Im merytorycznie głębszy blog prawniczy, tym gorzej

przez Rafał Chmielewski dnia 19 lutego, 2014

Chodzi mi o to, że:

  • zazwyczaj chcemy w blogu pokazać, jacy jesteśmy doświadczeni i mądrzy
  • w ten sposób chcemy zostać zauważeni, chcemy aby nasz blog został zauważony
  • myślimy, że im więcej napiszemy, im dokładniej, im więcej szczegółów napiszemy, tym osiągniemy lepszy efekt

Ale:

  • to Cię zaprowadzi donikąd
  • bo witryn z tego rodzaju wiedzą już jest dużo i będzie jeszcze więcej
  • bo ludzie nie rozumieją co piszesz
  • idą gdzie indziej poszukać większej ilości informacji, albo bardziej zrozumiałej informacji

W efekcie:

  • stoisz w miejscu
  • bo się nie wyróżniasz
  • nie budujesz relacji
  • a niektórych nawet odpychasz.

Jednak:

  • nie chodzi mi o to, aby bawić w blogu prawniczym
  • aby się przymilać
  • aby pokazywać, jaki to ja jestem sympatyczny
  • aby być Matką Teresą

Blog prawniczy musi być merytoryczny, bo taki jest jego cel. Strategia e-marketingowa musi być merytoryczna. Ale chodzi o to, aby tę merytorykę ubrać we właściwe słowa.

{ 4 komentarze }

KOT w blogu prawniczym

przez Rafał Chmielewski dnia 18 lutego, 2014

A… pomyślałem, że to fajne jest: dziś światowy – podobno – Dzień Kota. I w związku z tym na dwóch naszych web.lex’owych blogach pojawiły się KOTY w roli głównej: kot w Umowie z deweloperem, oraz kot w Nasze moje twoje.

🙂

{ 0 komentarze }

Beer, coffee, tea for Bloggers – Lublin

przez Rafał Chmielewski dnia 14 lutego, 2014

W tym miesiącu, a dokładnie 28 lutego, będę z wizytą w LUBLINIE, u jednej z naszych Grupowych kancelarii.

Będę miał trochę wolnego czasu więc zapraszam Cię na kawę, jeśli masz ochotę na dyskusję na temat e-marketingu w Twojej kancelarii.

🙂

******

web.lex powoli zajmuje obszar naszego całego „umiłowanego kraju”. Tam, gdzie nie ma jeszcze „naszych” kancelarii, to: Olsztyn (chociaż w Północno-wschodniej Polsce mamy swój przyczółek :)), Rzeszów, Kołobrzeg, Szczytno. A tam gdzie są, to: Warszawa, Trójmiasto, Szczecin, Poznań, Wrocław, Kraków – Katowice i okolice, Sandomierz, Skarżysko Kamienna, Augustów, Bielsko Biała, Toruń i Bydgoszcz.

{ 2 komentarze }

Dorota Hołubiec: Zarządzanie Kancelarią Prawną

przez Rafał Chmielewski dnia 12 lutego, 2014

Zarzadzanie-kancelaria-prawna-100-najwazniejszych-pytan-jak-robic-to-skutecznie_Dorota,images_product,21,978-83-264-0185-5Powiem wprost: Wydawnictwo Wolters Kluwer zwróciło się do mnie z prośbą o recenzję jednej z jego pozycji. Recenzję w blogu rzecz jasna.

Hm, ale przecież nie będę oceniał prawniczej merytoryki: kompletnie nie czuję się w tym zakresie, jak się domyślasz, kompetentny… 🙂

Jest jednak w bogatej ofercie Wydawnictwa pewna pozycja, którą lubię, i do której naprawdę w miarę często zaglądam… Mało tego: zabieram ją nawet na każde moje szkolenie (gdzie cytuję jeden z doskonałych fragmentów tej książki)!

Mówię tutaj o książce pani Doroty Hołubiec, zatytułowanej Zarządzanie Kancelarią Prawną. 100 najważniejszych pytań, jak to robić skutecznie.

Zakupiłem tę książkę już jakiś czas temu, gdyż jej temat pokrywa się w części z przedmiotem tego bloga. Byłem więc ciekaw, na ile autorka zajmuje się w niej problematyką e-marketingu prawniczego. Tym bardziej, że ze spisu treści wiedziałem, że porusza ona zagadnienie Web 2.0 oraz budowy prawniczych stron internetowych.

Okazało się jednak, że …. pomimo tego, iż książka ta nie dotyczy zagadnień, jakich oczekiwałem, (przynajmniej w takim zakresie, w jakim czynię to na łamach tego bloga), to jednak porusza ona wiele istotnych zagadnień, w związku z którymi narzędzia e-marketingowe mogłyby z powodzeniem znaleźć zastosowanie. Mam tutaj na myśli przede wszystkim sferę Customer Service, umiejętność nawiązania i pogłębiania relacji z klientem, komunikację, no i marketing (tradycyjny) kancelarii. A są to bardzo, BARDZO ważne obszary działania kancelarii, jako przedsiębiorstwa, których efektywność w dzisiejszym świecie można znacząco podnieść chociażby za pomocą dobrego bloga prawniczego.

A o czym jeszcze mówi „nasza pozycja”? Między innymi o technice pisania ofert, o zarządzaniu czasem, o sprzedaży – uwaga – usług jako produktów, o strategii biznesowej, o tym, dlaczego partner powinien być liderem, o motywowaniu pracowników, o narzędziach CRM, o współpracy z dziennikarzami, i jeszcze wielu, wielu innych ważnych rzeczach.

Uważam zatem tę pozycję za wartościową i godną polecenia. Myślę, że w dzisiejszym świecie każdy prowadzący swoją kancelarię prawnik powinien do niej sięgnąć. Bez względu na to, czy jest mała, czy większa kancelaria.

*****

A wiesz, który z fragmentów cytuję podczas moich szkoleń e-marketingowych?

Fragment, który opisuje problem emocji rodzących się podczas tzw. efektu pierwszego wrażenia. Cytuję go uczestnikom szkoleń, gdyż jest on tak dobry, że sam lepiej bym tego nie wyjaśnił.

Nawiasem mówiąc, musisz wiedzieć, że z tym problemem doskonale radzi sobie dobrze prowadzony blog prawniczy, który w chwili pierwszego kontaktu potencjalnego klienta z prawnikiem może odpowiednio modulować jego (klienta) emocje i prowadzić do stanu, w którym przy pierwszym fizycznym kontakcie z prawnikiem, klient ma już ustalone emocje. I co ważniejsze, emocje pozytywne.

„7 rzeczy zanim zaczniesz przygodę z blogiem prawniczym” – krótki poradnik

 

Zostaw mi swój adres e-mail. Przyślę Ci link do ściągnięcia Poradnika dotyczącego Bloga prawniczego, a dodatkowo otrzymasz wiele dokładnych informacji na ten temat! [Pobrało – 642 osoby]


Wpisz adres e-mail:

{ 5 komentarze }

Dlaczego, dlaczego, dlaczego….

W zasadzie to nie jest artykuł o tym, jaki przycisk wcisnąć, aby osiągnąć sukces w prowadzeniu bloga prawniczego. Nie powiem Ci: zrób A, będziesz miał B. To jest natomiast wpis o czymś znacznie bardziej fundamentalnym. O czymś, czego zrozumienie daje możliwość samodzielnej kreacji przycisków, dających potem sukces.

Do teraz słysząc content, mieliśmy na myśli treść. Jeśli chodzi o blog prawniczy, to myśleliśmy wyłącznie o treści. Słysząc zaś słynne content is king, próbowaliśmy dawać w blogach jak najlepszą treść. Po co? Aby się wyróżnić… Pokazać własne doświadczenie, wiedzę, aby zdobyć zaufanie klientów, itd….

W zasadzie jest to NIC INNEGO, jak to, co robimy w świecie rzeczywistym. Jak to, co drukujemy na folderach, wizytówkach, i wszędzie indziej.

Jednak z tego rodzaju podejściem do kształtowania wizerunku wiąże się DZISIAJ wiele problemów. Wymieniam kilka z brzegu:

  • dzisiaj tę samą treść można znaleźć na wielu witrynach. Jeśli nie jest taka sama, to bardzo podobna. I będzie jej jeszcze więcej. Zatem pokazywanie swojej experiencji nie powoduje, że się wyróżniamy. Wręcz przeciwnie – giniemy z masie tej samej treści.
  • jak pisałem kilka dni temu, tego rodzaju treść nie kształtuje koniecznego nam kontekstu. Jesteśmy wszyscy identyczni, jak w znanej wszystkim Orwelowskiej powieści. Więc również się nie wyróżniamy w ten sposób. Co więcej, przez to wydajemy się sztuczni, niedostępni, obcy. Ludzie nas, najnormalniej w świecie, nie lubią.
  • taka treść jest niezrozumiała dla odbiorcy. On nie jest przygotowany na taką wiedzę. Im bardziej starasz się być profesjonalny, tym mniej cię rozumieją. Im „lepszy” content, tym gorzej dla Ciebie.
  • idąc tą ścieżką…. im bardziej pokazujesz, jaką masz wiedzę i doświadczenie, tym ludzie bardziej Cię omijają, nie rozumiejąc, o co chodzi. A pamiętaj, że mówimy o sieci, gdzie niezwykle łatwo usunąć się sprzed oblicza contentu, który usiłuje być kingiem. Ludzie nie czytają treści, których nie rozumieją. Po prostu.

… i jeszcze pewnie bym znalazł kilka dodatkowych, ale negatywnych skutków takiego „profesjonalnego” contentu.

Taka treść jednak była w cenie. BYŁA. Kilka lat temu… Kiedy ja zaczynałem swój blog Podwójne Opodatkowanie.pl w 2008 roku, to wówczas można było sobie takie treści tworzyć. Meritum było wówczas sieci bardzo mało i liczyła się każda inicjatywa. Ale dziś mamy inny świat. Nie możemy więc zachowywać się tak, jak nasi przodkowie 🙂

– Nie rozumiem… – powiesz. – Przecież tylko tak pokazuję i mogę pokazać to, że mam doświadczenie. Że warto ze mną współpracować.

Oczywiście, że tak! Tylko w ten sposób możesz przyciągnąć uwagę do siebie. Ale …. w ten sposób, tej uwagi nie utrzymasz. Na samej uwadze nie zarabiasz pieniędzy. Potrzebujesz czegoś więcej. Potrzebujesz esencji, mięsa, które wypełni szkielet stworzony z Twojej wiedzy i doświadczenia.

– A jak mam to zrobić? – zapytasz…

Zobacz… pokażę Ci na przykładzie pewnej firmy, która odniosła niebywały sukces w…. sprzedaży butów przez internet. Nazywa się Zappos.

Jeśli sądzisz, że nie ma analogii między Zapposem a kancelarią prawną, to zaraz zobaczysz dlaczego jest odwrotnie.

Widzisz …. z Zappos’em jest dziwnie… Bo to nie jest firma, która sprzedaje buty…. No, w zasadzie sprzedaje, jak już powiedziałem, ale sprzedaż tego asortymentu jest, można powiedzieć, dodatkiem do tego, co ta firma naprawdę sprzedaje.

A co sprzedaje?

Zdziwisz się….

Szczęście.

Jak?

Przez najlepszą na Ziemi obsługę klienta.

Ale nie zawsze tak było. Na początku Zappos sprzedawał buty… Tony Hsieh, jeden z twórców potęgi Zappos, tak opisał ewolucję firmy w swojej książce:

In 2009, we expanded our vision and purpose to a simple statement:

Zappos is about delivering happines to the world.

It’s been interesting to look at the evolution of the Zappos brand promise over the years:

1999 – Largest Selection of Shoes

2003 – Customer Service

2005 – Culture and Core Values as our platform

2007 – Personal Emotional Connection

2009 – Delivering Happiness

Jeśli prześledzisz historię firmy Zappos, to zobaczysz, jak duże skoki w rozwoju powodowało pięcie się po drabinie kolejnych wartości, które stawały się coraz bardziej ogólne. Tak naprawdę buty przestały mieć znaczenie. Znaczenia nabrały wartości, przekazywane przez firmę, a więc i pracowników, swoim klientom.

Kiedy Zappos sprzedawało buty przez internet, było zwykłym sprzedawcą, jakich było, jest i będzie wielu. Kiedy zaczęło skupiać się nie na produkcie, ale na wartościach przenoszonych na klientów, wyrwało się tłumu i ruszyło do przodu. Ale buty przecież Zappos sprzedaje stale…. Jednak nie liczą się tutaj buty, ale całe tło doświadczenia, które ma klient w jakimkolwiek kontakcie z firmą.

Przenosząc to na nasz grunt: Ty również sprzedajesz produkt, w postaci usługi. To są Twoje buty, które sprzedajesz, jak Zappos, klientowi. Ale jeśli tylko zachwalasz te buty, a więc pokazujesz, jakie masz doświadczenie i wiedzę, czyli jeśli pokazujesz, że Twoje buty są naprawdę solidne, trwałe, można im zaufać, to wciąż jesteś na początkowym etapie rozwoju. Takim, na jakim Zappos był w 1999 roku.

Bez skupienia się na wartościach, na wyższych celach, i bez umiejętności pokazania tych wartości np. w blogu prawniczym, wciąż będziesz na początku drogi. Na tym etapie wciąż jest cała nasza branża (pisałem o tym kilka tygodni temu).

Zatem… content – TAK, ale już nie w formie zachwalania produktu czy usługi (zachwalania siebie), ale w formie umiejętnego pokazywania głębi, która za tym wszystkim stoi. A dokładniej: stoi za Tobą.

Teraz … masz wybór: od Ciebie zależy droga. Być może uważasz, że to są dyrdymały – dla mnie jest to całkowicie w porządku. Ja natomiast jestem innego zdania. Tak zbudowałem web.lex i widzę, jak się rozwija. Tak zbudowano wiele innych firm, które sobie doskonale radzą mimo zawieruchy pseudo kryzysu.

Tę filozofię prowadzenia biznesu przyjmują także kancelarie, które są w naszej Grupie, gdzie mam niebywały zaszczyt obserwować z przyjemnością ich rozwój.

Stara definicja contentu odeszła już w niepamięć – mamy nowy świat, nowe możliwości, nową sytuację na rynku. Do tego NOWEGO powinniśmy dopasować nasze działania.

{ 7 komentarze }