Dlaczego, dlaczego, dlaczego….
W zasadzie to nie jest artykuł o tym, jaki przycisk wcisnąć, aby osiągnąć sukces w prowadzeniu bloga prawniczego. Nie powiem Ci: zrób A, będziesz miał B. To jest natomiast wpis o czymś znacznie bardziej fundamentalnym. O czymś, czego zrozumienie daje możliwość samodzielnej kreacji przycisków, dających potem sukces.
Do teraz słysząc content, mieliśmy na myśli treść. Jeśli chodzi o blog prawniczy, to myśleliśmy wyłącznie o treści. Słysząc zaś słynne content is king, próbowaliśmy dawać w blogach jak najlepszą treść. Po co? Aby się wyróżnić… Pokazać własne doświadczenie, wiedzę, aby zdobyć zaufanie klientów, itd….
W zasadzie jest to NIC INNEGO, jak to, co robimy w świecie rzeczywistym. Jak to, co drukujemy na folderach, wizytówkach, i wszędzie indziej.
Jednak z tego rodzaju podejściem do kształtowania wizerunku wiąże się DZISIAJ wiele problemów. Wymieniam kilka z brzegu:
- dzisiaj tę samą treść można znaleźć na wielu witrynach. Jeśli nie jest taka sama, to bardzo podobna. I będzie jej jeszcze więcej. Zatem pokazywanie swojej experiencji nie powoduje, że się wyróżniamy. Wręcz przeciwnie – giniemy z masie tej samej treści.
- jak pisałem kilka dni temu, tego rodzaju treść nie kształtuje koniecznego nam kontekstu. Jesteśmy wszyscy identyczni, jak w znanej wszystkim Orwelowskiej powieści. Więc również się nie wyróżniamy w ten sposób. Co więcej, przez to wydajemy się sztuczni, niedostępni, obcy. Ludzie nas, najnormalniej w świecie, nie lubią.
- taka treść jest niezrozumiała dla odbiorcy. On nie jest przygotowany na taką wiedzę. Im bardziej starasz się być profesjonalny, tym mniej cię rozumieją. Im „lepszy” content, tym gorzej dla Ciebie.
- idąc tą ścieżką…. im bardziej pokazujesz, jaką masz wiedzę i doświadczenie, tym ludzie bardziej Cię omijają, nie rozumiejąc, o co chodzi. A pamiętaj, że mówimy o sieci, gdzie niezwykle łatwo usunąć się sprzed oblicza contentu, który usiłuje być kingiem. Ludzie nie czytają treści, których nie rozumieją. Po prostu.
… i jeszcze pewnie bym znalazł kilka dodatkowych, ale negatywnych skutków takiego „profesjonalnego” contentu.
Taka treść jednak była w cenie. BYŁA. Kilka lat temu… Kiedy ja zaczynałem swój blog Podwójne Opodatkowanie.pl w 2008 roku, to wówczas można było sobie takie treści tworzyć. Meritum było wówczas sieci bardzo mało i liczyła się każda inicjatywa. Ale dziś mamy inny świat. Nie możemy więc zachowywać się tak, jak nasi przodkowie 🙂
– Nie rozumiem… – powiesz. – Przecież tylko tak pokazuję i mogę pokazać to, że mam doświadczenie. Że warto ze mną współpracować.
Oczywiście, że tak! Tylko w ten sposób możesz przyciągnąć uwagę do siebie. Ale …. w ten sposób, tej uwagi nie utrzymasz. Na samej uwadze nie zarabiasz pieniędzy. Potrzebujesz czegoś więcej. Potrzebujesz esencji, mięsa, które wypełni szkielet stworzony z Twojej wiedzy i doświadczenia.
– A jak mam to zrobić? – zapytasz…
Zobacz… pokażę Ci na przykładzie pewnej firmy, która odniosła niebywały sukces w…. sprzedaży butów przez internet. Nazywa się Zappos.
Jeśli sądzisz, że nie ma analogii między Zapposem a kancelarią prawną, to zaraz zobaczysz dlaczego jest odwrotnie.
Widzisz …. z Zappos’em jest dziwnie… Bo to nie jest firma, która sprzedaje buty…. No, w zasadzie sprzedaje, jak już powiedziałem, ale sprzedaż tego asortymentu jest, można powiedzieć, dodatkiem do tego, co ta firma naprawdę sprzedaje.
A co sprzedaje?
Zdziwisz się….
Szczęście.
Jak?
Przez najlepszą na Ziemi obsługę klienta.
Ale nie zawsze tak było. Na początku Zappos sprzedawał buty… Tony Hsieh, jeden z twórców potęgi Zappos, tak opisał ewolucję firmy w swojej książce:
In 2009, we expanded our vision and purpose to a simple statement:
Zappos is about delivering happines to the world.
It’s been interesting to look at the evolution of the Zappos brand promise over the years:
1999 – Largest Selection of Shoes
2003 – Customer Service
2005 – Culture and Core Values as our platform
2007 – Personal Emotional Connection
2009 – Delivering Happiness
Jeśli prześledzisz historię firmy Zappos, to zobaczysz, jak duże skoki w rozwoju powodowało pięcie się po drabinie kolejnych wartości, które stawały się coraz bardziej ogólne. Tak naprawdę buty przestały mieć znaczenie. Znaczenia nabrały wartości, przekazywane przez firmę, a więc i pracowników, swoim klientom.
Kiedy Zappos sprzedawało buty przez internet, było zwykłym sprzedawcą, jakich było, jest i będzie wielu. Kiedy zaczęło skupiać się nie na produkcie, ale na wartościach przenoszonych na klientów, wyrwało się tłumu i ruszyło do przodu. Ale buty przecież Zappos sprzedaje stale…. Jednak nie liczą się tutaj buty, ale całe tło doświadczenia, które ma klient w jakimkolwiek kontakcie z firmą.
Przenosząc to na nasz grunt: Ty również sprzedajesz produkt, w postaci usługi. To są Twoje buty, które sprzedajesz, jak Zappos, klientowi. Ale jeśli tylko zachwalasz te buty, a więc pokazujesz, jakie masz doświadczenie i wiedzę, czyli jeśli pokazujesz, że Twoje buty są naprawdę solidne, trwałe, można im zaufać, to wciąż jesteś na początkowym etapie rozwoju. Takim, na jakim Zappos był w 1999 roku.
Bez skupienia się na wartościach, na wyższych celach, i bez umiejętności pokazania tych wartości np. w blogu prawniczym, wciąż będziesz na początku drogi. Na tym etapie wciąż jest cała nasza branża (pisałem o tym kilka tygodni temu).
Zatem… content – TAK, ale już nie w formie zachwalania produktu czy usługi (zachwalania siebie), ale w formie umiejętnego pokazywania głębi, która za tym wszystkim stoi. A dokładniej: stoi za Tobą.
Teraz … masz wybór: od Ciebie zależy droga. Być może uważasz, że to są dyrdymały – dla mnie jest to całkowicie w porządku. Ja natomiast jestem innego zdania. Tak zbudowałem web.lex i widzę, jak się rozwija. Tak zbudowano wiele innych firm, które sobie doskonale radzą mimo zawieruchy pseudo kryzysu.
Tę filozofię prowadzenia biznesu przyjmują także kancelarie, które są w naszej Grupie, gdzie mam niebywały zaszczyt obserwować z przyjemnością ich rozwój.
Stara definicja contentu odeszła już w niepamięć – mamy nowy świat, nowe możliwości, nową sytuację na rynku. Do tego NOWEGO powinniśmy dopasować nasze działania.