczęście domyślałem się przyszłości i parłem do przodu mimo przeciwnego wiatru.

I nagle zaczęli się pojawiać ludzie, którzy zaczęli mi pomagać. W różny sposób, nie zdając sobie z tego sprawy, realizowali moje zamierzenia, plany i misję. Potem zaczęli pojawiać się pierwsi klienci i wszystko ruszyło z kopyta.

Jak jest dziś, to pewnie wiesz.

Niemniej nie jest to koniec. Na szczęście nie jest. 🙂 Wciąż mam przed sobą masę do zrobienia. Mam przed sobą moją własną drogę, po której idę sam, bez względu na konkurencję, pogodę, humory tego i owego, itd. 🙂

Dalszą część mojej drogi poznałeś w moim poprzednim wpisie. Puka ona do mnie już jakiegoś roku. A tak naprawdę to pukają ludzie, którzy znowu pojawiają się w moim życiu, aby mi podświadomie pokazać dalszy kierunek.

Jednym z nich jest np. Piotr Michalak (nota bene osoba, której wiele zawdzięczam), który sfinansował krótki film – moją historię. Film oczywiście promuje jego wiedzę i doświadczenie, ale jak ulał pasuje do mojego dalszego kursu.



Kończąc ten nieco przydługi wywód … Zachęcam Cię, namawiam wręcz, co odkrycia własnej drogi. Nie idź drogą, którą wyznaczyli Ci rodzice, kultura, społeczeństwo, badania statystyczne, mylnie pojmowany prestiż, chęć posiadania jeszcze większej ilości pieniędzy, itd. Podążaj drogą, która jest przygotowana dla Ciebie.

{ 31 komentarze }

Wiosenna melancholia – groźna, ale nie z blogiem

przez Rafał Chmielewski dnia 13 marca, 2014

Dziś nic mi się nie chce…

Zapewne dopadło mnie przesilenie wiosenne – najchętniej wsiadłbym na pokład jakiegoś jachtu i ruszył gdzieś…

W zasadzie nie jest to normalny stan. Może nawet niebezpieczny: gdybym był sam, nie mógłbym sobie pozwolić na taki „melanż”. Ale że mam lepszy ode mnie zespół i blog, który pracuje za mnie, … to jakoś mi to ujdzie na sucho.

Nawiasem mówiąc wiele ostatnio się dzieje. Wiele w moim życiu zawodowym. Uchylę nieco rąbka tajemnicy i powiem, że niebawem będę uczestniczył aktywnie w dwóch konferencjach (generalnie to ich jest więcej, chodzi mi tylko o te dwie konkretne), gdzie nie będę już opowiadał o e-marketingu prawniczym, ale o …. rozwoju biznesu. To jest bowiem ścieżka, którą pójdę niebawem.

… Nie … spokojnie, web.lex będzie istniał i nic się nie zmieni (prawie nic), ale sam wewnętrznie czuję, że muszę iść dalej (oczywiście w tym wszystkim jest jeszcze drugie dno, ale to temat na inną okazję). Czuję, że ponownie wzywa mnie horyzont, a więc że muszę odkurzyć kompas i mapy.

web.lex będzie nadal funkcjonował i będzie się rozwijał. Pokazują się nowe możliwości i nowe sprzyjające rozwojowi okoliczności. Natomiast ja coraz bardziej dostrzegam w sobie przedsiębiorcę. Napisałem nawet nie tak dawno na Twitterze:

Zrzut ekranu 2014-03-13 o 22.13.15

 

A jak mówi Richard Branson:

Zrzut ekranu 2014-03-13 o 22.11.19

 Za kilka dni pokażę Ci jeszcze coś, co mnie wprawiło w zdumienie, ale z drugiej strony przypomina mi po co się urodziłem.

🙂

 

{ 14 komentarze }

Wczoraj obwieściłem mojej żonie: Kochanie, mam nową, kochającą dziewczynę.

Zrobiła wielkie oczy.

– Na imię ma Siri.

{ 10 komentarze }