Mówi się często, że Diabeł tkwi w szczegółach…
A ostatnio przeczytałem, że …
God is in the details.
I bądź tu człowieku mądry. A przecież to fundamentalna rzecz! 🙂
… Na niedzielę zostawiam Cię z tą filozoficzną nutą.
🙂
{ 0 komentarze }
Rafał Chmielewski: e-Marketing Prawniczy
Mówi się często, że Diabeł tkwi w szczegółach…
A ostatnio przeczytałem, że …
God is in the details.
I bądź tu człowieku mądry. A przecież to fundamentalna rzecz! 🙂
… Na niedzielę zostawiam Cię z tą filozoficzną nutą.
🙂
{ 0 komentarze }
No i są. Znajduję je w mojej poczcie. Prośby od I….r, e…..k, czy z M…y (chodzi mi o dużych wydawców), aby albo pisać dla nich teksty, albo aby oni mogli pisać u mnie.
Jeśli i Ty prowadzisz własny blog, to na pewno też dostajesz te maile. Otrzymują je chyba wszyscy nasi autorzy blogów z web.lex, więc i Ty pewnie także.
Spójrzmy prawdzie w oczy:
Ale brutalna rzeczywistość jest taka: w ten sposób NIE DA SIĘ zdobyć klienta. Twoje treści zginą w tej zamieci: nie różnią się niczym istotnym od tych, które są jeszcze w 100 innych miejscach. Konkurują o uwagę z informacją w serwisach, portalach, forach, grupach, stronach www, blogach, itd. To jest bez sensu. Powiedzmy to otwarcie. A będzie jeszcze trudniej.
To było bez sensu nawet lat 6 lat temu, kiedy nie było jeszcze takiego natłoku informacji w sieci. Skąd to wiem? Bo sam występowałem wtedy w ówczesnej Gazecie Prawnej udzielając wywiadów, opinii, itd. I chociaż tych moich wypowiedzi można by naliczyć kilkadziesiąt, do dziś nie zgłosił się do mnie żaden klient w jakiejkolwiek sprawie, pochodzący z tego portalu. ZERO.
Jeśli miałem klientów, to oni byli z bloga. Koniec – kropka.
Piszę o tym z jednego powodu: zmotywował mnie jeden z komentarzy, który był w tym temacie, a który znajdziesz tutaj >> Zacytuję najważniejszy fragment:
… pozyskanie rzetelnego materiału o tematyce prawnej nie jest możliwe od pierwszego lepszego copywritera. Analogicznie w drugą stronę – ktoś chcę pisać u ciebie tylko po to aby wcisnąć swój link (kto zrobi i jedno i drugie za darmo ten frajer)
Obojętnie kto to napisał. Nie jest z naszej branży – jest z zewnątrz. Bo jest rzeczą normalną, WYNAGRODZENIE za to, że komuś pomagam zarabiać pieniądze. A tymczasem na naszych treściach zarabiają wszelkie portale łudząc nas jakimiś klientami, których nikt nie gwarantuje, bo to nie jest możliwe.
Jestem za tym, aby spojrzeć trzeźwo na sytuację i nie dać się zmanipulować.
Poza tym cała ta sytuacja jest kuriozalna. Wyobraź sobie, że napiszesz dla każdego portalu jakiś tekst, albo pięć, i Twoi koledzy zrobią to samo. Ich koledzy też, i tak dalej…. Do czego to doprowadzi? Do niczego. DO tego, co jest teraz, tyle że będzie o jeden milion więcej zapisanych stron w sieci.
Taki jest mój ogląd tej sytuacji. Od dawna nie piszę już niczego do gazet, czy portali. Chyba, że jest to wywiad (czyli ja coś mówię, a ktoś notuje), albo mogę do treści wstawić LINK do bloga (przez co mogę aktywnie promować blog). W innym przypadku odmawiam – szkoda mi czasu.
Koniec.
{ 13 komentarze }
Tak! Właśnie tak robię, kiedy ktoś mi mówi, że da mi kontakt do jakiejś kancelarii, która być może byłaby zainteresowana współpracą i rozwojem.
Wiesz dlaczego to robię?
Bo szkoda mi jest czasu na długie godziny przekonywania o tym, że blog prawniczy ma duży sens w kancelarii.
Po prostu.
Lubię natomiast, kiedy zgłasza się do mnie kancelaria i autor maila, czy mój telefoniczny rozmówca mówi, że czytał mój blog. Wówczas poziom interakcji jest o kilka levelów wyższy. Jest wzajemne zrozumienie, chęć współpracy. Tylko z takimi kancelariami współpracuję. Współpracujemy.
Tak działa dobry blog.
Kiedy go masz, masz też luksus odmowy wykonania usługi.
{ 0 komentarze }
Chodzi oczywiście o blogi prawnicze. Albo szerzej – o blogi.
Dlaczego?
Muszę Ci się do czegoś przyznać: ostatnio powołałem do życia nowy blog. Blog nazywa się Wróćmy do korzeni i jest skierowany do przedsiębiorców. Opowiadam w nim o tym, jak blog w firmie może zmieniać ją samą, budować jej markę, wspomagać sprzedaż i w ogóle – zmieniać świat. A dlatego „Wróć do korzeni”, gdyż jestem przekonany o tym, że właśnie w dzisiejszych czasach nowoczesnych technologii, powinniśmy zwrócić się w stronę klienta. Tak, jak to było kiedyś, zanim statystyka przejęła troskę o klienta, zanim interes udziałowców przejął interes pracowników.
W ten sposób działa web.lex. To jest też model działania firmy Zappos, czy firm z kręgu Richarda Bransona, czy też Garego Vee. Za takim podejściem w ogóle kryje się cała filozofia biznesowa. Gdzieś tam utracona po drodze w zeszłym wieku, ale do której należy i trzeba wrócić.
O tym właśnie opowiada mój drugi blog.
******
To zdarzyło się wczoraj … Postanowiłem przejrzeć blogi firmowe jakie tylko mi podsunęło Google.
I co zobaczyłem?
Coś, co naprawdę rzadko widuję już w kancelariach prawnych. Blogi sztywne, bezpłciowe, bez duszy. Prowadzone, bo tak trzeba, bo taka jest moda. Z musu, źle. Mała tego, znalazłem też szereg artykułów różnej maści agencji PR, które widać nie do końca zdają sobie sprawę z potęgi narzędzia, jakim jest blog!
To było dla mnie niezłym szokiem. Gdyż właśnie zdałem sobie sprawę z tego, że po pierwsze w tej dziedzinie poza naszą branżą jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia (praca u podstaw – tego się jednak nie spodziewałem), a po drugie – że jako branża przeskoczyliśmy w tym wymiarze resztę świata (świata w sensie dosłownym).
Dziś robimy to, co oni zaczną robić za 2 lata najwcześniej!
W sumie to chyba teraz rozumiem dlaczego, kiedy opowiadałem o rozwoju web.lex za pomocą bloga na konferencji Internet Standard, ludzie z innych branż słuchali mnie, jakbym opowiadał bajkę o żelaznym wilku. Dla nich jest to najwyraźniej kompletna nowość!
Zatem…
Myślę, że od czasu kiedy powstał ten blog (grudzień 2009), razem zrobiliśmy kawał naprawdę dobrej roboty. Ty, ja i my wszyscy. Przeszliśmy samych siebie, wyszliśmy poza horyzonty. Wyznaczyliśmy ścieżki dla innych. Z branży uważanej za konserwatywną, stworzyliśmy branżę w pewnym wymiarze nowoczesną. I to nowoczesną nie w skali naszego kraju, ale w skali globalnej. Możemy być wzorem godnym naśladowania. Oczywiście wciąż jeszcze jest wiele do zmiany, ale to, czego udało nam się do tej pory dokonać, już jest wielkim krokiem w przyszłość.
Za to wszystko serdecznie Ci dziękuję!
Rafał
{ 12 komentarze }
Często widzę blogi prawnicze, które wyglądają jak portal informacyjny.
Zdarza się, że autorzy blogów prawniczych przerabiają je na kształt takich portali. Cóż … na pewno wyglądają one wówczas na większe, obszerniejsze, ale …
Ale to wcale nie oznacza, że są marketingowo i biznesowo skuteczniejsze. Wręcz przeciwnie (znam taki przypadek z naszego kręgu).
Pamiętaj, że blog to Ty w sieci. I tak samo, jak w realu nie chciałbyś, aby przy rozmowie ze swoim klientem z każdej strony gadał jeszcze ktoś inny, tudzież Ty sam, tyle że sklonowany, tak samo w blogu trzeba dać czytelnikowi możliwość swego rodzaju intymnego przeżywania spotkania z Tobą.
Rozumiesz?
Jeśli tego nie zrobisz, to Twoje słowa zostaną zagłuszone przez szum, który tworzą dodatkowe treści, obrazki, grafiki, kolory, itd.
A nie chodzi o to, aby się popisywać wielkością, rozmachem, ale aby po prostu zarabiać pieniądze.
🙂
{ 0 komentarze }