Wszyscy kojarzymy Polskiego Prawnika, jedyny portal/serwis, informujący nas o tym co i gdzie się dzieje w naszej branży.
Słyszałem o nim różne opinie. Zawsze dobre, chociaż czasem, że to tylko dla dużych kancelarii, a nie dla średnich, czy tym bardziej – małych. W międzyczasie coś tam do niego napisałem, czasem przeczytałem. Był czas nawet, kiedy prowadziłem ożywioną korespondencję z – okazuje się już – byłym szefem.
Polski Prawnik w końcu zrobił swego czasu konkurs na najlepszy blog prawniczy, w którym blogi z web.lex zgarnęły niemal wszystkie nagrody, niczym Władca Pierścieni sławne Oskary.
…. Możesz odnieść wrażenie, że piszę o Polskim Prawniku z stylu, w jakim pogrążony w żałobie Newsweek pożegnał w tym tygodniu demokrację…
Ale… nic z tego!
Piszę tak dlatego, że Polski Prawnik dopłynął do pewnego portu. Tam został zatankowany nowym zespołem, poprawiony technologicznie, a nowy kapitan, pod okiem nowego armatora, wyznaczył mu nowy, jasny i wyraźny cel!
Być może na polski rynek wkroczył naśladowca The Lawyer…
Dobrze by było, aby tak się stało. Gdyż brakuje platformy, która by objęła całą branżę prawniczą: nie tylko giganty w szklanych wieżowcach, ale też średnich i małych, od których to Dawidów Goliaci mogą się dzisiaj sporo już nauczyć. Brakuje też dynamicznej platformy wymiany doświadczeń, wolnej o polityki i gierek personalnych, obecnych w niektórych (wielu) samorządach prawniczych. Brakuje też miejsca, które wolne od ideologii tradycji śmiało i bezpośrednio sięga w przyszłość, pokazuje jak jest i jak będzie, a nie jak powinno być i jak było.
Polski prawnik się zmienił i się zmienia na dobre.
Z resztą zobacz sam >>
{ 6 komentarze }

















