Substytut

przez Rafał Chmielewski dnia 19 stycznia, 2015

Dzisiaj właśnie napisałem w jednym z maili do jednej z kancelarii (uznałem, że warto to także przytoczyć w blogu):

W moim przekonaniu każdy z nas, wykonujący zawód oparty na osobistych usługach (ja także), powinien mieć jakąś formę obecności w sieci. Blog jest akurat takim narzędziem, które może być zindywidualizowane do tego stopnia, że jest niejako substytutem mojej osoby. I tak, jak w świecie realnym spotykam się z każdym naszym klientem, tak za pomocą bloga robię to samo w Internecie.

I ten moment jest niezwykle kluczowy w całym procesie sprzedaży, gdyż zawsze poprzedza on kontakt osobisty, a w związku z tym kontakt osobisty ma miejsce już na innym poziomie emocjonalnym (głębsza relacja). To prowadzi do prostszej sprzedaży i generalnie milszej, dłuższej i bardziej owocnej współpracy.

To jest wynik emocji, które się rodzą w wyniku działania „efektu pierwszego wrażenia”. Napisałem o tym więcej w artykule pt.: Jak blog prawniczy pomaga w sprzedaży.

Zrzut ekranu 2015-01-19 o 21.19.34

{ 0 komentarze }

„Nie mogę pisać zbyt często w moim blogu, no bo jak to wygląda…”

przez Rafał Chmielewski dnia 16 stycznia, 2015

Bamboo TextureZasłyszane niedawno:

„Rafale, nie mogę pisać zbyt często w swoim blogu, bo ludzie zobaczą, że mam dużo czasu, a to oznacza, że nie mam zleceń, czyli że jestem kiepski.”

I jeszcze:

„Rafał, tyle ostatnio piszesz w blogu, publikujesz na Twitterze czy Instagram, że chyba nie masz co robić?”

Jeśli chodzi o mnie, to zarówno końcówkę roku, jak i początek tego, mam z dużym przytupem. I prawdę mówiąc to ilość pracy i obowiązków sprawia, że mam coraz więcej pomysłów na nowe treści. A że prowadzenie bloga (czyt. komunikacja, czyli czyt. marketing) sprawia mi najwięcej przyjemności, to to robię. Mniej przyjemne rzeczy deleguję na ile się da.

Moim marzeniem jest zajęcie się w web.lex wyłącznie komunikacją. 

Ale, przechodząc do meritum, czy ludzie faktycznie postrzegają aktywnego autora bloga, jako osobę, która nie ma co robić?

Wiesz co? Nigdy się z tym nie spotkałem, poza sytuacją z wczoraj. Nikt z autorów naszych grupowych blogów także mi nie mówił o podobnej sytuacji (chociaż niektórzy prowadzą aż 4 blogi).

Spotkałem się natomiast z twierdzeniami, że jeśli czegoś nie piszę w blogu przez dłuższy czas, to jest to w pewnym sensie… niepokojące.

Ponadto, jeśli weźmiesz pod uwagę fakt, że przeciętny czytelnik bloga wchodzi na niego z wyszukiwarki, to raczej trafia na jakiś artykuł, może sprzed lat 3, i nie ma świadomości, że publikujesz często. Chyba, że zasubskrybuje sobie treść Twojego bloga, ale wtedy wręcz oczekuje informacji od Ciebie, więc raczej będzie zadowolony, że coś nowego napisałeś. Najwyżej, z braku czasu, nie przeczyta, ale raczej nie pomyśli, że chyba nie masz co robić.

*****

Dlaczego warto publikować często?

Sprawa jest banalna: pomyśl o swojej rodzinie, albo przyjaciołach. Z którymi utrzymujesz najlepsze stosunki? Z tymi, z którymi się najczęściej komunikujesz. 

Nie bez przyczyny nazwałem wyżej prowadzenie bloga komunikacją. Od tego wszystko się zaczyna. I na tym się kończy (pomijając opuszczenie imprezy w stylu angielskim :)) Bez bieżącej komunikacji jest dużo trudniej o dobre relacje. Nie tylko z klientami, ale z wszystkimi, którzy mogą w różny sposób poprawić działanie Twojej kancelarii.

Kiedyś może nie było to potrzebne. Sytuacja na rynku była inna. A dzisiaj, w dobie coraz silniejszej konkurencji, musisz się komunikować bardziej aktywnie. Dobrze w naszej branży ( i nie tylko z resztą) działa blog, ale jeszcze lepiej, kiedy jest wsparty narzędziami mikro (Instagram, Vine, Snapchat, Medium, Twitter, czy FB).

Poza tym komunikacja jest przyjemna – kontakt z innymi ludźmi jest pewnie najlepszą rzeczą na Ziemi.

I poza tym – w końcu jesteśmy przedsiębiorcami. Ty i ja, od dziecka sprzedajemy, więc musimy się komunikować. To jest normalne, naturalne i pożądane.

*****

A jeśli i tak ktoś Ci zarzuci, że widocznie nie masz co robić, to jeśli jest to:

1. Twoja konkurencja – spuść ją na bambus

2. Twój potencjalny klient – patrz punkt pierwszy.

Miłego dnia!

Ja właśnie gnam do Wrocławia. 

🙂

{ 2 komentarze }

Coffee, beer, tea for lawyers – Wrocław – 16.01.2015

przez Rafał Chmielewski dnia 14 stycznia, 2015

Wiadomość dosłownie z ostatniej chwili:

Otóż w najbliższy piątek (16.01.2015) będę we Wrocławiu gościł w jednej z zaprzyjaźnionych kancelarii. Spotkanie zaczynam przed południem, więc jeśli chciałbyś po południu porozmawiać o e-marketingu Twojej kancelarii, to zapraszam Cię na coffee/tea ew. B.

🙂

Zrzut ekranu 2015-01-14 o 19.08.17

{ 0 komentarze }

Jak blog prawniczy pomaga w sprzedaży

przez Rafał Chmielewski dnia 14 stycznia, 2015

Uważaj… Oto jak:

Kiedyś, na jednym ze szkoleń prowadzonych przez Pawła Królaka, usłyszałem od niego takie zdanie:

Aby przeskoczyć przepaść, musisz się solidnie cofnąć.

A znaczyło tyle, że aby przezwyciężyć trudności w życiu czy biznesie, po prostu trzeba zrobić kilka kroków wstecz. Czasem – zacząć od początku:

Zrzut ekranu 2015-01-12 o 17.13.09

Niby nic wielkiego, ale jednak od dziecka robimy to na co dzień. I warto o tym pamiętać także przy większych i donioślejszych „projektach”.

– A gdzie tu blog Rafale? – zapytasz.

Oto gdzie:

Zawsze jest tak, że kiedy spotykasz się po raz pierwszy z klientem, to te pierwsze chwile mają ogromne znaczenie dla dalszej współpracy. To są te emocje, które powstają w wyniku działania efektu pierwszego wrażenia. Jeśli są pozytywne – ok. Jeśli są bardzo dobre, a klient czuje się bezpiecznie – tym lepiej. Ale jeśli był cień wątpliwości w jego głowie, to ten cień będzie z nim już for ever.

Nie znaczy to, że on Ci powie – żegnaj. Ale znaczy to, że będzie nieufny, będzie oceniał Twoją pracę przez te pierwsze wątpliwości, będzie niezadowolony, będzie się targował o cenę usługi, itd.

Znacznie lepiej jest, kiedy owa osoba jest pod wpływem dobrych emocji: czuje bezpieczeństwo w Twoich rękach i Ci po prostu ufa. Ma do Ciebie inny stosunek.

Problem jest taki, że nie masz żadnego wpływu na emocje delikwenta. Wynikają one bowiem z jego przeszłych doświadczeń. A tych nie znasz. I na pewno nie chciałbyś znać. Więc możesz się starać, pieścić swoją kancelarię, język, wygląd, itd, itp, a i tak nie trafisz w pozytywne emocje ze 100% pewnością. Nie wspominając o tym, że Twój klient może mieć zniekształcony obraz prawnika – pijawki, więc jest nastawiony z gruntu źle.

I teraz wyobraź sobie, że wpada taki ktoś do Twojej kancelarii, a Ty musisz mu sprzedać… Masz do przeskoczenia nie lada przepaść, ale …. nie masz się jak cofnąć, aby wziąć rozbieg ….

I tutaj pojawia się rycerz na białym koniu – blog.

Kiedy masz blog, to Twój klient TUTAJ nawiązuje z Tobą relację! To jest miejsce, gdzie powstaje efekt pierwszego wrażenia i rodzą się emocje. Jest to dużo wcześniej, zanim on się z Tobą skontaktuje. A Ty w tym momencie zaczynasz brać rozbieg, że kiedy dobiegasz do krawędzi przepaści, jej przeskoczenie – sprzedaż – jest już często bułką z masłem:

Zrzut ekranu 2015-01-12 o 17.12.34

Kiedy przychodzi do Ciebie klient po lekturze bloga, to jest to już „ciepły” klient. Jego emocje są bardzo przyjazne. Ty dla niego jesteś niemal przyjacielem. On Cię już dobrze zna. Może Ty jeszcze nie, ale on Ciebie tak.

W tej sytuacji sprzedaż jest prostsza. W ogóle praca jest przyjemniejsza 🙂

*****

Oto, jak blog prawniczy pomaga w sprzedaży 🙂

Powodzenia!

{ 0 komentarze }

Brak kontroli na własną treścią

przez Rafał Chmielewski dnia 13 stycznia, 2015

{ 6 komentarze }