Blog zrobi z Ciebie eksperta – Prawniku!

przez dnia 8 lutego, 2010

Jeszcze teraz, choć to się już niebawem zmieni, publikowanie w prasie krajowej jest jedną z najlepszych form reklamy dla prawników. Sam pisałem noty prasowe w zakresie prawa podatkowego pracując jeszcze w KPMG. Ten sposób marketingu odchodzi już jednak do lamusa, gdyż właśnie wchodzą w życie nowe narzędzia marketingowe, znacznie bardziej skuteczne, o których piszę w tym blogu.

Ale póki co większość prawników i doradców podatkowych wciąż chętnie widziałaby swoje artykuły w prasie, jako sposób na reklamę ich działalności.

W jaki sposób można więc pozyskać kontakt do gazety i postarać się o publikację własnego materiału?

Hmmm… to nie jest trudne!

Trudniejsze jest to, aby to gazeta zwracała się z prośbą o napisanie opinii! Jak tego można dokonać?

Oto moja dzisiejsza wiadomość w skrzynce e-mail z Dziennika Gazety Prawnej:

Witam panie Rafale,

Czy nie napisalby mi pan opinii na srode na 3500 znakow nt. na co uwazac rozliczajac w polskim PIT zagraniczne dochody, aby nie popelnic bledu Bedzie opublikowana w ramce ze zdjeciem Pozdrawiam i czekam na informacje czy moge liczyc na taka opinie.

*** **********

DGP

(Zakleiłem imię i nazwisko, gdyż być może pani redaktor nie życzyłaby sobie ich ujawniania)

Jak to się dzieje, że ja, nie będąc zawodowym doradcą podatkowym, nie tylko publikuję swobodnie z gazecie, z której  dla własnej reklamy korzystają firmy typu KPMG, ale to największy dziennik o tematyce prawnej w Polsce zwraca się do mnie z prośbą o wyrażenie własnej opinii?

Odpowiedź jest jedna: to blog.

Dzięki blogowi (PodwojneOpodatkowanie.pl) jestem uważany za eksperta, który ma coś do powiedzenia. To dzięki blogowi wiem, jakie są aktualnie ważkie tematy podatkowe, z którymi podatnicy mają problemy, i które są chętnie „brane” przez redaktorów. To dzięki blogowi jestem traktowany, jak autorytet nie tylko wśród jego czytelników, ale również w środowisku prawniczym i przez prasę.

Ty też możesz to zrobić! Warunek jest jeden: musisz zdać sobie sprawę z tego, że era zamkniętej w biurze i książkach wiedzy się już skończyła. Musisz wyjść do swoich klientów i pokazać co masz do zaoferowania. A „wyjdziesz” dzięki blogowi i innym narzędziom e-marketingowym, o których tutaj piszę.

Najśmieszniejsze jest to, że cały ten e-marketing jest nie tylko łatwy, ale i darmowy, a przy tym nieprawdopodobnie skuteczny!

{ 1 komentarz }

Nie tak dawno temu rozmawiałem z przyjacielem – radcą prawnym, który właśnie założył kancelarię razem z trzema innymi kolegami po fachu. Młoda kancelaria, młoda ekipa – spory wysiłek, aby pozyskać klienta.

Czy widzieliście kiedyś, aby znany lekarz specjalista walczył o klientów? Nigdy! Zawsze to pacjenci walczą o to, aby się do niego dostać na wizytę. Czyż nie? Dla kogoś takiego wysiłek związany z poszukiwaniem klientów jest zupełnie obcy!

Czy tak samo może być w branży prawniczej?

Oczywiście niektórzy prawnicy – wybitni i mający już lata doświadczeń w swoich specjalnościach, mający podobną reputację co wspomniany lekarz – nie muszą walczyć o klientów, oni zgłaszają się sami. Ale co ma zrobić mała kancelaria, albo początkujący prawnik, w szczególności, jeżeli jego biznes zlokalizowany jest w niewielkiej miejscowości? Przecież konkurencja dotyczy również i jego obszaru działalności, a klientów nie jest wielu.

„Dzięki e-marketingowi prawniczemu klienci sami się do Ciebie zgłoszą„. Czy aby na pewno? Czy faktycznie wystarczy wdrożyć tę prostą strategię, aby przestać się martwić i walczyć o napływ nowych klientów?

Nie wierz temu tytułowi! Sprawdź sam!

W poprzednich wpisach podałem statystyki odwiedzin mojego ściśle wyspecjalizowanego bloga prawniczego, który dla mnie jest jedynym źródłem klientów. Nie będę już ich (tj. statystyk) tutaj przytaczał, wystarczy zajrzeć do artykułu Liczba komentarzy w blogach prawniczych oraz e-Marketing prawniczy – klienci na całym świecie. Ważne jest natomiast to, że o tych klientów w żaden sposób nie walczyłem! To oni do mnie przychodzą prosząc o usługę!

Dlaczego tak właśnie jest?

To proste! Ponieważ szukając odpowiedzi na swoje wątpliwości podatkowe, trafiają na mój blog i czytają, czytają, czytają… utwierdzając się w przekonaniu, że trafili na blog profesjonalisty (sam za takiego siebie nie uważam). Niektórzy sami rozwiązują swój problem (oni i tak nigdy nie zostaliby moimi klientami, gdyż sami sobie doskonale radzą), ale inni potrzebują indywidualnej porady. Wtedy nie szukają już więcej… po co? Skoro mają od razu dostęp do profesjonalisty, który sprawnie rozwiąże ich problem, to ewentualnie tylko cena mojej usługi może ich odstraszyć, ale większość i tak ją zaakceptuje. Mało tego, jeżeli dostarczę im fachową obsługę, to jeszcze będą mnie polecać i nadal korzystać z moich usług przez lata (jeżeli wdrożę strategię dbania o klienta, co jest łatwe dzięki narzędziom e-marketingowym).

Liczba moich klientów przekroczyła już 2200. Ani razu żadnemu z nich nie oferowałem usługi! Każdy z nich zgłosił się do mnie samodzielnie w tej sprawie. Po prostu jestem dla nich jak ów „znany lekarz specjalista”…

******

Dowód? Właśnie po ukończeniu tego artykułu zajrzałem w moją pocztę i oto, jak zaczynał się pierwszy list:

Drogi Panie Rafale
Po dłuższym przeszukiwaniu stron internetowych dotyczących rozwiązań na
temat rozliczeń podatkowych trafiłam na Pana profil. Mam nadzieję, że
będzie mi Pan w stanie pomoc , gdyż do tej pory spotykałam się tylko z
wymijającymi odpowiedziami i niewiedza urzędników …. (…)

Tak to właśnie działa!

{ 0 komentarze }

W jednym z pierwszych wpisów (e-Marketing Prawniczy – jaki jest) omówiłem cechy tego rodzaju marketingu, popierając swoje argumenty własnym doświadczeniem. Wśród siedmiu cech nie wspomniałem jednak o jednej, bardzo istotnej jego zalecie, tj. o tym, że e-marketing prawniczy jest nieograniczony terytorialnie.

Co to oznacza? Ano tyle, że kancelaria prawna (podatkowa) może pozyskać nowych klientów bez względu na ich położenie, nie tylko w Polsce (chociaż samo to już jest wielkim plusem), ale gdziekolwiek na Ziemi, gdzie ludzie korzystają z Internetu. Te osoby, nigdy nawet nie przeszłyby obok takiej kancelarii, nie mówiąc już o wejściu do niej i staniu się klientami.

Z mojego doświadczenia

Skoro wczoraj było tyle statystyki 🙂 to może dziś dodamy jeszcze kilka faktów z działalności mojego bloga prawniczego PodwójneOpodatkowanie.pl Zobaczmy zatem, skąd pochodzą moi klienci (obecni i przyszli), z ostatniego miesiąca, a więc ze stycznia:

W styczniu mój blog zanotował 4.629 wizyt (12,146 odsłon) pochodzących z 38 krajów. Po kolei:

Polska – 3.554

UK – 341

Dania – 158

Niemcy – 115

Holandia – 93

USA – 81

Irlandia – 78

Norwegia – 25

Francja – 23

Włochy, Szwecja, Austria – 22

Finlandia – 18

Belgia – 13

Australia – 9

Szwajcaria – 7

Hiszpania – 6

Islandia, Kanada, Czechy – 4

Oman – 3

Tajlandia, Rumunia – 2

oraz po 1 Bułgaria, Ukraina, Indie, Luksemburg, Wietnam, Wyspy Turks i Caicos (Karaiby), Korea Płd., Katar, Jersey, Libia, Cypr, Azerbejdżan, Japonia, Grecja.

Oczywiście nie wszystkie odwiedziny były celowe, tj. zamierzone przez gościa bloga, gdyż nie wszystkie trwały dłużej niż minutę (uznałem, że jeżeli odwiedzający przebywa na stronie krócej, to znalazł się tam przez przypadek, i nie szuka odpowiedzi na trapiące go wątpliwości podatkowe). Taka sytuacja  miała miejsce w przypadku Szwajcarii, Czech, Rumunii, Kataru, Korei Płd. oraz Grecji.

Średni czas odwiedzin na moim blogu spędzony z Polski wyniósł 8.48 min. Więcej miały wizyty z Islandii, Tajlandii, Indii i Japonii (tutaj aż 48.28 min. )

Nie pokazuję tego, aby pochwalić się statystykami (na pewno  mogą być lepsze), ale aby pokazać, jak niewiele trzeba wysiłku, aby skutecznie „opanować” zakresem swojej specjalizacji w blogu cały świat i odszukać klientów … nie, nie „odszukać”, ale to klienci nas znajdą!… w najdalszym zakątku Ziemi.

Oczywiście ja mam może zadanie nieco bardziej ułatwione, gdyż blog mój skupia się wyłącznie na problemach opodatkowania zagranicznych dochodów. Jednak z pewnością za granicą również znajdują się nasi potencjalni klienci nawet wtedy, kiedy blog specjalizuje się w innych zagadnieniach niż podatki międzynarodowe (np. spadkach, sprzedaży nieruchomości, umowach handlowych, itd., itd.)

Warto więc wdrożyć w swoich firmach prawniczych strategie e-marketingowe, a zacząć trzeba od stworzenia bloga i zachęcić do blogowania swoich pracowników.

{ 2 komentarze }

Jakiej przeglądarki używasz?

przez dnia 4 lutego, 2010

Wczoraj przez przypadek zajrzałem na stronę tego bloga z przeglądarki Internet Explorer (dzieło Microsoftu) i okazało się, że prawy margines bloga znajduje się na dole strony, zupełnie nie widoczny dla odwiedzającego.

Na co dzień jednak korzystam z przeglądarki FireFox, którą polecam wszystkim. Nie dlatego, że w niej ten blog jest ułożony tak, jak powinien, ale dlatego, że FireFox jest bezpieczniejszy pod kątem zabezpieczenia antywirusowego, można do niego pobrać masę dodatków, czyniąc go jeszcze lepszym narzędziem (np. ktoś, kto korzysta z serwisów mikroblogowych, może sobie dodać funkcję śledzenia mikrowpisów w celu szybkiej reakcji na zachodzące zmiany), a ponadto jego wygląd można łatwo zmieniać dopasowując nie tylko do swoich potrzeb, ale również do nastroju, pory roku, itp.  (ja obecnie mam w paskach zdjęcie przycumowanego do nabrzeża żaglowca na tle zachodzącego słońca – nieco banalne, ale ze względu na moje hobby – dopuszczalne).

Pamiętam, jak trudno było mi zmusić się do przejścia z Internet Explorer’a na FireFox’a. Teraz nie wróciłbym za nic do tej przeglądarki 🙂

{ 3 komentarze }

Liczba komentarzy w blogach prawniczych

przez dnia 4 lutego, 2010

Podczas jednej z dyskusji, prowadzonych w grupie Legal Blogging w Portalu LinkedIn, blogujący prawnicy dzielili się doświadczeniami w zakresie ilości komentarzy, jakie otrzymują. Jak się okazało, w większości przypadków blogi prawnicze zbierają dość niewielką liczbę komentarzy, w porównaniu do blogów innych branż.

Jaka jest tego przyczyna i czy na tej podstawie można sądzić, że blog nie jest prowadzony z sukcesem?

W dyskusji wziął udział również Kevin O’Keefe, jedna z czołowych postaci e-marketingu prawniczego w USA. Wyjaśnił on, że jego zdaniem stosunkowo mała liczba komentarzy w blogach prawniczych wynika z tego, iż przedmiotem bloga prawniczego nie są szybkie samochody, sport, seks i Hollywood, a więc tematy, przy których potencjalni klienci mogą spędzić cały dzień. Czytelnikami blogów prawniczych są osoby – mówi dalej Kevin – mające w ciągu dnia wiele obowiązków i nie mogące sobie pozwolić na długie surfowanie po Internecie. Drugą przyczyną tego stanu rzeczy jest według Kevina fakt, że komentarz w blogu prawniczym często pozostawia tylko ta osoba, która nie jest nadmiernie skoncentrowana na zachowaniu własnej prywatności. Wynika to z faktu, że czytający blogi prawnicze poszukują odpowiedzi na swoje wątpliwości prawne, często dotyczące ich sytuacji osobistej, i stąd może właśnie wynikać niechęć do publicznego wypowiadania się, czy też głównie zadawania pytań.

Dalej Kevin O’Keefe wskazuje, że mimo wszystko są posty w blogach prawniczych, które skłonne są zebrać kilkadziesiąt komentarzy, jednak średnia ich liczba nie przekracza 3.

Czy niska ilość komentarzy oznacza niepowodzenie w prowadzeniu bloga prawniczego?

Na pewno nie, gdyż – jak uważa Kevin – w naszej branży kluczowe interakcje często mają miejsce poza blogiem z osobami cytującymi artykuły na swoich własnych blogach, jak również dzielącymi się linkiem do bloga w systemach społecznościowych (Digg.com, ShareThis.com, itp.; w Polsce Wykop.pl, DodajDo.com, itd.), czy też mikroblogach (Twitter.com, Blip.pl).

Jeden z innych dyskutantów – adwokat Anthony Reeves – zauważył z kolei, że jego niską opinię o własnym blogu (którą sobie wyrobił na podstawie ilości komentarzy) zmienił, kiedy poznał statystyki swojego bloga. Pomimo niewielkiej ilości pozostawianych komentarzy, jego blog prawniczy notował ponad 18 000 odsłon miesięcznie z liczbą 1500 unikalnych użytkowników, co było bardzo dobrym wynikiem. Jak się okazało, około 75% wejść na stronę bloga pochodziło właśnie z linków przesyłanych dalej przez gości tego bloga.

Jak wynika z tej dyskusji, niska liczba komentarzy w blogach prawniczych jest rzeczą powszechną i nie decyduje o tym, że blog nie cieszy się powodzeniem.

Ok. Spójrzmy teraz na statystyki mojego bloga PodwojneOpodatkowanie.pl.

Generalnie rzecz biorąc moje doświadczenia pokrywają się z doświadczeniami naszych kolegów zza oceanu (co jest też dowodem na to, że pomimo innego systemu prawnego i innego sposobu świadczenia usług prawnych, zagadnienia e-marketingu prawniczego są dla nas wspólne). Najczęściej artykuły w moim blogu nie są komentowane, chociaż są i takie, które zebrały ponad 80 komentarzy.

Średnio…?

ogólna liczba komentarzy to 735, natomiast artykułów – 133.

… a więc średnio przypada nieco ponad 5 komentarzy na jeden artykuł.

A jakie statystyki odwiedzin? Zobaczmy:

W styczniu mój blog prawniczy zanotował 12 146 odsłon, przy czym odwiedziło go 4 629 osób. Nieco ponad 70% tych gości było w styczniu tylko raz na moim blogu, natomiast reszta, czyli około 30% (1 388 osób) powróciło na tą stronę ponownie, co może świadczyć o tym, że ponad 1 300 osób uznało ją za wartościową i godną uwagi.

Skąd przyszli goście mojego bloga?

15,73%  – a więc 728 osób wpisało adres mego bloga w pasku adresowym wyszukiwarki (odwiedziny bezpośrednie);

29,06% – czyli 1 345 osób odwiedziło mój blog za pośrednictwem linków przychodzących pozostawionych przeze mnie, albo kogoś innego, na innych stronach internetowych (witryny odsyłające);

55,22% – 2 556 osób trafiło do bloga z wyszukiwarki (na marginesie: z Google 2 438 osób).

Porównując zatem statystyki mojego bloga, bo skromnych danych statystycznych kolegów zza oceanu widać, że i w Polsce i w USA są one podobne. Jedyna różnica w przedstawionych wynikach istnieje w zakresie ilości odwiedzin z witryn odsyłających, jednak nie są to wystarczające dane do wyciągania wiarygodnych wniosków i generalizowania.

W każdym razie potwierdzić należy, że liczba komentarzy polskich blogów prawniczych z pewnością nie będzie imponująca, jednak nie ona decyduje o sukcesie, czy też jego braku, danego bloga prawniczego.

{ 5 komentarze }